O 19 wybieramy się tradycyjnie na nocne jazdy w teren, więc po odczekaniu 10 minut, ruszamy bo nikt nie przyjechał. Jedziemy we trzech. Ze mną Paweł i Łukasz. Zasuwamy sobie mniej więcej podobną trasą na Magdalenkę.
Gdy jesteśmy jeszcze w Rzeszowie, to Piotrek dzwoni, że przyjedzie, tylko jest taki problem... że będzie nas szukał po śladach na szlaku :D Niestety my nie możemy czekać, bo jesteśmy ubrani za zimno jak na spacery, więc jedziemy dalej. Skręcamy w las, zjeżdżamy gdzieś i nie wiemy gdzie jesteśmy. Piotrek znowu dzwoni, mówię mu, że nie wiem gdzie jestem, więc będzie trudno nas znaleźć (pamiętajmy że jest noc). Wyjeżdżamy z miejsca na jakąś drogę, aż nagle widzimy za sobą światełko. To Piotrek. Jakimś cudem (tak tak) odnalazł nas w terenie i do tego przyjechał na slickach (po śniegu) i bez rękawiczki... Pełny podziw Piotrek :D
Dalej już razem drzemy w terenie do Rzeszowa.
Komentarze (3)
Za dobrzy z nas ludzie;) Ekipa faktycznie super. Nie ma że boli. Świat się nie kończy. Jeszcze się wszyscy dobrze razem dotrą i będzie wspaniała ekipa na wiosnę. Można wtedy drzeć gdzieś w góry dalej.
Tak to czytam i cholera kogo ja chce oszukać, samego siebie :P To apeluję gdybym pojawił się wcześniej i chciał z Wami jechać - proszę wygonić mnie do domu! Gdyby nie pomogło udzielam zgody by zabrać koło, kierownice, łańcuch, pobić w razie konieczności :D
Sprostowanie: tak na prawdę to nie są slicki tylko semi-slicki, choć gdy zapchane śniegiem i lodem to pewno bez różnicy.
Głód kręcenia na jakiś czas zaspokojony, czuję coś w rodzaju ulgi :) Teraz łatwiej będzie zająć mi się wszystkimi nowymi obowiązkami. Chyba przestane Was czytać, żeby się nie nakręcać - bo zrobiła się naprawdę fajna ekipa, chętna do jazdy, i to w każdych warunkach. Także zapowiadają się ciekawe zimowe trasy. Teraz miesiąc siedzę w domu. Do marca sam sobie zakazałem jazdu-na-rowerzu i postaram wytrwać w tym postanowieniu.