Mieliśmy z Koną zjechać ze stoku narciarskiego w Strzyżowie (rowerami), ale niestety fajniutki mrozik i moja noga nie pozwoliły na więcej niż chcieliśmy. Piotrkowi też nie bardzo się chciało. Za to strzeliliśmy sobie traskę jak zawsze ile się da w terenie. Rano -17, a wyżej już prawie -20. Wszystkie szlaki przetarte. Np. singielek nad Wisłokiem. Przez pola też da się jechać.
No i co by tutaj dużo pisać. Sprawdziłem przynajmniej ciuchy. Jest w nich ciepło, dopóki nie skończy się wewnętrzna grzejąca energia przemiany materii.
To odcisk roweru Piotrka, bo mój to się tak wbił, że do ziemi przelazł i zniszczył mróz!
Tutaj mój czołg niszczy mróz...
Śnieżek wydaje się taki mięciutki, ale jest twardziocha i w dodatku w stanie sypkiego piachu. Nie da się praktycznie jechać poza ścieżkami.
Tym razem muzyczka bardziej dynamiczna... bo sam filmik to w sumie nudny, ale dla mnie zawsze to jakieś przypomnienie "jak to się kiedyś jeździło za młodu" ;) &feature=youtu.be
Komentarze (8)
A ja jestem rozczarowany wyjaśnieniem zagadki roweru Kony... :P ...po cichu liczyłem na kontynuację wątku lodowego potwora. Np. że fulla zjadł go na trasie bo mu aparatu pożałowałeś :P
Mocny dystans jak na taki mróz ! Ja pamiętam raz wyjechałem w takiej temperaturze, po 50 km wracałem bez czucia w palcach u nóg, do dziś mam problemy też z kolanami, pewnie przez ten jeden wypad. Ale jak się człowiek dobrze ubierze to można śmigać ;)