Już myślałem że Robert nie śmignie przez kolano. Wyjazd stał pod znakiem zapytania... Wyjechalismy we trzech. Roni77 RobertGTW i Ja. Koło 6 zjawiłem sie na dworcu, a około 6.35 zjawił sie Roni i jakis menel opowaidał nam niestworzone historie jego zycia w PRLu hehe W koncu odpuścił, bo dałem mu czekolady kawałek. Zaraz zadzwoinił Robert i wyruszylismy w trasę.
Jakoś dało sie przejechać z bocznym wiatrem za Tarnobrzeg
git miasteczko:D W srodku przyszedł do nas Wójt i pyta sie skąd jesteśmy:) Robert mówi że z Rzeszowa, a facet czy jesteśmy harcerzami którzy mieli opiekowac sie murami:) na szczęscie to nie my:p
W Jędrzejowie Hotel Mariot (Roni mówił że to "Markot" hehe) biedny hotelik pracowniczy w któym czuć jeszcze ducha PRLu...ale przytulny hehe
Z Asią do szkoły:), na polibudę, na miasto zapytać o piasty do nowego rowera. Miejski tłok w centrum i jazda po trawnikach w celu ominięcia babć z torbami hehe
Na rower z Siostrą na lisią górę , zgubić kilka kg:D
Do Asi. Potem na cmentarz razem z jej mamą. Na cmentarzu (Pobitno) kręci sie pewien typek który jest kieszonkowcem, Chodzi taka menda i szuka kogo by tu okraść. Jeden babce chciał coś z wózka zakosić ale sie kapnęła i dostał od niej opierdziel. Miałem ochotę dać mu buta z rowerowego rozpędu. Może kiedyś dostanie niespodziewanie pałą przez plecy od tyłu...Pewnie nie jedną babcię okradł.
Po niemiłym incydencie pojechaliśmy na Słocinę do parku. No i jesteśmy:D