Wstyd sie przyznać, że powód ostatniej klęski na setce był cholernie prozaiczny...
Po prostu miałem malutkie ćiśnienie w oponach. Tylna to jakies niecałe 1.5 atm, a przednie chyba jeszcze gorzej. Przy oponach 2.15 to istna tragedia, zwłaszcza że mają grube klocki. A ja sie zastanawiałem dlaczego tak szybko rower sam hamuje:) Dzisiaj dopompowałem do około 2.5 i 3 na przodzie i od razu lepiej:) Rower rusza i toczy sie lekko. I tak nie jechalem dzisiaj szybko, bo straszny syf i nie chcialem sie caly uwalić (i tak sie uwalilem :p) Nie wziąłem błotników, bo myślalem że bedzie mróz.
Komentarze (7)
Prawa Murphy'ego winne ;) jak myslisz, że będzie mróz -jest błocko, jak się za lekko ubierzesz, to się na pewno ochłodzi... ;)
Dobre! Ja kiedyś na wyprawce zmieniałem szybko dętkę w tylnym kole i w pośpiechu źle założyłem oponę, a potem zastanawiałem się dlaczego mnie własny rower kopie w tyłek... Niestety, poprzestałem na rozmyślaniach, cały czas jechałem a w końcu doszedłem do wniosku, że pewnie koło już oberwało, obręcz do wymiany itd. I wciąż pozwalałem się kopać w tyłek :D Wreszcie pod koniec dnia jak już rozbiłem namiot zdecydowałem się jednak zerknąć i okazało się, że wystarczyło porządniej założyć oponę... :D
:D Błoto jest fajne :] A co do pompowania kół ... jak jezdziłem na kostkach też pompowałem na tzw "skałę" :] lepiej się jechało ale za to denerwujące drganie w kierownicy miałem :] no i ten hałas ! Ja też zaraz lecę na rower ! :] Pozdrawiam