Palenie kasety, lody, błoto i salto na stoku narciarskim
No to od początku:)
Nasze maszyny:

Enduraki© kundello21
W niedzielę zauważyłem że poniedziałek ma być piękny, więc napisałem do kilku osób, czy jadą. Nie spodziewałem się że Jacek będzie chciał:) Oczywiście nieugięty Piotrek (kona) napisał że jedzie, wiedziałem że będzie niezła jazda.
Na początek jazda przez kładkę na Wisłoku, która przypomina już od dłuższego czasu raczej jakiś most linowy w dżungli:p i cała sie sypie.
Nie chciałem przez nią przejeżdżać, jakoś wyjątkowo się bałem że coś mi sie przydarzy, bo wszystko szło pięknie, a to jest podejrzane.
Dalej już pojechaliśmy przez pola w stronę Przylasku, Hermanowa.
No i zaczęło się.
Patrzę, a Jacek stoi przy drodze i pedałuje w miejscu. Myślałem że łańcuch mu się urwał, ale to było coś o wiele gorszego. Zapadki w bębenku mu zamarzły i nie zahaczały sie o zęby bębenka. Pomyślałem, że jeśli zamarzły, to je podgrzejemy i będą działać.
No to idziemy wszyscy do jakiegoś domu niedaleko drogi. Jacek idzie sam zapukać. Po dłuższej chwili otwiera jakaś babka, a Jacek niczym nałogowy palacz z błagającymi oczami mówi: przepraszam panią, nie ma pani zapalniczki lub zapałek? Bo zepsuł nam sie rower i musimy go podgrzać.
Pani się zdziwiła, po co nam ogień. Wytłumaczyliśmy im o co chodzi.
W drzwiach pojawił sie mąż tej pani i dał nam jeszcze gazety.
Później podpaliliśmy je i podgrzaliśmy kasetę, lód sie roztopił i koniki załapały.
Wzięliśmy jeszcze zapałki i gazety i ruszyliśmy dalej.
Jednak Jackowi znowu zaczęło zamarzać i przeskakiwać co jakiś czas, więc po zjeździe, pojechał sam do domu (z gazetą i zapałkami), a my z Piotrkiem ruszyliśmy w las.
W lesie było pięknie, zresztą zawsze jest. Tam parę zdjęć i zjedzenie specjalnych lajtowanych czekolad:p czyli napowietrzanych 75g hehe
Dalej na Leckę i tam dylemat, czy zaliczać Wilcze, czy nie damy rady. Jednak nie daliśmy rady, bo czas nas gonił, a lampek nie zabraliśmy. Szlag by to.
No to jedziemy do lasu do Sołonki.
Tam też dość fajna trasa leśna.
Podjazd i postój w takim zajeździe:
i ślad:
Następnie do Lubeni przez znaną nam trasę pełną kolein. Dodatkowo zaczyna sypać coraz mocniej.
Na chwilę przestaje, jedziemy na Babicę na stok narciarski, przez las.
Zjazd ze stoku nie był łatwy. Za dużo śniegu nawalili (sztuczne naśnieżanie) i koła sie strasznie zapadały. Nawet w dół trzeba było dokręcać by sie nie zatrzymać.
Piotrkowi puściły hamulce, i to nie te w rowerze;)
Puścił się z góry, po czym wywinął piekne salto razem z rowerem:D Widok przepiękny hehehe
Posmialiśmy i pojechaliśmy dalej, w stronę Grochowicznej Dział, czyli naszego miejsca na ognisko.
na podjeździe zaczyna coraz mocniej sypać. W końcu jesteśmy na górze, a tam sypie bardzo mocno. Śnieżyca.
Zjeżdżamy lasem do Lutoryża, mijamy w lesie drwali, patrzą na nas jakoś dziwnie...
Potem biały asfalt i coraz mniej sił. Jakimś cudem dojeżdżamy do MPWIK i zalewem do domu.
Wyjazd jak i trasa godna polecenia. Dużo podjazdów, mało dróg asfaltowych i ładne widoczki.
Kilka km do domu jeszcze...










