Wpis na blogu Asi, bo jakoś zdjęcia do mnie nie dotarły:p Ale Asia ładnie zasuwała hehe oczywiście były lody. Potem troche gorąco sie zrobiło i zaczęło lekko wiać.
Wracałem właśnie od wujka, już wyjeżdżałem z domu rowerem, a tu mały lisek leży w rowie. Myślałem początkowo że został potrącony i nie żyje, ale przyglądnąłem sie że oddycha. Podszedłem do niego i otworzył oczka:) Był strasznie słaby bo leżał tam chyba całą noc. Zjadł chyba coś opryskanego przeciw szkodnikom. Muchy go oblazły. Poszedłem po koc i zawinąłem biedaka.
Wziąłem do domu i dałem trochę pić (jedyne co miałem to cola:p wygazowałem i dałem) mało sie ruszał. W tym czasie siostra z domu wydzwaniała do lecznicy. Po jakiejś 1.5 godziny przyjechał facet wziął liska do lecznicy.
Gdyby nie 2 psy to nigdy nie wjechałbym pod taką stromą górkę z taką prędkością hehhe adrenalina aż mi krew zagotowała. Ludzie powinni te psy trzymać w ogrodzeniu.