- czyli moje drugie ulubione miasto:) Wyjazd z Rzeszowa gdzieś tam rano. Zapierdzielamy na rowerkach do Sanoka jak strzały;) 4h i jesteśmy na miejscu. W tamtym miesiącu 4 weekendy z rzędu byłem w Sanoku rowerem. Jakoś tak blisko się teraz wydaje.
Oczywiście moim klockiem:) i z Asią czyli moją przebajkerką. Rano rześko, a potem już szło i robiło się coraz bardziej upalnie... Widoczność za to prawie 100% bo aż do Gwoźnicy było widać połoniny. Tak wyglądał Wysoki dział, który przejechaliśmy dzień wczesniej (tam górą:)) Gdzieś tam byliśmy...
Po przebudzeniu ruszyliśmy w stronę Wysokiego działu, ale najpierw Jaśliska. Troszkę wilgotno, ale dało się jechać. Zapraszam do opisów u Asi i Piotrka, bo mamy te same zdjęcia, a nie chce ich ładować jeszcze raz:) Najważniejsze jest już opisane.
Dla mnie najlepszy dzień z całej wycieczki. Rower sam jechał, pomimo tego że załadowany i jeszcze sam z siebie ciężki. Czasami jeszcze holowałem Asię pod górę:) Bonusik, czyli zdjęcia których nie ma:
Prawie na Wołosaniu:
Jeszcze w rezerwacie Żródła Jasiółki:
Na Żebraku pod Chryszczatą patrzymy na czerwony szlak i zaraz tam jedziemy.
Teraz jak to piszę, to myślę, że mam na prawdę git dziewczynę, a za rok nawet więcej;) 162 z moją kobietą przez Bieszczady do Beskidu Niskiego do chaty studenckiej w Zyndarnowej, czyli jakieś 1km od granicy ze Słowacją. Jeśli ktoś nie był, to zachęcam, szczególnie szosowców. ponad 40 miejsc do spania oraz nocleg za chyba 6zł i mają nawet prąd:P Więcej szczegółów u mojej Asi która zrobiła wpis na bieżąco, bo ja teraz po prostu uzupełniam wpisy.
Oj była to masakra... Mieliśmy pojechać na naszą spartańską trasę, ale wyszło jak to bez GPS wychodzi. Zgubiliśmy, a może inaczej, nie znaleźliśmy właściwego wjazdu do jednego z lasów, bo źle skręciliśmy na zjeździe no i wylądowaliśmy w dupie jednym słowem. Zamiast w Jasienicy Rosielnej za lasem, to jakieś 10km na wschód za lasem w Bliznem i to jeszcze na samej górze. Akurat dziewczyny jechały do Wisłoczka, to się dołączyliśmy do nich po długich mękach asfaltem w Rymanowie. Piotrek (Pr0zak) postanowił wrócić tego samego dnia, a Piotrek (kona) został z nami bo szkoda marnować żarcie;) W Po kilku dobrych podjazdach dotarliśmy do namiotu.