Czerwona Marsjańska góra nocą!
Czwartek, 24 listopada 2011
· Komentarze(1)
Kategoria Moje zdjęcia, Po zmroku
Jazda że hej, a nawet ho i haha. od 19
Razem ze mną był Piotrek, Tomek, albo ja byłem razem z nimi...;) Kto to wie...
Ja to zawsze bywa z Koną, tempo jest raczej bardziej niż mniej, więc trzeba używać nóg również na zjazdach.
Pojechaliśmy zalewem, potem krzaczorami obok Wisłoka, gdzie żyją gigantyczne BOBRY!
Dalej już jazda na Grochowiczną od strony babicy i jazda przez pola, gdzie stał sobie kiosk i chcieliśmy kupić piwko i snickersy. Okazało się że koleś nie miał koncesji i mógł sprzedawać tylko motyki i sztychówki.
"No to jedziemy Radziu" :)
Dalej po podjeździe Piotrek wpadł na pomysł by pojechać w las, bo tam na dole jest jakiś strumyk, potem się w górę jedzie i będziemy.
Jedziemy w dół i nagle ciap, w bagienko. Ja mam całe buty jak świeżo wykopane ziemniaki. No to jedziemy przed siebie. Okazuje się że zrobiliśmy kółko i musimy znowu podjechać w górę (dobrze że nie w dół...). Drzemy. Piotrek na górze wpada na ten sam pomysł:P
Skręcamy do lasu, ale tym razem drzemy ostro w lewo. Drzemy drzemy, ale niestety krzaczory. Po chwili wycofujemy się jak na ludzi roztropnych przystało :P
Jedziemy pod Grochowiczną, potem las, krzyż, zjazd gdzie Tomek dostaje skrzydeł i zasuwa już mocno... (może po herbatce?:D:D)
No i zdobyliśmy czerwoną górę...
.jpg)
Potem w dół i jazda na Kielanówę przez pola i zagajniki.
Dobra herbatka była heeeee....
.jpg)
Znaleźliśmy fajny rower przy marsjańskiej górze :O
.jpg)
Chociaż wszelakie przesłanki mówią, że jechał nim Tomek, ale kto to wie... ciemno było.
Razem ze mną był Piotrek, Tomek, albo ja byłem razem z nimi...;) Kto to wie...
Ja to zawsze bywa z Koną, tempo jest raczej bardziej niż mniej, więc trzeba używać nóg również na zjazdach.
Pojechaliśmy zalewem, potem krzaczorami obok Wisłoka, gdzie żyją gigantyczne BOBRY!
Dalej już jazda na Grochowiczną od strony babicy i jazda przez pola, gdzie stał sobie kiosk i chcieliśmy kupić piwko i snickersy. Okazało się że koleś nie miał koncesji i mógł sprzedawać tylko motyki i sztychówki.
"No to jedziemy Radziu" :)
Dalej po podjeździe Piotrek wpadł na pomysł by pojechać w las, bo tam na dole jest jakiś strumyk, potem się w górę jedzie i będziemy.
Jedziemy w dół i nagle ciap, w bagienko. Ja mam całe buty jak świeżo wykopane ziemniaki. No to jedziemy przed siebie. Okazuje się że zrobiliśmy kółko i musimy znowu podjechać w górę (dobrze że nie w dół...). Drzemy. Piotrek na górze wpada na ten sam pomysł:P
Skręcamy do lasu, ale tym razem drzemy ostro w lewo. Drzemy drzemy, ale niestety krzaczory. Po chwili wycofujemy się jak na ludzi roztropnych przystało :P
Jedziemy pod Grochowiczną, potem las, krzyż, zjazd gdzie Tomek dostaje skrzydeł i zasuwa już mocno... (może po herbatce?:D:D)
No i zdobyliśmy czerwoną górę...
.jpg)
Potem w dół i jazda na Kielanówę przez pola i zagajniki.
Dobra herbatka była heeeee....
.jpg)
Znaleźliśmy fajny rower przy marsjańskiej górze :O
.jpg)
Chociaż wszelakie przesłanki mówią, że jechał nim Tomek, ale kto to wie... ciemno było.










