Jura - Szlak Orlich Gniazd - dzień 2
Nasze bunkry:
Tutaj relacja z pierwszego dnia
Rześki dzionek, ale pochmurny:(
Ekipa zgrana i przeciwdeszczowo ubrana
No i jazda w teren:
Tutaj Robert drążył skałę, a i jakaś dziewczyna chyba też była... ;)
W zasadzie nie było gdzie robić zdjęć bo pogoda była syfiasta...
Po mękach w deszczu musiałem wylewać wodę z butów, bo nie pomyślałem o tym że chociaż mam nieprzemakalny strój, to buty nie:p
Jakby ktoś pytał czy sie zapociłem to powiem że umiarkowanie, czyli prawie tak samo jak w mojej kurtce rowerowej. Należy tylko mieć pod spodem rowerowe ciuchy i jest spoko:)
No żrę czekoladę, która sie rozmokła
Dotarliśmy do ruin zamku w Ogrodzieńcu:
Deszcz przestał w końcu padać i zrobiło mi sie gorąco:
Potem Olsztyn i kolejne ruiny:
Dojechaliśmy do Częstochowy:
Wjeżdżamy do Klasztoru:
Na apel nie mogliśmy zostać, bo pociąg mieliśmy o 21.36 więc usiedliśmy wytyrani na dworcu, a nieopodal grało disco polo i śpiewali nawaleni ludzie:D
Zakupiliśmy kilka napojów energetycznych i dalej czekać na pociąg:
Długo jeszcze?
Na dworcu w Częstochowie było w miarę spokojnie
w Katowicach nam się nie podobało, bo obok rowerów kręcił się jakiś typek, który chyba udawał nawalonego, bo zerkał na rower Roniego.
Mieliśmy tam pociąg o 1.30 w nocy i dlatego czekaliśmy na dworcu prawie 2 godziny.
Okazało się że wsiedliśmy z rowerami do wagonu który odczepiają w Płaszowie i jedzie on do Krynicy:D ale konduktorka powiedziała że w Płaszowie mamy 20 minut na przeniesienie się z rowerami do właściwego wagonu, więc tak zrobiliśmy. Rower do dziś ma ślad farby z wagonu na korbie:p
Jakie to szczęście, gdy okazało się że wagon który przyczepili do Rzeszowa, był wagonem rowerowym:). Wpakowaliśmy tam rowery i wszyscy oprócz mnie, poszli kimać. Pilnowałem rowerów i wietrzyłem się przez okno, bo nie lubię spać w pociągu, chociaż koło 4 rano mnie dopadło na kilka minut.
Przyjazd o 6.30.
Skład wycieczki: Ja, Roni, Robert i nieobecny na BS Chicken22222 (Wujek chicken)










