Wroczeń... jaka fajna górka. Nazwa równie przyjemna jak podjazd.

Ta historia zaczyna się od napisania przez Piotrka SMSa do mnie, że jednak nie jedzie do Tarnowa, bo pogoda niepewna, a wiatr cały czas w twarz. Piszę więc na gg do kilku osób (Wilczka i Guni), że jest w sobotę wyjazd na Wroczeń, czyli górkę stożek położoną mniej więcej po środku między Brzozowem, a Sanokiem. Tydzień temu widzieliśmy ją z Grabówki.
Co jak co, ale Grabówka była prościutka do zdobycia...
Wroczeń z racji tego, że górka jest odosobniona i ma kształt stożka, to podejście z każdej strony jest wymagające. O podjechaniu raczej mogą myśleć koksy z typowymi rowerami uphillowymi, gdy najpierw znajdą wjazd do lasu:P
A błądziliśmy tam dość długo, zanim znaleźliśmy zarośniętą drogę, którą jechaliśmy pokłuci przez pokrzywy i trawska. Dobrze że mielismy naszego GPSa, czyli Piotrka mapę i mój kompas :D
Wcześniej mieliśmu jeszcze zaliczyć Czarną górę, ale niestety błoto niepozwoliło. Strasznie rozryte, a przed nami jeszcze z 90km, więc sobie odpuściliśmy.


No to jedziemy!

(mało co nie wyglebałem na dziurze, gdy to robiłem)
W kierunku Izdebek:

Bardzo długi zjazd. Można było odpocząć i podziwiać widoki.
Potem postój na górze pod nadajnikiem i serpentynki

(Piotrek wciąga koks w postaci Szynki konserwowej:D Konserwowa - Power is Back! )
Spod nadajnika było widać fajnie dużą część znajomych górek. Sucha wydaje się strasznie stroma z tej strony.

Bardzo dobrze się podjeżdżało, bo w sumie podjazd był łagodny. Piotrek za to zasuwał dość dobrze pod górę (a teraz się upiera, że lubi powoli... taaaa:p)
Ekipa ciągnie mocno w górę (Wilczek i Gunia)

I ja też jadę:)
Taki tam widoczek z serpentynek:

Dalej już śmigamy sobie w stronę...hmm no nie wiem gdzie to:p

Ale ciongle do pszodu nomalnie!
Mijamy ładne cerkwie, przekształcone na kościoły...

No i niedaleko później skręcamy w drogę szutrową i zaczyna się "ciekawa" jazda...

Chłopacy jado!

Po trawie się kijowo jeździ. Prawie jak w błocie, ale przynajmniej nie brudzi. Tego dnia ojeździliśmy się po trawie trochę. Widać to na mapce.

Z tyłu inna ciekawa górka.
Ale fajny wjazd do lasu:)

Po przebyciu wszystkich zarośli i przejechaniu przez chyba z rok niejeżdzone drogi, dotarliśmy do w miarę fajnej drogi

Niestety stożkowy kształt górki dał na w pupę, bo trzeba było pchać rower, albo nieść. O wjechaniu nie ma mowy.

I tak na samą górę...

na szczycie nic prawie nie widać, oprócz stromych zjazdów z każdej strony i tego:

(to chyba Grabówka)
... no i nas:
rowerki odpoczywają, chociaż to my je nieśliśmy:P

Pojedliśmy i drzemy w dół. Zjazd masakrycznie stromy. Powiem szczerze, że bałem się gleby, bo był prosty i gdybym się wywalił, to pewnie poleciałbym na sam dół.
Niżej trochę błotka i nadal trzeba hamować. Miałem robić zdjęcia, ale nie mogłem się zatrzymać:P
Na dole w lesie znowu skręcamy nie tam gdzie trzeba i lądujemy w polu, a do tego Mateuszowi rozkuwa się łańcuch. Na szczęście udaje nam się jakimś cudem znaleźć spinkę:

Jedziemy nadal na dziko, jakimiś zaroślami i śladami drogi...
Wyjeżdżamy w końcu gdzieś w pole. gdzie widać fajne wiatraczki w Bukowsku:

(maksymalny zoom)
Docieramy do szosy, a tam po kilku km znowu podjazd i chyba ostatnia większa górka dzisiaj:( Na szczęscie żegnają nas fajne widoki na wysokie Bieszczady.

Widać było Wroczeń w całej okazałości:

Widać też Wysoki dział w Bieszczadach:


Jeszcze ostatni stromy zjazd po płytach Dżambo ułożonych w lesie (nie zrobiłem zdjęć)
I jedziemy nadal w dół w stronę Dydni.

Fajne krzesełka :D Nie?

Chyba se takie wystrugam:p
Potem doliną Sanu szosa i szosa...
Tempo ciekawe bo ciągle ponad 30km/h. Dupa odpadała prawie.
Postój przy kładce Przy Hucie Poręby (Nozdrzec)
Gdzie przywitała nas wesoa kompanija, trochę przyprocentowana;)
No i do domu już przez Dynów, Błażową... Piotrek nam gdzieś uciekł i udawał jeszcze, że lubi powoli:P
Dopadłem go dopiero w Borku Starym:P
Wyjazd udany:) Super. Pogoda też dopisała.










