Miało być szosowo, ale wdarło nas w las ;)
Zdjęcie jak dla mnie esencja takich wypadów...
Rano dostałem smsa od Piotrka, że jest w Małówce i że o 11 wyrusza na Sanok.
Miałem 2 godziny by się zebrać i tam dojechać. Więc szybko zjadłem, wypiłem oraz założyłem czyściutkie ciuchy, które miały być na wypad 300km w terenie...
(Niestety się nie odbył, bo za dużo błota w lasach po piątkowej ulewie. Przenosimy go na następny termin :))
Na rowerze miałem średnią do Małówki, 24km/h. Dojechałem o 10.15, czyli dużo wcześniej niż się spodziewałem.
Tam Piotrek zajęty składaniem mebli, napisał mi że zaraz będzie. Odpocząłem na przystanku trochę:)
W końcu Piotrek przyszedł i ruszyliśmy dalej.
Jeszcze tylko spojrzenie na mapę...
"Tam jedziemy, gdzieś tam, zobaczymy jak będzie" :D
No i było...
.jpg)
...masę błota w charakterze gliny oblepiającej wszystko czego się dotknie :p
Szybko zapchało nam to v-ki.
"Piotrek, po co my tu wjechaliśmy:P"
Rower musiałem nieść na ramieniu, prawie całe podejście na Strzałówkę.
Za to na górze, było bardzo fajne miejsce na ognisko. Musimy tam kiedyś sobie takie zrobić.
Po małym błądzeniu w lesie;)
.jpg)
Gdzieś tam wlazł:P
Po wyjeździe z lasu, ruszyliśmy do Jasienicy Rosielnej. Bardzo ładna miejscowość.
Piotrek tam na blogu na pewno napisze o wszystkim co ważne:D ja nie mam takich kompetencji;)
Dojechaliśmy do Klasztoru w Bliznem, a tam dość spory podjazd do kaplicy, stacje drogi krzyżowej pasowały do sytuacji;). Widok na górze za to suuupperr :D
.jpg)
Potem jazda w dół, bo jakoś tak wyszło i w stronę Brzozowa. Wstąpiliśmy do sklepu po picie i żarło.
Dalej w stronę Grabówki, czyli dzisiejszego celu.
.jpg)
Jechało mi się bardzo dobrze.
No i zaczęło się podchodzenie:) Podjazd na Grabówkę, był dość stromy, a nam się nie spieszyło, więc rozmawiając, spokojnie sobie weszliśmy.

Widać podjazd brzegiem:) Kto powie że łatwy, niech wpadnie.
No i tak wygląda on na samej górze:
Porobiliśmy zdjęć, a pełna panorama jest tutaj:
Wystarczy kliknąć:)Potem chwilę lasem:
Naszym oczom ukazał się bardzo fajny zjazd oraz widoczek...
To chyba (tak myślimy z Piotrkiem) Góra nad zalewem Solińskim.
Jest trochę w dół:D:D

Ale wszystko co dobre, czasem musi się skończyć.
Wracaliśmy już doliną Sanu. Tysz piknie:p (kto był, wie)
Takie wyjazdy, to ja uwielbiam... szkoda że jest ich tak mało. Jest jeszcze dużo gór do zdobycia, wiele lasów do przebycia. Mam nadzieje, że czasu wystarczy:D










