Z wiatrem i... z wiatrem, za to jakie widoczki:)
W końcu pierwsza jazda z Sebą, bo nie mogliśmy się ugadać przez bardzo długi czas. Za to z Harpaganem Koną to już wiem jak się jeździ hehe
Fajnie się złożyło, bo Seba chciał pojechać na ostatnio moją ulubioną górkę, czyli Żarnową. Miałem jechać z Asią na Niechobrz, ale Asi się nie uśmiechało czasowo, więc zamieniliśmy się rowerami. Ona pojechała na moim DB na cmentarz, a ja na Cycku z ekipą.
Jechało się nawet fajnie, Piotrek narzucał tempo, a ja nie byłem w pełni sił. W ogóle nie mam ich za dużo gdy jest piękna pogoda. Jestem wręcz stworzony do brzydkiej pogody, wtedy mogę jechać i jechać.
Seba mówił, że nie ma sił... taaa:p zapierniczał pod górkę, że zostałem w końcu z pół km za nimi. Pod Żarnową jakoś nie dało mi się jechać szybciej, nie wiem czemu. Ostatnio samemu jakoś szybciej wjeżdżałem. Chociaż dzisiaj to nie opłacało się wcale szybko jechać, bo widoczki piękne. Niestety na zdjęciach wygląda to jakoś płaskawo. Najlepiej wygląda to wszystko w ruchu.
Udało nam się ustrzelić Połoniny i nawet zarys Tatr.
Do domu jechaliśmy też z wiatrem, bo zmienił się:) Wiał z południowego wschodu, więc w plecki.
Kilka zdjęć (bez jakiegokolwiek układu chronologicznego itp:P):
Widać zarys Taterek odległych od nas o jakieś 168km. Strona Słowacka (na żywo widać było lepiej)
Jeszcze dalej są Bieszczady:
A w górze...
:D Przebiega tam tunel powietrzny i główny szlak.
Robiłem zdjęcia
Widok z Żarnowej na Strzyżów:
Ekipa pod krzyżem:)
Spod Krzyża taki widok na Rzeszów:
i na Matysówkę z Magdalenką:
Po drodze, Piotrek chciał umyć Treka w Wisłoku:D ale to u niego na blogu..
Kładka w Zaborowie:
Rowerki przy żupie solnej w Sołonce:) Gdzie szukaliśmy zapachu jodu:P










