Mery christmas i hoho ho! - co to karwasz twasz jest?
Nie kończący się rząd sklepów, eleganckie, ale nadmierne bogactwo. Po lewej stronie naszego auta cały rząd przyciągających oczy wystaw. Za szybą delikatnie prószy śnieg - złudzenie optyczne. Poza tym chłopcy i dziewczęta na sankach ciągniętych przez renifery i zwierzątka z Walta Disneya. I jeszcze sanki, i Święty Mikołaj, jelenie, prosięta, zające, skaczące żabki i czerwone krasnoludki. Wszystko porusza się z wdziękiem. O! Są i aniołki... Ależ skąd! To tylko wróżki wymyślone ostatnio jako ozdoby białego pejzażu.
Dziecko idące z rodzicami wspina się na palce i patrzy oczarowane.
Ten bogaty świat „przywłaszczył” sobie Boże Narodzenie ze wszystkimi jego rekwizytami, a „wyrzucił” Jezusa!
Z Bożego Narodzenia wybiera poezję, nastrój, życzliwość którą rodzi, prezenty, którymi przyciąga, światła, gwiazdy, śpiewy. Skupia się na Bożym Narodzeniu z powodu najlepszych zarobków w ciągu roku. Ale nie myśli o Jezusie.
„Przyszedł do swoich, ale swoi Go nie przyjęli...”
„Nie było dla Niego miejsca w gospodzie nawet w Boże Narodzenie”. {...}
{Fragment teksu} Chiara Lubich
Mnie też wkurzają takie w pełni skomercjalizowane "Świętą", chyba przy okazji Świąt Bożego Narodzenia, bo czerwony krasnal i cała zgraja wymyślonych postaci, nijak mają się do tego w co wierzę. Jezus? Kto ma siłę powiedzieć w mediach jego imię? Każdy myśli pewnie, że od razu zostanie wzięty za fanatyka, takiego samego jak babki i dziadki stojące nie tak dawno pod pałacem prezydenckim i niszczącym wizerunek chrześcijanina (bo słowo katolik, jakoś mi się nie podoba... i własnie dzięki nim, źle się kojarzy).
Przecież te święta, to nie jakieś tam grube krasnale, uciecha z rzeczy materialnych, ani jakieś głupie filmy, jak to jakiś gnom, krasnal, koleś, czy bałwan ratuje jakiego ducha świąt...
Co to ma kurde być? Czyżby zrobiły nam się dwa równoległe święta dla pogan (a raczej ateistów), którzy wierzą w Magię świąt świąt (bo dalej nikt nie wspomina, co to za święta). Chyba tak. Bo przecież zawsze jest okazja by coś kupić, cieszyć się rzeczami i wierzyć w "magię świąt".
Wydaje mi sie, że niektórym żal ściska 4 litery, bo co on będzie robił, gdy źli fanatyczni katolicy, świętują narodziny, jakiegoś Jezusa. On wtedy uwierzy w swoją magię swoich marketingowych świąt.
Dziwne, że ja nie obchodzę wybiórczo świąt muzułmanów, żydów, plemion indian amerykańskich, hindusów i wielu innych. Chyba zacznę, chociaż nie wierzę w to co tam wierzą, ale będę miał wiele okazji, żeby se coś kupić i nie iść do roboty.
A i w ogóle, to nie wierzę w energię kwantową!
Chyba pierdyknę sobie kilka plakatów w mieście, żeby inni którzy nie wierzą również w tą energię, mogli się poczuć wspierani w swojej niewierze, bo bez wspierania, to jeszcze uwierzą i co to będzie! ;)
To Jezus się narodzi, a nie jakieś krasnale.
A w ogóle, to życzę wam, żeby przyszedł do was Jezus. W każdej postaci. Szczególnie do tych, którzy wierzą, że go nie ma. (a jednak wierzą! :D)










