Mieszczuszek zrobił 10 tysięcy kilometrów do pracy, a w międzyczasie modyfikuję sobie mojego starego klasyka Diamnondbacka. Oczywiście jeżdżę nadal, chociaż nie robię wpisów bo nie mam za bardzo czasu na opisywanie moich epickich wyjazdów. Dzieci podrosły, a ja mam nadzieję że będe miał czas na jakieś śmiganie w terenie.
Pierwsza nocna jazda po kilku latach, ponieważ moje dzieci musiały mieć tatę nawet w nocy i nie dało się jechać. Aż dziwne że tyle lat minęło, bo jestem tutaj na bs od 2007roku... O kurdę. Nieźle stary jestem już. Oczywiście jeździłem cały czas, z tym że wyjazdy były raczej mniej godne opisu lub nie było czasu pisać. Chociaż było parę fajnych wyjazdów. Niestety ze względu na dzieci całodzienne jazdy odpadają. Ale czym większe tym będzie lepiej. Tak myślę.
W sumie to nielegalnie byłoby do lasu, ale po polach jeszcze nie zabronili. Przetestowałem również nową paczkę na 6 ogniw lion w sam raz pod moją lampkę. Fajna rzecz, bo mamy z tego niezły power bank z wyjściem na USB i drugi kabelek na gniazdo DC pod lampki rowerowe 8,4V. Tego jest pełno: Pojemniki
Nocna jazda z Krzyśkiem. Chłopak ma nogę :D Tempo czasami dość mocne i jechało się super. Lubię takie wyższe obroty bo jakoś chce się żyć i czuć że się zyje. Nie ma co narzekać na ten świat, ponieważ życie jest tylko jedno i warto brać z uśmiechem to co się ma. Bo przecież jest dobrze :)
Kubuś z Prosiaczkiem przemierzali stumilowy las na swoich węglowo aluminiowych rumakach. W lesie czaiło się wiele hefalumpów, z czego jeden miał nawet dość mocne halogeny. Prosiaczek z Kubusiem zagubieni nie wiedzieli gdzie dalej jechać, znaleźli się bowiem na samym szczycie góry. Nie pozostało im nic oprócz zjechania w dół. Podczas zjazdu, Kubuś pękł swoją jedną szprychę, ponieważ lampka zaczęła mu świecić przed przednie koło i przez to też przeleciał przez ulicę nie hamując. Długo zastanawiali się co zrobić z pękniętą szprychą, aż nagle wpadli na pomysł, by wpaść po małe conieco do Królika, który mieszkał w dolinie pod stumilowym lasem. Dochodziła 22-ga. Królik wyszedł z pompką i weższą gumą, by Kubuś mógł dojechac do domu bez przepalenia ramy. Szybka zmiana gumy i ruszyli pod górę, by następnie zjechać doliną kamieni i kurzu polnego.
Nie jechałem jednak sam. Zresztą nigdy tak na prawdę nie jeżdżę sam. Miałem powody do usmiechu i czasem śmiałem się jak głupi ;) Jest moc z góry :) Zawsze była... Trzeba sobie tylko to uświadomić. Widziałem piekarnie w Czudcu. Okna były wielkie, więc widziałem jak panie układały chleby na regałach. Chleb to taka rzecz, że odczuwa się jakiś respekt. Jechałem powoli, więc średnia wyszła lipna, chociaż na początku zasuwałem, to po zjeździe jakoś mi sie odechciało. Po prostu chciałem być na rowerze.
Z Łukaszem na Słocinę, prawie te same ścieżki co z Koną, ale w przeciwnym kierunku. Jednak sporo więcej podjeżdżania:) Ale bardzo fajne tereny. Wyjazd też po 20tej. Powiem krótko i po podkarpacku: Jeździł by cały dzień, aż zajeździł by ;);)
W międzyczasie rozmawialiśmy o rżnięciu i struganiu drewna. Kto jest ciekaw dlaczego, zapraszam do Rebike:)
Single na szybko :) Z Piotrkiem można potrenować. Tempo na początku mnie przybiło, bo cały dzień działałem na jednym kebabie... Zjadłem kilka batonów i zaczęło się bardzo dobrze jechać. Piotrek pokazał mi kilka szybkich singli. Zjazdy na ostro z dokręcaniem i skręcanie przez blokowanie tylnego koła. Kilka razy bardzo bliski kontakt z drzewem. Dodam jeszcze, że jazda była po 20, ale nasze miotacze fotonów wspaniale emulowały dzień. Takiego algorytma, nie ma nawet matrix, cycu.