A imnię jegą czrterdzsieźdzsiii cztrery!
Czwartek, 3 maja 2012
· Komentarze(4)
No to wystartowaliśmy sobie razem z Asią i Markiem, w pierwszym Łańcuckim maratonie MTB. Trasa szybka i gorąca... To gorąco mnie dobijało. Oznaczenia trasy czasami znikały i człowiek musiał się zastanawiać, czy nie zajechał za daleko;)
Na sztywniaku jechało się tak sobie. Darłem w dół ile się dało, ale jednak nie chciałem rozpierniczyć roweru, więc nawet czasami hamowałem :D
Fullem nie dałoby się tej trasy przejechać w takim czasie, chociaż kto wie... Może takim GT Tomka to bym pocisnął, ale nie moim czołgiem. Jeszcze pozabijałbym innych hehe
Mongoosiek dawał radę i o dziwo się nie rozpadł. XCR wytrzymał katusze.
Na początku jechało się źle jak cholera. Dopiero magiczne 22km pozwoliły otworzyć przepustnicę (nie tą :P ) i dać trochę czadu. Niestety byli lepsi i sukcesywnie mnie wyprzedzali, a ja wkurzałem się jak cholera, bo przypieprzyłem w korzeń (niska zawiecha, nie to co w DB) i noga mnie bolała. Do tego ten upał. Ja lubię aurę zimnicowo-deszczową, wtedy najlepiej mi się jeździ.
Ostatecznie byłem 19, a numerek startowy też 19 :)
Pełna lista tutaj
Na sztywniaku jechało się tak sobie. Darłem w dół ile się dało, ale jednak nie chciałem rozpierniczyć roweru, więc nawet czasami hamowałem :D
Fullem nie dałoby się tej trasy przejechać w takim czasie, chociaż kto wie... Może takim GT Tomka to bym pocisnął, ale nie moim czołgiem. Jeszcze pozabijałbym innych hehe
Mongoosiek dawał radę i o dziwo się nie rozpadł. XCR wytrzymał katusze.
Na początku jechało się źle jak cholera. Dopiero magiczne 22km pozwoliły otworzyć przepustnicę (nie tą :P ) i dać trochę czadu. Niestety byli lepsi i sukcesywnie mnie wyprzedzali, a ja wkurzałem się jak cholera, bo przypieprzyłem w korzeń (niska zawiecha, nie to co w DB) i noga mnie bolała. Do tego ten upał. Ja lubię aurę zimnicowo-deszczową, wtedy najlepiej mi się jeździ.
Ostatecznie byłem 19, a numerek startowy też 19 :)
Pełna lista tutaj










