Rano przyszedł facet z amorkiem dla Asi. Niestety droższy o 50zł...pal licho, ważne że jest:) Potem śmignąłem sie po pancerz do blokady (o dziwo nie dodali) 2zł w plecy:p w mieście ścigałem się ze ścigaczem. Facet nie miał szans hehe ja mogę jechać po czym chcę i gdzie chcę, a on nie:) Rozpoczynamy zabawe:)
Pozbawiony amora...
Bez młota to kurna nie robota ;)
"Ucionem" trochę z pomocą Asi:) ma sie tą wprawę instalatora.
A w ogóle to byliśmy za Lisią górą :D przyjemna pogoda...potem wieczorem śmignąłem sie obwodnicą i super sie jechało po tych wszystkich plackach i jedzeniu jeszcze świątecznym;)
Leśne zwierzaki zaczęły budzić się i już łażą po lesie nocą...Czasem można sie przestraszyć. Nie wiadomo co to, a było ze wszystkich stron. Muszę powiedzieć że jestem zadowolony z rowera, bo przeżył swoje i nadal daje bardzo dobrze rade na dość dziurawych leśnych drogach i bezdrożach.
Musieliśmy omijać mase żabek bo wchodziły pod koła. Na szczęście żadna nie ucierpiała:)