Ludzie kupują sobie zabawki, zupełnie jak dzieci
Jako że mózg jest dotleniony aż nadto, to jakoś łatwiej się myśli, więcej myśli przelatuje, no bo co można robić głową podczas gdy nogi krecą przez 6 godzin?
Najpierw zauważyłem, że po rowach leży mnóstwo pełnych nieotwartych butelek z wodą, lub jakichś innych napojach. Sprawdziłem czy nakrętka była zerwana, ale kilka razy okazało się, że ludzie po prostu wyrzucają nowe napoje. Chyba z samochodu. Dobrze dla nas, bo w razie kryzysu można znaleźć w rowie napoje :D
Od razu narzucił mi sie pomysł, w stylu stacji wodopojowej dla rowerzystów. Mianowicie, gmina mogłaby postawić takie automaty gdzie można by kupić za jakieś tam grosze wodę i jakieś batony. Oczywiście automaty byłyby rozstawione gdzieś w miejscach gdzie jest największy ruch rowerzystów. Ponieważ sklepów na wsiach nie ma za dużo, a w niedziele jest cienko z otwartymi. Nocą też nie da się kupić praktycznie nic, bo zamknięte. Taki automat działałby całą dobę. Umieścić jeszcze lokalizacje takich na GPS i można jechać.
Ciężko mi się dzisiaj jechało. Za ciepło się ubrałem i przegrzałem. Te 10 stopni w cieniu, urosło do 20 w słońcu. Dopiero jak zdjąłem czapkę, rękawiczki, podwinąłem rękawy, to zaczęło mi się dobrze jechać. W połowie drogi spotkałem Wilczka, tez samotnie śmigał. Spotkać go w takim miejscu, to fuks :) Szczególnie, że jechałem tam 3 raz w życiu.
Zjazd do Domaradza mnie dość dobrze schłodził. Niestety za mało zjadłem, więc już w Lutczy to odczułem. Postanowiłem jeszcze śmignąć przez Strzyżów. W Godowej zeżarłem wszystkie wafelki (polecam te Lidlowe, paczka 10 sztuk/7zł i bardzo pożywne. Coś jak Knoppers). Niestety dopiero w Gliniku zachciało mi się jechać.
Ogólnie to wymęczyłem te kilometry, bo jakoś nie miałem parcia na zasuwanie. Wiosna juz prawie, więc wolałem podziwiać widoki.
Trasa: http://www.bikemap.net/pl/route/2491367










