To jest porządne śniadanie każdego rowerzysty:
.jpg)
...bo musi być z czego kręcić;)
Na to jeszcze sos czosnkowy, żeby mnie wilki w lesie nie gryzły.
Miałem drzeć z ludźmi spod sceny, ale nie wyrobiłem się. Potem jakoś szybko się zebrałem i jakieś 11.40 pojechałem samotnie moim czerwonym rowerem, przeznaczonym właśnie do samotnej jazdy, w terenu znane i bardziej znane, oraz raczej znane;)
Na początek tradycyjnie nie pojechałem tak jak zawsze, bo skręciłem sobie na Kielanówkę... a zresztą co ja bede tutaj pisał. Mapka na dole.
Info pod zdjęciami.
.jpg)
Nie... tędy to ja nie jechałem, ale fajnie wygląda:D
Za to znalazłem się na górze pod znanym chrześcijaninonanom takim jak ja, krzyżem w Niechobrzu:
.jpg)
Tak, to jest rower, nie krzyż. Zrobiłem mu zdjęcie, bo taki fajny jest;)
Na górze trochę śniegu i coraz więcej śniegu.
.jpg)
Ostatecznie wcale nie tak dużo, ale gęba się cieszy.
Zjechałem sobie szosą do Czudca, potem spokojnie podjazd na Grochowiczną i stamtąd spozirałem na taki widoczki:
.jpg)
Podjazd...
.jpg)
Podjazd...
.jpg)
Podjazd... i juz prawie jestem na górze.
.jpg)
Tędy dzisiaj nie jechałem;) Ale to znany i lubiany podjazd szosowy drogą na słynną Kopalinę, która dzisiaj wyglądała tak:
.jpg)
Prawie jak w wysokich Taterach.
Podszedłem sobie trochę w pole i widzę na dole skrzyżowanie przez które jedzie się na Wyżne i Babicę:
.jpg)
Nie wiedziałem że to tak fajnie wygląda.
Było tak pięknie, że nie jechałem wysokim tempem, tylko podziwiałem...
Aż tu nagle, śnieg!
.jpg)
Na zjeździe bałem się, bo jednak mam z tyłu semislicka, a SS ma glace jak niejeden 50-latek;)
.jpg)

I do domu tradycyjnie przez Boguchwałę, ale coś mnie podkusiło by pojechać tam prosto przed tunelem. Jednak zrezygnowałem, ale kurde okazało się że mogłem, bo dalej robili przejazd kolejowy i musiałem naginać naookoło.
Następnym razem jadę przez nową drogę.
Do tego jeszcze zaległe km z wczoraj.










