Wypad do Łańcuta z Wielkim
Poniedziałek, 14 kwietnia 2008
· Komentarze(0)
Wypad do Łańcuta z Wielkim Cieciem Głazem:)
Najpierw kręcenie sie po mieście i do Asi na rozgrzewkę.
Po powrocie od Asi pojechałem do domu i zabrałem trochę soku pomarańczowego zmieszanego z colą. Głazu obawiał sie burzy która włąsnie przeszła na miastem, ale potem sie rozpogodziło.
Jechaliśmy główną E4 na Łańcut bo jakoś bocznymi nam sie nie chciało:p
Po 10km zauważyłem ze łańcuch Głazu coś faluje dziwacznie, po zatrzymaniu okazało sie że sie rozkuł. Miałem na szczęście skuwacz i szybko załatwiliśmy sprawę.
Głazu nie zabrał spodni a w dolinkach było trochę zimno.
Wpadliśmy do Jego ukochanej Madzi:)
Najlepsze było to że Głazu nie ma przerzutki przedniej i łańcuch lata sobie po korbie jak chce:) tak ze czasem trzeba było ręcznie go nakładać na większą zębatkę:D
Spowrotem zasuwało nam sie miło i nawet szybko.
Najpierw kręcenie sie po mieście i do Asi na rozgrzewkę.
Po powrocie od Asi pojechałem do domu i zabrałem trochę soku pomarańczowego zmieszanego z colą. Głazu obawiał sie burzy która włąsnie przeszła na miastem, ale potem sie rozpogodziło.
Jechaliśmy główną E4 na Łańcut bo jakoś bocznymi nam sie nie chciało:p
Po 10km zauważyłem ze łańcuch Głazu coś faluje dziwacznie, po zatrzymaniu okazało sie że sie rozkuł. Miałem na szczęście skuwacz i szybko załatwiliśmy sprawę.
Głazu nie zabrał spodni a w dolinkach było trochę zimno.
Wpadliśmy do Jego ukochanej Madzi:)
Najlepsze było to że Głazu nie ma przerzutki przedniej i łańcuch lata sobie po korbie jak chce:) tak ze czasem trzeba było ręcznie go nakładać na większą zębatkę:D
Spowrotem zasuwało nam sie miło i nawet szybko.










