Rower to tylko narzędzie
Czwartek, 18 września 2014
· Komentarze(0)
Pierwszy dzień rowerowej terenowej pielgrzymki do Dębowca.
Wyruszyło ponad 70 osób, z czego 15 na terenową. W tym roku nie jechał z nami X. Andrzej Rozum i przez to tempo wyjazdu było spokojniejsze i wszystkim chyba pasowało. Niestety nie znaliśmy trasy :D
Ja wiedziałem tylko jak dojechać do Wilczego i ciutkę dalej. Zanim jednak dojechaliśmy do Wilczego, pogubiliśmy się trochę w lesie, a ja zerwałem łańcuch i na domiar złego jeszcze wylało mi się do plecaka litr wody z bukłaka. Założyłem inną rurkę na nowy bukłak i ta była za szeroka. Potem złapałem zipem i trzymało.

Dalej to już niezła jazda z kolegą Bartkiem. Od początku wydawał nam się jakiś dziwny. Okazało się później, że ma autyzm i wcale nie jest głupi jak niektórzy podejrzewali.
Niestety w pewnym miejscu Bartek i jeszcze jeden kolega, źle zjechali. Pół godziny czekaliśmy na nich na zjeździe. W końcu zabrał ich Pan Materac :D
Dalej błądziliśmy. W Domaradzu jakoś dotarliśmy przez pola i wbiliśmy do kolejnego lasu. Na szczęście mieliśmy wydeptany szlak i nim jechaliśmy. Dobrze że miałem Trekbudy w telefonie, bo byśmy nigdzie nie dotarli.
Kilka godzin później wbijamy od tyłu na Kapliczkę w Bliznem koło Brzozowa. Na dole zakupy i asfalciorem do Orzechówki.
Tam bigosik z masą mięska :)
Wyruszyło ponad 70 osób, z czego 15 na terenową. W tym roku nie jechał z nami X. Andrzej Rozum i przez to tempo wyjazdu było spokojniejsze i wszystkim chyba pasowało. Niestety nie znaliśmy trasy :D
Ja wiedziałem tylko jak dojechać do Wilczego i ciutkę dalej. Zanim jednak dojechaliśmy do Wilczego, pogubiliśmy się trochę w lesie, a ja zerwałem łańcuch i na domiar złego jeszcze wylało mi się do plecaka litr wody z bukłaka. Założyłem inną rurkę na nowy bukłak i ta była za szeroka. Potem złapałem zipem i trzymało.

Dalej to już niezła jazda z kolegą Bartkiem. Od początku wydawał nam się jakiś dziwny. Okazało się później, że ma autyzm i wcale nie jest głupi jak niektórzy podejrzewali.
Niestety w pewnym miejscu Bartek i jeszcze jeden kolega, źle zjechali. Pół godziny czekaliśmy na nich na zjeździe. W końcu zabrał ich Pan Materac :D
Dalej błądziliśmy. W Domaradzu jakoś dotarliśmy przez pola i wbiliśmy do kolejnego lasu. Na szczęście mieliśmy wydeptany szlak i nim jechaliśmy. Dobrze że miałem Trekbudy w telefonie, bo byśmy nigdzie nie dotarli.
Kilka godzin później wbijamy od tyłu na Kapliczkę w Bliznem koło Brzozowa. Na dole zakupy i asfalciorem do Orzechówki.
Tam bigosik z masą mięska :)










