8 tysiączek wpadł... - jakim cudem?
Tym samym pobiłem swój rekord sprzed 2 lat. Szkoda że w 2007 nie miałem jeszcze neta, bo wtedy na swoim starym czołgu zrobiłem prawie 13tysięcy km.
Ciekawe ile jeszcze zrobię w tym roku, bo zdaje sie że zimą znowu będzie jazda:D
Co jak co, ale jeśli ma się dziewczynę, studia i inne obowiązki wymagające czasu, to robienie sobie długich wycieczek jest bardzo trudne. Dlatego myślę, że w przyszłym roku będę śmigał z moją Asią w teren, bo będzie miała jakiś fajny rower (coś podobnego do mojego, tylko lżejszy), który nie będzie jej ograniczał.
Czy rodzina przeszkadza w jeździe? Chyba tak... wystarczy spojrzeć na wielokilometrowych trzaskaczy wycieczek. Np kolega Roddos, wcześniej robił po 100- czasem blisko 200km dziennie, a teraz jest to trudne. Żona, dziecko:)
Trzeba przyznać, że jedyną wadą jeżdżenia jest to, że nadmierni zapaleńcy czasem świadomie wybierają samotne życie, bo żal im rezygnować z pasji. Nie wiem tylko czy jest sens tak działać.
Co wspólnie cieszy, cieszy podwójnie:) Dlatego dobrze jeździć razem. Tutaj pozdrawiam
Niradharę i
Kajmana,
Młynarza i
Asiczkę:)(gdzie ich wywiało?:P )
Piotrka z Mariką i inne duety rowerowe z Bikestats.
Oczywiście pozdrawiam moją
Asię :* :D

Moja Ty rowerówko :)
Komentarze (11)
no kurde a ja sie ciesze ze 4500 km przebiłem :D i tak moj rekord, zesżły rok to 1700a poprzednie koło 3000
wlochaty 23:31 środa, 17 listopada 2010
To ja jestem cinias przy was:D
kundello21 21:42 środa, 17 listopada 2010
Gratulejszyn ;D No ja jeszcze 326km :D i bedzie 10000 xD
sikor4fun-remove 20:56 środa, 17 listopada 2010
Ja mam niestety coraz ciężej na studiach i pewnie będzie mniej czasu na jazdę...
kundello21 19:33 środa, 17 listopada 2010
Ja myślałem że będzie ciężko do 10000 z racji złamanej ramy, ale pogoda w listopadzie trochę nas rozpieszczała więc sukcesywnie przejeżdżane kilometry dość szybko mnie zbliżyły do tej trochę magicznej liczby:)
10000 musi być i koniec kropka!;P
Pozdro!
azbest87 19:16 środa, 17 listopada 2010
Widzę, że nie jestem sam w dążeniu do czterech zer :D
W tym roku kiepsko z kilometrami, ale pewnie uda się osiągnąć cel :)
miciu22 18:37 środa, 17 listopada 2010
Ostatnio ciężko o wspólną jazdę z żoną bo ja pracuje cały tydzień by w weekend mieć wolne, a ona (zazwyczaj) musi siedzieć wtedy w pracy.
Podobnie jak u Michała (Azbest87), a równocześnie za jego sprawą zbliżam się do czterech zer. W październiku kompletny brak ochoty do jazdy - szukałem każdej wymówki i innego zajęcia aby tylko nie wyjść na rower... i może kończyć sezon. Jednak widząc jak on sukcesywnie zbliża się do 10tys. postanowiłem że ja też mogę. Uparłem się i pewnie do końca tygodnia wyjeżdżę resztę.
Petroslavrz 17:52 środa, 17 listopada 2010
Mi też brakuje 300 ale do czterech zer:D
azbest87 14:15 środa, 17 listopada 2010
Gratulacje, mi brakuje do 8 tysięcy jeszcze 300 km, mam nadzieję dociągnąć :)
vanhelsing 10:54 środa, 17 listopada 2010
Graty, ciągnij do dychy, pogoda na razie dobra a do końca roku jeszcze trochę czasu jest ;-).
Pozdrower.
stamper 10:24 środa, 17 listopada 2010