Prawie Wilcze - i dzisiaj zastanawiam się, czy jestem normalny...

Sobota, 19 stycznia 2013 · Komentarze(4)
Napisałem na forum, ale nikt oprócz Łukasza nie chciał jechać. Nawet Miciu, ale jego akurat choroba usprawiedliwiła. Reszta miała problemy z butami, nogami, rowerami, zimnem, sesją, żoną, pracą, a nawet z księdzem :O

Nie chciało mi się wstawać, ale jakoś poszło. Termosik, energetyk na rozruch, batonik, kanapeczki i ubieram się w mój skafander.

Przyjeżdżam, a w tunelu już czeka Luk. Pierwsze metry i kilometry, to śniegowe mordobicie. Cały czas padało, a w nocy jeszcze dowaliło z 10cm. Wszystkie drogi białe. Niestety pod spodem zalegała warstwa zmrożonego starego śniegu, który działał lepiej niż hamulec.

W takich warunkach zdecydowaliśmy jechac bez wodotrysków. Czyli tradycyjnie na Grocho, obczaić jakie są warunki terenowe. Jak dla mnie, dość ok, bo bywało gorzej. Łukaszowi jednak się nie spodobało s i ę ;)


Po doturlaniu się na górkę, zjechaliśmy już do Babicy, potem podjazd Lubenia, gdzie jakiś kolo chcąc mnie wyprzedzić BMW, niestety zapomniał, że jest zima, a on ma napęd na tylną oś. Miętosił śnieg i miętosił, a ja już dawno znalazłem się na górze. Poczekałem trochę na zwiedzającego okolice Łukasza. Dalej już tylko lepiej. Jak to mawia Marek "czym dalej w las, tym więcej drzew". Staropolska mądrość z którą nijak się nie da niezgodzić ;)




Skrót dalszych kilomentrów to już taki prosty rekosensans ;)
Śnieg, człowiek, człowiek z dzieckiem na sankach, człowiek bez dziecka, dziecko bez sanek i sanki bez dziecka, a wszystko to na sniegu! Oraz jeszcze jakiś inny człowiek z łopatą do śniegu oraz również bez.

U mnie ESP (ekstra super powercośtam) załapał idealnie, jak na ten rower, bo czym dalej, tym lepiej mi się jechało. Niestety Łukaszowi coś się algorytmy pokiełbasiły i było zupełnie odwrotnie do moich;)

Po przejechaniu przez Las w Sołonce i w ogóle zauważeniu, że na szlaku na Wilcze, jest tylko jeden zasupany ślad samochodu, ogarnęła mię rezyngnancja.
Łukasz obrał już drogę na północ i ja razem z nim.

Wycieczka, to dobra rozgrzewka. Trzeba jeździć więcej w terenie, bo zabawa jest przednia...

Takie są właśnie problemy, gdy spreja dorwie się jakiś analfabeta:

(Stoję ja)


Skleciłem nawet jeden filmik. Jak wiadomo, dokument, a nie jakieś tam Where the trail ends:)



Komentarze (4)

No pięknie i to bardzo :)) ja musze walczej z breją w Krk i na razie końca nie widać :((

yazoor 18:15 czwartek, 24 stycznia 2013

To dopiero białe szaleństwo! :-)))

niradhara 12:57 środa, 23 stycznia 2013

Ale ten przystanek w Straszydlu zbablany, jakimś burakom sie nudziło.
Bardzo fajny wyjazd,szkoda że na Wilcze jednak niedotarliście,od dzisiaj to będzie cieszko do odwilży poza asfaltami pośmigać,bo niezłą lodową płyte zrobił ten padajacy i zamarzajacy deszcz,nieciekawie to wyglada,byle do wiosny ;D

lemur89 19:01 wtorek, 22 stycznia 2013

Kurde jaki fajny klimat, bielutki śnieg a nie taka brudna zmrożona breja jak w Małopolsce. Może wpadłbym do Was jakoś początkiem lutego, chętnie śmignąłbym jakąś podkarpacką, dłuższą traskę po bocznych drogach i wertepkach.

Pozdr.

stamper 00:17 wtorek, 22 stycznia 2013
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!