Dzisiaj założyłem nową oponkę na śnieg, ale kurde była za nowa, bo jeszcze taka śliska, do tego napompowałem ją do ponad 3 atm i jeszcze pod śniegiem zrobiła się fajna warstwa lodu. Nad zalewem zaliczyłem dwa fajne uślizgi i leżałem wkurzony. Piotrek się zalewał ze mnie:) Dobrze było już później w terenie. Jednak opona nie była dotarta i nadal była śliska jak cholera. Mam nadzieję, że trochę asfaltu ją pomierzwi i będzie dobra. Dzisiaj ją zakolcowałem na bokach.
A Piotrek wcinał śnieg, bo nie wziął bidonu:
Pojechaliśmy na Przylasek. Koleiny w polu na zjeździe dały nam mnóstwo frajdy...
Kładka w Budziwoju da się przejść... jeszcze;)
Komentarze (8)
Kona jedzący śnieg już mnie nie zaskakuje. W listopadzie, w Bieszczadach wciągał go nosem, wcześniej usypując z niego kreskę na drewnianej barierce w BPN... :D:D:D:D
Tam u was na południu to może i ja bym się na taki śnieg skusiła :) Ale u siebie to jak najdalej od tego !!! Śnieg wygląda ładnie tyko w górach. W mieście może go jedynie przypominać . No to teraz przyznaj się ile nabiłeś sobie siniaków :]
było śmiesznie dzięki tej za nowej oponce:P obracam się raz Paweł leży pareset metrów dalej to samo - nie mogłem się powstrzymać od śmiechu:D tym bardziej że często Ci się takie akcje nie zdarzają