Nocna jazda z Asią, a księżyc świecił jak gupi;) Dlatego też dobrze się zasuwało, bo klimat jazdy prawie jak w dzień, chociaż było ciemno. Praktycznie można było jechać bez lampki, bo wszystko było widać.
Faktycznie prawie tak wygląda, jakby w Rzeszów przywaliła jakaś atomówka... Czas naświetlania 16s przy jakichś tam innych parametrach, chyba iso 1600. Ale efekt mnie zaskoczył:) Dla porównania, zdjęcie przy prawie normalnych parametrach i z tego samego miejsca:
Kościółek w Lubenii, obok serpentyn
Dobrze mi się jechało na zoptymalizowanej oponce. Przytyło jej się do 1.2kg, ale o to chodzi by trenowac, a nie rozleniwić się. Przecież muszę podnieść formę na maratony w przyszłym roku. Za to oponka zyskała odporność na przebicie i z racji tego, że w środku jest druga opona semislick (bez drutów i boków) to brzegi SS się podniosły i wiecej klocków styka się z podłożem, co może skutkuje większymi oporami, ale jakoś inaczej (lepiej) się na niej jeździ...
Błota Ci u nas pod dostatkiem, na szczęście nie jest jeszcze tak źle, bo nie lepi się tak bardzo. Jak to z Tomkiem bywa, maksymalna dawka terenu, tak że człowiek nie czuje się jak w Polsce. Czuje się jak w pradawnym Podkarpaciu. Pola, lasy, zadupia z kurnymi chatami... i jeszcze Tur czasem przebiegnie drogę (oczywiście gruntową;)
Dobrze jest sie czasem tak uwalić, bo wtedy człowiek skupia się już tylko na samej jeździe i przyjemności.
Dzięki Tomek za jazdę:) Musimy częściej jeździć w Wielki Las.
Jak to z Piotrkiem bywa, wyjazd udany, bo duuużo terenu i dzikości. Pobudka o 3:30 rano... i jazda o 4:30 na Błażową. Lubię takie nocne dojazdy. Nie wiem czemu inni nie lubią. W Błażowej skręcamy na Kąkolówkę i dalej próbujemy jechać nieszczęsnym odcinkiem żółtego szlaku, ale jak to bywa z tym odcinkiem, szybko go gubimy. Powtarzamy scenariusz z wiosennego wyjazdu z Tomkiem i Pawłem. Drzemy pod górę przez krzaczory. W lesie jest tyle szronu, że aż biało. Po wydostaniu się z lasu, co chwilę trwało, uderzamy jakimiś polami na południowy wschód. Chciałem to ująć na mapce, ale trochę się pokomplikowało;)
W tym dniu było dużo takich małych połoninek z ładnymi widokami. Jakimś cudem dotoczyliśmy się pod wiatr pod nadajnik niedaleko Izdebek, czy w Izdebkach... Potem przy lesie i spotkaliśmy grupę quadowców, ale jakąś chyba lepiej zorganizowaną, bo nawet się pilnowali.
Dalej rezygnujemy z jazdy na południe, bo jednak nam się nie chce :P jedziemy znowu na Północ. Jakoś lajtowo nam to idzie, bez pośpiechu.
Dojeżdżamy znowu do Błażowej i tym razem kawałkiem zielonego i jakoś tak do Borku terenem. Znowu Quady. Chwilę wojewódzką, potem jakimś fajnym szutrem na Chmielnik i jakimś sposobem na Matysówkę (na mapce tego nie ma...).
Asia ma chyba za mocne nogi. Dzwoni mi, że ledwo ruszyła i zerwała łańcuch. Może to przez mróz, ale chyba raczej to przez felerny model łańcucha, który już został poprawiony w obecnej wersji. Sam też na tym jeździłem i zerwałem go 2 razy. Pękł na ogniwie, a nie na łączeniu.
Przyjechałem, skułem i wróciliśmy razem.
Miałem jechać gdzieś na rower, ale jakoś nie lubię jeździć samotnie w ładną pogodę. Jakoś mi smutno. Wolę gdy jest brzydka :) Takim sposobem po prostu siedziałem w domu i grzebałem w rupieciach, których mam chyba za dużo w pokoju.