Masakryczna tragedia w drodze powrotnej... ale o tym później;) Zjazd do Strzyżowa
Zimny poranek. Na postoju dla turystów rowerowych:D
Most przed Strzyżowem
i Panoramka... jakaś taka brzydka wyszła, ale ma charakter informacyjny...? (no tak?)
I jeszcze góreczki gdzie mam zamiar pojechać (są całkiem blisko):
Wyjechałem wcześnie, koło 7:30. Tak fajnie sie czułem że postanowiłem zdobyć Krosno. No to dalej na rower, przez najwyższe okoliczne górki. Jechało sie super, nie było wiatru, ale zimno jak cholera. Miałem tylko 3 postoje w czasie tej całej drogi. Chyba źle, bo po dłuższym kręceniu dało sie to poczuć. Nie mam szosówki, a opony są jeszcze zimowe/terenowe. Jak wiadomo na takich jedzie sie ciężko po asfalcie. Dojechałem kilka km poza górkę jak sie jedzie do Parku Czarnorzecko-Strzyżowskiego i coś mi powiedziało (nie wiem co) że nie dam rady dalej. Posłuchałem i zawróciłem. Faktycznie jechało mi sie coraz gorzej, pomimo tego że miałem co jeść. Czułem sie po prostu jak wyssany z energii. Dodatkowo wracałem górą przez Glinik i Pstrągową, oraz Przedmieście czudeckie, co wyssało ze mnie resztki sił. Toczyłem sie do domu jak kaleka, gdzieniegdzie odczuwałem niewielkie przypływy sił i zasuwałem. Podczas powrotu zauważyłem niezłe auto, które też nieźle zasuwało. Okazało sie że autem jedzie zakonnica z księdzem... zasuwali na oko z 80km/h i to po bocznej drodze asfaltowej. Na zjazdach było mase lodu, i dlatego średnia marna, bo trzeba było powolutku zjeżdżać. Zresztą i tak jest cholernie nieprzyjemnie bo zimno. Krosno oczywiście nie zostało zaliczone, ale gdy bedzie już ciepło, to biorę kilkanaście pierogów do takiego termosu na żywność i jadę:)
Nocna jazda z Jackiem:). Wcześniej samotna jazda po okolicy. Szkoda że nie zapisałem sobie gdzie bo już zapomniałem :( a tam dupa... zawsze zapominam kasować licznik i dopiero przed wyjazdem zapisuje w komórce na szybko ile km w jakim czasie.
"Pojechałem sie przejechać" z zamiarem strzelenia setki i nawet fajnie mi sie jechało. Muzyczka na uszkach przez nowe słuchawki brzmi super. Trasa prowadziła przez Mrowle, Rudną małą, Bratkowice, Czarną i stamtąd do Sędziszowa Młp. potem Olimpów, Wiercany, Brzeźnica i tam robili drogę więc musiałem jakoś to objechać i pokręciłem dodając paru km w terenie. Wyjechałem na drogę. Dalej na Pstrągową Czudec, Przedmieście Cz. Niechobrz Racławówkę i Rzeszów Uff...
Teraz zdjęcia:) Pierwszy postój po 20km ładnie tam w Bratkowicach przy kopalni Kruszgeo Niestety musiałem po kopalni wymyc nieco rower:D znalazłem garnek i wymyłem rowerek w strumyku, ale tylko z piasku, bo smar w wodzie nie jest eko ;)
Dalej szło już górki...hm znaczy cały czas pod górkę.
Tutaj te nadłożone km
Pamiętajcie że ten telefon ma tylko 2 Mp;)
W czasie jazdy napisał Robert, czy jadę wieczorem na rower do lasu. Czemu nie. Więc jeszcze wieczorem strzeliłem sobie 50km na nocnej jeździe przez las.
Błotnisty wyjazd do lasu z Mateuszem:). Celem była Patria, szczyt za lasem na którym postawiono krzyż. Kiedyś tam byłem, ale bardzo dawno temu i nie wiedziałem nawet że to sie tak nazywało. Duzo błotka, ale dało sie przjechac:) Guniamaster założył worki na bruty zapobiegające nalewaniu sie do środka wody hehe, ale niestety nie wytrzymały one próby i szybko sie z nimi pożegnał:D Las zawalony gałęziami po sostatnich opadach ciężkiego śniegu. Szkoda, bo niektóre ścieżki były dość szybkie, a nie mielismy ochoty urywać przerzutek;) Zresztą było ślisko w tym błocie i nieraz musieliśmy prowadzić rowery przeprawiając sie przez gałęzie i błoto. Na końcu użylismy mojej myjki z Lidla:D daje mała radę...Pozbyłem sie już niechcący dwóch naklejek...
Wyjechalismy spontanicznie z Bolo92 (Wojtkiem) na rowerek po okolicznych górkach. Jeździło sie super:) zawsze chciałem objechać tamte okolice i chyba zatoczymy niedługo większe koło.
[b]Mapka przejazdu [/b] Miedzyczasie zgubilem telefon obok ruin zamku, ale po długim poszukiwaniu odnaleźliśmy go z Wojtkiem. Bolo świetnie to opisał, jak zawsze:)
Nie wiem czemu tak strasznie źle mi sie jechało, już od dawna nie miałem takiego braku sił. Chyba dlatego że na trasie piłem tylko czystą wodę i nie miałem nic do jedzenia. Oczywiście! Na początku ścigałem sie po drodze polnej z rowerzystą i samochodem. Wygrałem:) Potem już niestety asfalt bo zacząłem wątpić w sens jazdy w takim stanie, jednak miałem jeszcze nadzieje na poprawę. Niestety było coraz gorzej i jeszcze ten wiatr w twarz. Moje plany jazdy w samym terenie i odkrywanie nowych dróg polnych trafił szlag...jedyne co zobaczyłem i bardzo mi sie spodobało to kopalnia żwiru i piasku w Bratkowicach, zalew wielkości zalewu na Wisłoku, tyle że jest tam zakaz kąpieli, ale chyba w niektórych miejscach, super miejsce:) Piaszczysta droga. Muszę znaleźc śmiałka który będzie chciał całą trasę przjechać tylko drogami polnymi i w nieznane, chociaż z mapką...
Piłem sobie wodę na postoju nad mostkiem i tak niefortunnie zakręciłem nakrętkę że wypadła mi z ręki i poleciała do wody...miałem prawie pełną butelkę 1.5l, ale na szczęście korek zatrzymał sie na jakimś kamieniu w wodzie;) Dopadłem go.
Wpis na blogu Asi, bo jakoś zdjęcia do mnie nie dotarły:p Ale Asia ładnie zasuwała hehe oczywiście były lody. Potem troche gorąco sie zrobiło i zaczęło lekko wiać.
Już myślałem że Robert nie śmignie przez kolano. Wyjazd stał pod znakiem zapytania... Wyjechalismy we trzech. Roni77 RobertGTW i Ja. Koło 6 zjawiłem sie na dworcu, a około 6.35 zjawił sie Roni i jakis menel opowaidał nam niestworzone historie jego zycia w PRLu hehe W koncu odpuścił, bo dałem mu czekolady kawałek. Zaraz zadzwoinił Robert i wyruszylismy w trasę.
Jakoś dało sie przejechać z bocznym wiatrem za Tarnobrzeg
git miasteczko:D W srodku przyszedł do nas Wójt i pyta sie skąd jesteśmy:) Robert mówi że z Rzeszowa, a facet czy jesteśmy harcerzami którzy mieli opiekowac sie murami:) na szczęscie to nie my:p
W Jędrzejowie Hotel Mariot (Roni mówił że to "Markot" hehe) biedny hotelik pracowniczy w któym czuć jeszcze ducha PRLu...ale przytulny hehe
Jazda z Robertem:) Kaloriopijca czołg, wyssał ze mnie resztki dżuli, po około 35km... Hamulec przedni miał tak zużyte klocki że nie chciały się chować i wyłaziły na tarcze:p aż wylazły i hamowały przez dłuższy czas. Jechałem na sile woli, ale zawsze seta przychodziła mi łatwo, tym razem czułem się jakbym jechał na 2 rowerach:) Następnym razem biorę 2 czekolady na setę bo nie wiadomo co się może wydarzyć...może będę holował jakiś samochód heheh