Wpis na blogu Asi, bo jakoś zdjęcia do mnie nie dotarły:p Ale Asia ładnie zasuwała hehe oczywiście były lody. Potem troche gorąco sie zrobiło i zaczęło lekko wiać.
Wracałem właśnie od wujka, już wyjeżdżałem z domu rowerem, a tu mały lisek leży w rowie. Myślałem początkowo że został potrącony i nie żyje, ale przyglądnąłem sie że oddycha. Podszedłem do niego i otworzył oczka:) Był strasznie słaby bo leżał tam chyba całą noc. Zjadł chyba coś opryskanego przeciw szkodnikom. Muchy go oblazły. Poszedłem po koc i zawinąłem biedaka.
Wziąłem do domu i dałem trochę pić (jedyne co miałem to cola:p wygazowałem i dałem) mało sie ruszał. W tym czasie siostra z domu wydzwaniała do lecznicy. Po jakiejś 1.5 godziny przyjechał facet wziął liska do lecznicy.
Gdyby nie 2 psy to nigdy nie wjechałbym pod taką stromą górkę z taką prędkością hehhe adrenalina aż mi krew zagotowała. Ludzie powinni te psy trzymać w ogrodzeniu.
Rzeszów- Boguchwała- Mogielnica- Niechobrz- Racławówka- Rzeszów Jazda z Asią:) biedulka miała problem z wyjechaniem...to przez te blaty szosowe. Muszę jej blaty od MTB załatwić. Było na prawdę git:) Niby blisko, ale nowe tereny w których nigdy nie bylem. Na blogu Asi jest reszta fotek.
Rano przyszedł facet z amorkiem dla Asi. Niestety droższy o 50zł...pal licho, ważne że jest:) Potem śmignąłem sie po pancerz do blokady (o dziwo nie dodali) 2zł w plecy:p w mieście ścigałem się ze ścigaczem. Facet nie miał szans hehe ja mogę jechać po czym chcę i gdzie chcę, a on nie:) Rozpoczynamy zabawe:)
Pozbawiony amora...
Bez młota to kurna nie robota ;)
"Ucionem" trochę z pomocą Asi:) ma sie tą wprawę instalatora.