Aj żem pojechał...
Niedziela, 23 września 2012
· Komentarze(3)
Jazda z Asią. Po wczorajszym Sanoku jechało mi się nawet dobrze. Buty się nie rozpadły, rower jakoś tam działa, ale dolny zawias coś pykał. Chyba jedno z 6 łożysk zamarudziło, ale co tam. Jak się zrąbie, to będę wtedy się martwił.
Dzisiaj pogoda była ładna. W sam raz do jazdy. 3 banany i 2 czekolady to dzisiejsze paliwo. Dobrze że wczoraj wieczorem naładowałem mój akumulator, wcinając przed snem wielki talerz własnoręcznie zrobionych frytek, polanych sosem czosnkowym :D
Na trasie DH w Babicy spotkaliśmy dałnhilowców, którzy pchali swoje maszyny jak ostatnie ofiary... A wystarczyło przecież podjechać, bo przecież się dało. Ja to wiem bo podjeżdżałem to z Asią przed nimi.
Po wsiach pałętało się dziwnie dużo psów. Niektóre fajne miśki, które dało się pogłaskać, ale większość nas obszczekiwała ze strachu. Największy psiak okazał się najbardziej łagodny.
Trasa sklejona z jak największej ilości terenu. Tempo takie na 2/3.
Dzisiaj pogoda była ładna. W sam raz do jazdy. 3 banany i 2 czekolady to dzisiejsze paliwo. Dobrze że wczoraj wieczorem naładowałem mój akumulator, wcinając przed snem wielki talerz własnoręcznie zrobionych frytek, polanych sosem czosnkowym :D
Na trasie DH w Babicy spotkaliśmy dałnhilowców, którzy pchali swoje maszyny jak ostatnie ofiary... A wystarczyło przecież podjechać, bo przecież się dało. Ja to wiem bo podjeżdżałem to z Asią przed nimi.
Po wsiach pałętało się dziwnie dużo psów. Niektóre fajne miśki, które dało się pogłaskać, ale większość nas obszczekiwała ze strachu. Największy psiak okazał się najbardziej łagodny.
Trasa sklejona z jak największej ilości terenu. Tempo takie na 2/3.










