Kapeć, pomoc drogowa i...

Poniedziałek, 28 grudnia 2009 · Komentarze(4)
Śnieżek znowu...

a idź...
No to tak. Po kilkunastu tysiącach kalorii zjedzonych na wigilii i masie placków, miałem parę w nogach. Nie brałem nawet plecaka z pompką i resztą przetrwalnika (oj ja głupi). Zasuwałem po ulicy i nagle zachciało mi sie pojechać przez ścieżkę terenową. Przywaliłem tylnym kołem w krawężnik bo nie było go prawie widać, a jechałem ze 35km/h po 2km zeszło powietrze. Mamuśka zgodziła sie na poratowanie mnie samochodem. Żyję:) Do Asi pojechałem rowerem siostry. Niezła maszynka, sam składałem.


Dzisiaj zaczął padać śnieg. Nie chce mi sie myć rowera po tej chlapie.

Komentarze (4)

Te "górki", które widać na moim zdjęciu są rzędu kilkudziesięciu metrów nad poziomem morza, więc nie ma co się cieszyć. Za to podziwiam widoki w Twoich okolicach i podziwiam kondycję i samozaparcie. Pozdrawiam Ciebie i życzę świetnego roku 2010 we wszystkich dziedzinach życia.

jotwu 18:02 wtorek, 29 grudnia 2009

Ależ Was zasypało, nic dziwnego, że krawężników spod śniegu nie widać!
Serdecznie pozdrawiam :)

niradhara 17:51 wtorek, 29 grudnia 2009

Z rana było ładnie szkoda że później wszystko stopniało.

kona 23:52 poniedziałek, 28 grudnia 2009

A ja już się cieszyłem że śnieg zniknął..:/ jak go nie było to mnie też nie było a teraz jak mam czas to znowu wszędzie biało..;)
Pozdro!

azbest87 22:31 poniedziałek, 28 grudnia 2009
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!