2 tysiaki, włerarju?
Niedziela, 23 września 2012
· Komentarze(5)
Musze się pogodzić z tym, że prawie 2tys km gdzieś sobie poszło i chyba nici z odnalezieniem w mojej głowie, gdzie ja to byłem. Ale ogólnie rzecz biorąc, czym więcej jeździłem, tym więcej miałem innych zajęć, które były po jeździe, a na BS niestety nie wystarczyło.
Jak to mawiał Górski: Gdy sytuacja jest beznadziejna, nie rób nic i poczekaj aż sytuacja jeszcze bardziej się skomplikuje.
Wziąłem sobie te słowa jak widać... gdzieś tam w łepet.
Teraz już będę wpisywał te moje pierdoły, choćby dlatego, że może kiedyś jak już zeświruje na punkcie rowerów, to lekarz psychiatra będzie mógł zbadać rozwój choroby.
Bo w zasadzie nie jest trudno ześwirować.
Budzę się, w pokoju mnóstwo rowerowych gratów. Jadę do pracy rowerem. W pracy naprawiam rowery. Wpadają koledzy, gadamy o rowerach. Wracam rowerem. Jadę po pracy na rower. Po powrocie grzebię w rowerze. Idę spać.
Amejzing, nie?
Jak to mawiał Górski: Gdy sytuacja jest beznadziejna, nie rób nic i poczekaj aż sytuacja jeszcze bardziej się skomplikuje.
Wziąłem sobie te słowa jak widać... gdzieś tam w łepet.
Teraz już będę wpisywał te moje pierdoły, choćby dlatego, że może kiedyś jak już zeświruje na punkcie rowerów, to lekarz psychiatra będzie mógł zbadać rozwój choroby.
Bo w zasadzie nie jest trudno ześwirować.
Budzę się, w pokoju mnóstwo rowerowych gratów. Jadę do pracy rowerem. W pracy naprawiam rowery. Wpadają koledzy, gadamy o rowerach. Wracam rowerem. Jadę po pracy na rower. Po powrocie grzebię w rowerze. Idę spać.

Amejzing, nie?










