Na serwis. Ciekawe kiedy przestanę jeździć. Jaki jest w tym sens? Czy warto zwiedzać i być gdzie się da? Po co? Takie mysli często chodzą mi po głowie, gdy nie mam mozliwości wyjazdu gdzieś dalej. Tak się pocieszam:p kiedyś się pojedzie...
Było troszkę podjazdów w terenie:) Wyruszyliśmy razem z Piotrkiem o 7 rano, by zaliczyć jakieś górki, bo rower się domagają. Podczas jazdy Piotrkowi ogier zaczął skrzypieć, więc dałem mu buteleczkę po spirytusie salicylowym, ale kurde pomyliłem się i faktycznie dałem mu spirytus salicylowy:D Zadziałał na pewien czas (dobry, mniam). Gorzej ze smarowaniem łańcucha:p Potem była jazda...
Zarosło nam miejsce na ognisko Mapka pi razy dźwi, bo te chmury na zdjęciu mnie zdezorientowały...:
Porobiłem kilka rowerów, no i co tu więcej pisac... nuda;) Na mongoosie mam powera. Musze sobie jakiś drugi licznik kupić, bo ciekawe jakie średnie trzaskam, bo po rowerze czuć że jadę z 5km/h szybciej niz moim DB. DB jednak idzie w terenie jak po sznurku. Być może w Mongoosiu za jakiś czas zostanie wstawiona Tora SL od Matajsena, jeśli Kuba kupi sobie Axona do swojego A8. Za to XCR TA ma tę możliwość, że moge sobie obniżyć skok w czasie jazdy i mam mniejszy opór powietrza. Czad:D
Miałem jechać na maraton do Iwonicza, ale ze względów finansowych nie dałem rady. Umówiłem się w sobotę z Kubą, a w niedziele o 8 wyjechaliśmy przejechać się częścią nowo odkrytego przeze mnie szlaku terenowego. Pogoda rewelacyjna, czasem jednak zbyt gorąco. Rano z racji tego, że jechaliśmy polami to praktycznie nie spotkaliśmy ludzi, tylko raczej sarny i jednego zająca.
Jeszce coś mnie uchlało w szyję, pewnie osa, ale czuję to do dziś. Wleciało w pasek od kasku i dziabnęło mocno.
Pierwsze sarny w Racławówce: Później przeprawa przez pole:
Dalej polami...
Wjeżdżamy do lasu: Na wyjazdach z lasu ktoś wykopał doły i postawił zagrody. I dobrze, bo quadowcy i krossowcy nie bedą jeździć i zakłocać ciszy. Dla nas to pikuś:)
Już za lasem pojechaliśmy na Obszar chroniony Strzyżowsko Sedziszowski, czyli szutrami do Strzyżowa zu Lidl:p Samolot leciał:D Próbowałem złapać taką fajną muchę imitującą pszczołę... Czasem takimi zagajnikami: Potem już na Łętownie żółtym szlakiem: I już w Łętowni, czyli znanej miejscówce dla Strzyżowian:
Wcześniej złapałem snejka, bo za dużo cisnąłem z góry, a ciśnienie zbyt małe jak na tak delikatną oponkę... Na szczęście Kuba miał detkę (wylajtowaną:D) Gorzej z odkręceniem, bo nie zabrałem klucza:P a mam oś 12mm na nakretki.
Dało się kombinerkami Mammut. Zjeżdżamy do Strzyżowa do lidla, bo upał niezły, a pić się chce:
Tam w oddali nasz cel, czyli Bonarówka i Węglówka. W zasadzie to mieliśmy zaliczyć jeszcze Suchą górę, ale zbyt mało wody i jedzenia mieliśmy. W słońcu 35 stopni, więc gorąco.
Już coraz bliżej: I podjazd pod Bonarówkę:
Na szczycie punkt widokowy... Gdzie Kuba niesie statyw :D
No to zmierzamy w stronę Węglówki: Dalej przez szuter do kawałka drogi leśnej: Się wypiął :D A za lasem takie widoczki: Uwielbiam tamte tereny. Takie małe Bieszczady...
Jedziemy i jedziemy:) Sucha góra, ale niestety nie zaliczona, bo szła burza:
Nadchodzącą burzę widać tutaj: Po zjeździe do Niebylca postanawiamy jeszcze zahaczyć żarnową, więc drzemy od strony Gwoździanki. Podjazd masakryczny i długi: Wcześniej mijamy jeszcze kamieniołom:) Na Żarnowej widać jak idzie burza i to dość duża bo na horyzoncie się nie kończy... oj ciekawie:D Na szczęscie przeszła na wschód.
A tam gdzie byliśmy właśnie leje:D
Zasuwamy do domu już praktycznie cały czas z górki. Kuba w Przedmieściu czudeckim ściga się jeszcze z jakimś gościem, który zamiast bidonu miał puszkę piwa i w siatce też kilka piw.
Do domu już po mokrym asfalcie, bo okazało się że w Mogielnicy lało. Jesteśmy cali wykropkowani :D
Zalewem do domu. Nie mam dzisiaj weny do pisania:P to widać chyba heheh
Dodaję kilka fotek...
Jacek, dzięki za pożyczenie bluzy:) Oddam Ci jak się spotkamy.
Na wieś wykosić trawę... Mongoosiem to nie powiem, średnia wyższa, mocy aż nadto. Chciało by się jeszcze jechać i jechać:) Ale niestety deszczyk mnie spotkał.
Jakoś tak smutno, źle itd... Pewnie dlatego że głodny jestem. Zaraz będzie pizza to humor podskoczy. Tak to jest, że od jedzenia wszystko zależy. Nawet, a zwłaszcza to, że można jeździć. Takie to wszystko zależne. Nie ma wolności. Trzeba jeść, trzeba jeździć, trzeba żyć:)
Po pracy jeszcze pojechałem z kumplem zawieźć meble na wieś.
Większa traska z Asią:) Tym razem przez prawie same pola i generalnie sam teren. To co wczoraj plus nowa część trasy. Takie widoczki gdy się jechało przez pola...
Polecam trasę:) Praktycznie nie da się spotkać samochodów.