Wpisy archiwalne w miesiącu

Grudzień, 2011

Dystans całkowity:586.90 km (w terenie 130.00 km; 22.15%)
Czas w ruchu:20:50
Średnia prędkość:18.38 km/h
Maksymalna prędkość:60.00 km/h
Suma podjazdów:1000 m
Liczba aktywności:13
Średnio na aktywność:45.15 km i 4h 10m
Więcej statystyk

A na Brzeżance zima :)

Niedziela, 11 grudnia 2011 · Komentarze(8)
Zrobiłem sobie taką seteczkę na rozgrzanie, bo wiadomo, że w zimie nie ma to jak seta:D
Czym wyżej tym zimniej, jak widać na zdjęciach.

Tak było na podjeździe na Brzeżankę, który z daleka wygląda tak:

A troszkę wyżej już tak:


Na górze mrozik trzymał bo nawet zacząłem czuć palce, ale to dlatego ze się zasiedziałem na miejscu widokowym

Nie chce mi się opisywac tej trasy, bo chyba każdy jechał tam z milion razy:) Nie?
Ogólnie było szosowo, tempo takie ok jak na moje możliwości. Na zjazdach niestety musiałem hamować do kilkunastu km /h bo było sporo lodu, a na Brzeżance koleiny lodowe.

Po dotarciu na górę moim oczom ukazał się śnieg:D i od razu zachciało się jechać dalej. Śniegu i lodu było aż do Węglówki, czyli z 5km.


Chwila postoju na miejscu do picia... herbatki z termosu;)


Słoneczko nawet przygrzewało.

Później zjazd do Węglówki i jazda w stronę Krasnej:


W dali Góra Czosnki, z której zjeżdżaliśmy z Koną na wypadzie na Strzałówkę.
Teraz pewnie dałoby się tam spokojnie jechać, bo mróz złapał, a w lesie wbrew pozorom nie jest tak mokro jak się wydaje.


I oczywiście nadajnik wszelakich fal elektromagnetycznych na Podkarpacie, a nawet dalej:

Sucha Góra.

Dalej zjazd do Lutczy, ale skręciłem znowu na Strzyżów, bo lubię to miasteczko. Powrót praktycznie szosą czerwoną, czyli krajówką.

To jest porządne śniadanie każdego rowerzysty:

Sobota, 10 grudnia 2011 · Komentarze(5)
Kategoria Moje zdjęcia

...bo musi być z czego kręcić;)
Na to jeszcze sos czosnkowy, żeby mnie wilki w lesie nie gryzły.
Miałem drzeć z ludźmi spod sceny, ale nie wyrobiłem się. Potem jakoś szybko się zebrałem i jakieś 11.40 pojechałem samotnie moim czerwonym rowerem, przeznaczonym właśnie do samotnej jazdy, w terenu znane i bardziej znane, oraz raczej znane;)

Na początek tradycyjnie nie pojechałem tak jak zawsze, bo skręciłem sobie na Kielanówkę... a zresztą co ja bede tutaj pisał. Mapka na dole.
Info pod zdjęciami.


Nie... tędy to ja nie jechałem, ale fajnie wygląda:D
Za to znalazłem się na górze pod znanym chrześcijaninonanom takim jak ja, krzyżem w Niechobrzu:

Tak, to jest rower, nie krzyż. Zrobiłem mu zdjęcie, bo taki fajny jest;)

Na górze trochę śniegu i coraz więcej śniegu.

Ostatecznie wcale nie tak dużo, ale gęba się cieszy.

Zjechałem sobie szosą do Czudca, potem spokojnie podjazd na Grochowiczną i stamtąd spozirałem na taki widoczki:

Podjazd...

Podjazd...

Podjazd... i juz prawie jestem na górze.


Tędy dzisiaj nie jechałem;) Ale to znany i lubiany podjazd szosowy drogą na słynną Kopalinę, która dzisiaj wyglądała tak:

Prawie jak w wysokich Taterach.

Podszedłem sobie trochę w pole i widzę na dole skrzyżowanie przez które jedzie się na Wyżne i Babicę:

Nie wiedziałem że to tak fajnie wygląda.

Było tak pięknie, że nie jechałem wysokim tempem, tylko podziwiałem...
Aż tu nagle, śnieg!

Na zjeździe bałem się, bo jednak mam z tyłu semislicka, a SS ma glace jak niejeden 50-latek;)


I do domu tradycyjnie przez Boguchwałę, ale coś mnie podkusiło by pojechać tam prosto przed tunelem. Jednak zrezygnowałem, ale kurde okazało się że mogłem, bo dalej robili przejazd kolejowy i musiałem naginać naookoło.
Następnym razem jadę przez nową drogę.


Do tego jeszcze zaległe km z wczoraj.

KIBEL

Wtorek, 6 grudnia 2011 · Komentarze(3)
Montowałem kilka rurek u Piotrka. Potrzeba było zrobić odpływ wody z pralki i podejście z wodą do pralki:) A Kibel, bo odpływ idzie prawie że do kibelka.
Mam nadzieje, że nic nie leje;)
A dzisiaj był jeszcze serwis ogólny roweru Tomka GT fajna maszyna...
No to by było tyle.

W górę! na ognicho, a las chyba nie spłonął;)

Sobota, 3 grudnia 2011 · Komentarze(11)
Napisałem na forum, że jedziemy na ognisko na taką fajną górkę, która nazywa się Strzałówka.

(fota z panoramio)
Rano zjawił się jeszcze Tomek bym mu podregulował przednią przerzutkę, bo coś nie hulała. Okazało się, że w serwisie założyli mu w złą stronę taką blaszkę trzymającą linkę.


Po drodze na ognisko, czekało nas wiele perypetyii :p

Najpierw jazda wzdłuż Wisłoka, aż na szutry i kładkę, która... jeszcze wisi i ma się w sumie dobrze. Czytałem że jest zbudowana w 1949... no to super:)

Jak się okazuje, nie jedziemy wcale na Kopalinę, ale drzemy przez Wilcze, bo tak chyba wychodzi bliże, albo tak nam się Piotrkiem tylko wydawało.

Jedziemy na Przylasek, mijamy dirtowca, a przerzutka Tobola zaczyna strugać korbę. Okazało się, że ma już luz i po prostu zwisa na blat.

Na górze Piotrek testuje zachowanie pieska (wilczura) czy owy piesek dobrze reaguje i nie pozwala wjechać na posesję. Piesek latał sobie oczywiście dziko po ulicy :)


Zjeżdżamy do Hermanowej, potem już podjazd niestety asfaltowy do Sołonki.


U góry Piotrek zwierza mi się, że coś mu wpadło do buzi;) Nie powiem co, bo to tajemnica. Jemy i pijemy.
Wcześniej Piotrek husia się na huśtawce, którą wywala, a za chwilę wychodzi dziadek ze sklepu. Na szczęście huśtawka już stoi :D

Zjazd do lasu przy cholernym wietrze w twarz. Pierwszy raz zdarzyło mi się dokręcać na zjeździe prawie na młynku. Pewnie pojechałbym w tył w górę, gdybym przestał pedałować.

Tomek zaczyna mieć kryzys, ale jakoś udaje mu się go pokonać. Bo to w psychice często tkwi kryzys.
Na wilcze zajeżdżamy jakoś tak nawet fajnie, bo nie wieje, gdyż żesz, ponieważ, iż jedziemy lasem oraz nielasem, ale polanami ;)
Tam Kona zwierza nam się z tego co mu wpadło do buzi;)

Znajdujemy sznurek, a Piotrek chce mnie holować pod górę. Na samą myśl o hamowaniu moim rowerem, wiążącym się z jednoczesnym wyciągnięciem roweru spod tyłka Kony, robi mi się wesoło:D ale rezygnujemy z tego zwariowanego planu.
Za to sznurek zabrałem do kieszeni, bo może akurat się przyda do holowania kogoś w razie awarii, czy utraty przerzutki...



Konie nie robiłem, bo zapierdzielał za szybko, a mój autofocus nie działa przy tak szybko poruszających się obiektach.

Zjazd z Wilczego po stromym zboczu do Gwoźnicy górnej. Tam chłopaki kupują po kiełbasie, chleb i keczup.
Kona chce jeszcze piwko, ale nie ma gdzie schować biedulka:D
Ze sklepu wychodzi koleś z dwoma siatami pełnymi browarów... Kona jeszcze bardziej chce piwko!

Zaczyna gonić nas zwariowany piesek Husky, ale najpierw wpada z łańcuchem w rower Tomka. Fajny psiak, mogliśmy go zabrać i zrobić sobie Bikejoring...

Podjazd koło cmentarza i zjazd z super widoczkami prawie do Lutczy. Tam w lesie robimy sobie jednak ognisko, bo zgłodnieliśmy, a tam nie wiało i był daszek (wcześniej lekko kropiło)


Mieliśmy szczęście że ktoś strugał płot i było dużo wiórów z kory. Pozbieraliśmy to i szybko rozpaliliśmy ognisko.
Potem wiadomo co:)


Pieczona czapka... mmm rarytas :D

Na powrót jedziemy jeszcze na Strzałówkę, ale niestety jakieś 3km przed szczytem rezygnujemy, z powodów znanych jedynie drugiej części grupy, czyli Tomkowi i Łukaszowi.
Piotrek ma niedosyt terenu, więc Łukasz i Tomek uderzają asfaltem na Rzeszów, a ja z Koną jedziemy na Kopalinę czarnym szlakiem i żółtym konnym. Jest już całkiem ciemno. Zaliczam glebę w koleinie. Na górze jest sporo błotka. Czuć że polało trochę. Zjazd jak w bajce. Cały czas z wiatrem. Piotrek zalicza małą glebę na koleinie dalej.
Zjeżdżamy do Czudca, jedziemy na Grochowiczną terenem. Jedzie się super. Kiełbasa doszła. W lesie pięknie i cicho, oraz ciemno.
Dalej standard. Zalewem do domu.

(mapka rysowana)

iUrwał przerzutę!

Czwartek, 1 grudnia 2011 · Komentarze(6)
Stało się... Piotrek urwał w końcu przerzutkę, oraz ten niespotykany, niezdobywalny w dzisiejszych silnie zglobalizowanych i mocno zurbanizowanych, czasach hak.

Stało się to po tym jak Piotrek zaproponował zabawę "kto będzie miał najwyższą kadencję"...
Wyruszyliśmy z Tomkiem i Pawłem na szutry w okolicy Trzciany, a konkretnie ostatnie Woliczce. Jest to ostatnia ostoja zjazdów przed morderczymi dla naszych maszyn, miejsc płaskich jak stół na północ (brrrrr!).
Udało się na szczęście skuć łańcuch i Piotrek zrobił sobie singla, co na fullu rodzi pewne wątpliwości, bo nie wiedzieliśmy czy zawiecha przypadkiem nie ciągnie łańcucha przy skoku, ale okazało się że nie.
Wyjazd oczywiście po zmroku, z cyklu "Nocna jazda", na którą zapraszamy na nasze forum

Dzięki za jazdę.

Szkoda tak świetnej przerzutki :(