Oto ostatnia i ostateczna odsłona klasyka, który został gruntownie zmodernizowany. Kiedyś (2007)tak wyglądały rowery fr, a teraz to taki łagodniejszy rower do enduro. Chociaż rama ma nadal spory zapas wytrzymałości. Nie jeździłem nim chyba z 8 lat. Stał sobie w piwnicy, ale z sentymentu i poprzez historie jakie na nim przeżyłem, nie mogę go sprzedać. Postanowiłem go gruntownie wyremontować. Bez problemu zamieściłem większe koła, nowy amortyzator taper również się zmieścił ponieważ to główka 1.5 cala (wtedy tylko rowery do Dh ją miały). Udało się założyć jedyną sztycę regulowaną która nie będzie za długa i będzie pasować średnicą w ten rower. Oryginalnie występował bardzo rzadki rozmiar 30.0 więc dodałem redukcję na 27.2, ale sztyc o tym rozmiarze praktycznie nie ma. Padło na niemieckie xlc, po bardzo długich poszukiwaniach. Z przodu Suntour Aion zrobiony na 150, chociaż ma możliwość do 160. Bardzo fajny amortyzator i jak większość suntourów z tej półki, wybiera liście i jest banalny w serwisie. Tłumik pcs można rozebrać przy pomocy prostych narzędzi i bez problemu wymienić olej. Hamulce to slx bez szału. Z kołami miałem najwięcej zabawy bo tylna oś sztywna 12mm ale do piasty dh o rozstawie 135 co było rzadkością nawet w 2008 kiedy go złożyłem. No i 36 otworów... Ale po długim szukaniu znalazłem obręcze fr 30 z 2017 roku i piastę przód boost 110mm na 36 otworów (chyba dwie w całym internecie). Potem składałem koła bez centrownicy i wyszły bardzo dobrze. Napęd SRAM x 7/ x0 z tyłu i niezniszczalna dziewiątka przedewszystkim odporna na cały syf i błoto, a do tego tania w eksploatacji. Korba to niezniszczalny hussefelt. Pedały mallet 2 praktycznie nowe (mój trzeci komplet). Na ramie nowy lakier i nowe naklejki zamówione na Aliexpres. To cud że ktoś je miał. No i wyszedł taki trochę klasyk, trochę nie. Jeździ się bardzo dobrze. Ten rower ma duszę... i kawał historii. Nie wiem czy kupię prędko jakiegoś nowszego. Do elektryka mnie nie ciągnie.
Mieszczuszek zrobił 10 tysięcy kilometrów do pracy, a w międzyczasie modyfikuję sobie mojego starego klasyka Diamnondbacka. Oczywiście jeżdżę nadal, chociaż nie robię wpisów bo nie mam za bardzo czasu na opisywanie moich epickich wyjazdów. Dzieci podrosły, a ja mam nadzieję że będe miał czas na jakieś śmiganie w terenie.
Pierwsza nocna jazda po kilku latach, ponieważ moje dzieci musiały mieć tatę nawet w nocy i nie dało się jechać. Aż dziwne że tyle lat minęło, bo jestem tutaj na bs od 2007roku... O kurdę. Nieźle stary jestem już. Oczywiście jeździłem cały czas, z tym że wyjazdy były raczej mniej godne opisu lub nie było czasu pisać. Chociaż było parę fajnych wyjazdów. Niestety ze względu na dzieci całodzienne jazdy odpadają. Ale czym większe tym będzie lepiej. Tak myślę.
Po szpachlę do katon gipsu. Nie ma to jednak jak bagażnik. Wpakowałem na niego wiadro szpachli i kolejny dzień na zacieraniu. W domu już niedługo pojawią się dwa nowiuśkie pokoje.
Skoczyłem na elektryka sprawdzić jak się ma zasięg po serwisie silnika w którym coś zaczęło trzeć. Okazało się że śruby się odkręciły o do środka wpadał syf i woda. Zaczęło rdzewieć. Otworzyłem, wyczyściłem, dałem troszkę oleju i hula. Wcześniej zasięg na 1 trybie to maks 30km, a teraz na 3 trybie to 50km. Już wiem czemu rower sam jechał. Po prostu czuł że coś go blokowało i sam dodawał gazu. Teraz nie ma już takiego bajeru, ale za to zasięg jest niezły jak na miejski rower elektryczny. Średnia prędkość wyszła fajna bo prawie 26km/h :D Duże kółko dookoła Rzeszowa. Jeździłem do północy...
Trasa maksymalnie terenowa. Na 30km trasy, jest mniej niż 2 km asfaltu. Ludzi od pieruuna. Normalnie chyba to wszyscy którzy w niedziele łażą po galeriach, a teraz nie mają gdzie pójść. Leśny parking cały zastawiony samochodami. Pierwszy raz miałem chęć wyjechać z lasu bo nie chcę ich rozjechać. Oczywiście tłumy i to bez masek, bo przecie Grazyny z Januszami w lesie nie złapio!