Małe zadupie
Czwartek, 11 października 2012
· Komentarze(0)

Z pięć (aż) kilomentrów zrobyliśmy z Asią. W tymże ze 2 kilo terenu dobrego fest. Przyznam się nieskromnie, że pchałem... Asia zresztą też, co może dziwić;)
Weszliśmy w trawy niczym stepy akermańskie (to chyba od tego, że takie płaskie jak te stropy akermana...). Następnie naprzeciw grwaitacyi ruszyliśmy w górę...
Uwaliłem się jak dziecko. Pochylenie terenu jakieś 50%. Dlatego wchodziłem prawie na kolanach, a gdy już osiągnąłem szczyt, okazało się... że na górze ktoś ma działkę, a na niej jakaś zieleninka. Jakież to było rozczarowanie. Zjechałem prawie na zadniej części ciała po sypkiej ziemi. Następnie przez krzaczorki pełne śmieci (bo gawiedź myśli że jak tam wrzuci, to jak do wulkanu, wszystko się przetopi i zniknie. Swoją drogą, z tym wulkanem to dobry pomysł:D)
Jeszcze rezerwat i do domu.

Dla ukazania skali skarpy lessowej, powiem, że gdybym stanął przy tej ścianie, to jestem do jakichś 1/3 wysokości tej ścianki.

Procenty...
A tylko 5km i tyle się może wydarzyć.










