Wpisy archiwalne w kategorii

Dalekodystansowe

Dystans całkowity:10620.45 km (w terenie 2010.50 km; 18.93%)
Czas w ruchu:299:47
Średnia prędkość:19.65 km/h
Maksymalna prędkość:74.00 km/h
Suma podjazdów:18320 m
Suma kalorii:10000 kcal
Liczba aktywności:91
Średnio na aktywność:116.71 km i 6h 14m
Więcej statystyk

Wyjazd mieszany w stronę Dynowa

Niedziela, 13 czerwca 2010 · Komentarze(0)
Poszło dużo wody:) a średnia niska, bo nie chciało mi sie drzeć w upale. W skrócie, Wilczak, Błażowa, Lecka, i jakieś drogi Polne niezidentyfikowane;) i lasami gdzie chłód...

Pogórze Jasielskie i Beskid Niski z Piotrkiem

Niedziela, 6 czerwca 2010 · Komentarze(7)
Mapka trasy
Pojechaliśmy szynobusem do zalanego Jasła... Potem udaliśmy się w poszukiwaniu ruin zamku Golesz, ale niestety w lesie było masę błota i wody, a trasy nie dało się znaleźć, więc zawróciliśmy. Takim sposobem nadrobiliśmy kilkanaście km.

Nasz cel Cergowa (m.in.):

Niestety ostatecznie nie udało sie na nią wejść:( o wjechaniu nie ma mowy. Cała droga to jeden potok czasem błotnisty. Kto był wczoraj na Maratonie w Nowym Żmigrodzie to wie;)
Za to przejechaliśmy sie czerwonym szlakiem przez Łysą górę gdzie chyba miał być jakiś etap trasy maratonu, ale nie było tam śladów, więc chyba zrezygnowano z tego. My wiemy dlaczego;) Większość jazdy tym szlakiem to prowadzenie roweru i całe buty w błocie. Gdzieniegdzie dało sie zjechać. Mój rower nie ucierpiał zbytnio, bo nie darłem na chama w błocie. Wolałem prowadzić.
Po kilku kilometrach lasu wyjechaliśmy i udaliśmy sie do Dukli, by wjechać na Cergową...
Gdybyśmy wracali pociągiem to można by sie uwalić błotkiem znacznie lepiej:D

Nasze rumaki w szynobusie:


Dalej sie nie dało...


No to teraz kilka dużych zdjęć (klikalne):
Po lewej nasz cel

Nowy Żmigród:


Zdecydowanie najlepsza trasa i widoki z całej wycieczki:) Za Łysą górą:


Widok na Suchą górę i góry okolic Czarnorzecko strzyżowskiego parku krajobrazowego
a

Góra Liwocz. Widok od strony podejścia do ruin zamku Golesz którego nie znaleźliśmy:p


No to wchodzimy po strumykach na Łysą górę:


A na szczycie mamy wysoką wieże i po wejściu na nią takie widoki:

Maraton:D








Zjazd maratonu...

...chyba tutaj:


Wiatraki niedaleko Krosna robią wrażenie...


Po zejściu z wieży widokowej pojechaliśmy czerwonym szlakiem beskidzkim i czasem było nawet całkiem sucho:


Chyba dolina Wisłoki:


Po wyjechaniu z lasu rowery były troszkę brudne:

Mój nawet nie bardzo:


Dalej już nie robiłem zdjęc bo mi sie nie chciało:p
Było super, ale mogłoby być mniej błota, to dałoby sie jechać.
.

Rzeczowy opis u Piotrka

.

Pogórze Przemyskie z Piotrkiem w deszczyku i błotku

Środa, 2 czerwca 2010 · Komentarze(9)
Mieliśmy jechać terenem, ale było masę wody i po kilku błotnistych przejazdach, nasze rowery utraciły smar z łańcuchów. Do tego się trochę uwaliły. Szczególnie wodnisty był zjazd z pewnej trawiastej góry...
Wyruszyliśmy z Przemyśla, ale na początku pomyliliśmy się i ruszyliśmy w stronę granicy. Niedaleko granicy zawróciliśmy i jechaliśmy w dobrym kierunku. Potem było już coraz więcej podjazdów, super widoki, wielkie odludzia, i dużo lasów. Wg mnie raj dla mtb, bo zjazdy jak i podjazdy są długie, a mniej strome. Średnia wyszła dość dobra jak na nas, bo ponad 19km/h, a w terenie nie dało się jechać szybko.
Mieliśmy zdobyć pewną górę;) hehe
Pewnie Piotrek opisze tą trasę bardziej rzeczowo.
Ja tu tylko dam troszkę zdjęć.

Esencja (zdjęcia są duże, bo nie z PhotoBs):


No to teraz chronologicznie:D

Przemyśl z Kopca:




Panorama z Kopca:




Kalwaria Pacławska:


Z daleka:


Panoramka:




Dynów i kolejka wąskotorowa:


No i my:D


Oczywiście zrobiłem dziwną minę...

tory sie wygły:


Potem już szosą do Rzeszowa i zjedzone 4 czekolady.

Gdy poznam czas jazdy to wpiszę...

Szutry Polskie i ekonomiczna jazda na 1.5 litra...

Czwartek, 13 maja 2010 · Komentarze(9)
Na początek żeby podenerwować wszystkich którym deszcz leje na głowę:P, napisze że dzisiaj było pięknie, ciepło i słonecznie:D

Wybrałem sie w okolice Błażowej, Kąkolówki i Lecki. Nie wiem dokładnie gdzie byłem, bo w lesie pomyliłem drogi i wyjechałem gdzieś i jakoś dostawałem się na kolejne szutrówki. Do tego miałem tylko 2 kromki, zero kasy i 1.5 litra picia. Było gorąco...
W terenie prędkość czasami była powyżej 40km/h ale wtedy rower już nie jechał, tylko płynął:D
W zasadzie miałem jechać z ekipą, ale nie wiedziałem że dzisiaj będzie taka ładna pogoda i za późno poinformowałem kolegów. Wyjechałem o 8:30.
Do domu jechało mi sie całkiem spoko i nawet picia wystarczyło. W sytuacji kryzysowej, zawsze można pójść do ludzi po wodę:) gorzej z jedzeniem...
Widoczki były na prawdę cudne, bo ranne słoneczko pięknie dzisiaj wszystko oświetlało. Zdjęcia nie wychodzą mi jeszcze najlepiej, ale powoli się uczę.

No to kilka fotek z dzisiejszej jazdy:

Super zjazd:


A to z góry na tym zjeździe:


Hotel na górce, widoczny z Rzeszowa:


Później zjechałem w tą dolinkę:


Sucha góra w oddali i brama Frysztacka:


Troszkę nieudana panorama...


A tak widzę świat przez moje okulary:

Zawsze jest cieplutki, a zieleń żywsza. Nie lubię zwykłych szarych szkieł.

A teraz kilka panoram (2600x800 pix):

Część pogórza Strzyżowskiego:


Droga na Błażową:


Fajny podjazd (trochę go zjadło, bo sklejany z 5 zdjęć):


Ptasiu:

Był na prawdę malutki:D

Jura - Szlak Orlich Gniazd - dzień 2

Sobota, 1 maja 2010 · Komentarze(5)
Dzień drugi to już mało terenu, ale za to cholerny deszcz przez większość drogi...
Nasze bunkry:


Tutaj relacja z pierwszego dnia

Rześki dzionek, ale pochmurny:(

Ekipa zgrana i przeciwdeszczowo ubrana

No i jazda w teren:



Tutaj Robert drążył skałę, a i jakaś dziewczyna chyba też była... ;)

W zasadzie nie było gdzie robić zdjęć bo pogoda była syfiasta...
Po mękach w deszczu musiałem wylewać wodę z butów, bo nie pomyślałem o tym że chociaż mam nieprzemakalny strój, to buty nie:p
Jakby ktoś pytał czy sie zapociłem to powiem że umiarkowanie, czyli prawie tak samo jak w mojej kurtce rowerowej. Należy tylko mieć pod spodem rowerowe ciuchy i jest spoko:)

No żrę czekoladę, która sie rozmokła

Dotarliśmy do ruin zamku w Ogrodzieńcu:

Taka panoramka z 6ciu zdjęć od Wujka:D

Deszcz przestał w końcu padać i zrobiło mi sie gorąco:


Potem Olsztyn i kolejne ruiny:



Dojechaliśmy do Częstochowy:




Wjeżdżamy do Klasztoru:


Na apel nie mogliśmy zostać, bo pociąg mieliśmy o 21.36 więc usiedliśmy wytyrani na dworcu, a nieopodal grało disco polo i śpiewali nawaleni ludzie:D
Zakupiliśmy kilka napojów energetycznych i dalej czekać na pociąg:

Długo jeszcze?


Na dworcu w Częstochowie było w miarę spokojnie

w Katowicach nam się nie podobało, bo obok rowerów kręcił się jakiś typek, który chyba udawał nawalonego, bo zerkał na rower Roniego.
Mieliśmy tam pociąg o 1.30 w nocy i dlatego czekaliśmy na dworcu prawie 2 godziny.

Okazało się że wsiedliśmy z rowerami do wagonu który odczepiają w Płaszowie i jedzie on do Krynicy:D ale konduktorka powiedziała że w Płaszowie mamy 20 minut na przeniesienie się z rowerami do właściwego wagonu, więc tak zrobiliśmy. Rower do dziś ma ślad farby z wagonu na korbie:p

Jakie to szczęście, gdy okazało się że wagon który przyczepili do Rzeszowa, był wagonem rowerowym:). Wpakowaliśmy tam rowery i wszyscy oprócz mnie, poszli kimać. Pilnowałem rowerów i wietrzyłem się przez okno, bo nie lubię spać w pociągu, chociaż koło 4 rano mnie dopadło na kilka minut.

Przyjazd o 6.30.

Skład wycieczki: Ja, Roni, Robert i nieobecny na BS Chicken22222 (Wujek chicken)

Jura - Szlak Orlich Gniazd - dzień 1

Piątek, 30 kwietnia 2010 · Komentarze(4)
No i nareszcie:)

Wyjechaliśmy o 6.30 z dworca do Krakowa. Jechaliśmy nowym wagonem TLK, gdzie czuliśmy sie jak w Star Treku hehe, bo drzwi były na guzik i jakieś wyświetlacze pod sufitem...

Po przyjeździe, spotkaliśmy Tankiana który poprowadził nas przez Kraków na szlak, ale przed tym próbowaliśmy wszyscy znaleźć mapę szlaku i jakiś bar mleczny. Mapę w końcu kupiliśmy na ulicy Jagiellońskiej w sklepie podróżnika.

Chicken22222, RobertGTW i Tankian

Nasze osły terenowe;)


Wyjazd na trasę:


Robert już od początku szuka dropsa:p a znalazł go na dnie sakwy:


Pogoda była piękna tego dnia i jak sie okazało, to niestety tylko tego jedynego dnia...




Skałki były czasem ogromne...




Wielka maczuga:




Było ciepło jak widać:D



Po kilkunastu kilometrach pogubiliśmy sie na trasie i po raz kolejny potrzebna była nam pomiętolona mapa:


W Olkuszu zjedliśmy dość fajny i tani obiad (14zł) Składał się z dwóch dań + deser + kawa lub herbata:


Po obiedzie zaczęło sie nerwowe poszukiwanie pola namiotowego, którego ostatecznie nie znaleźliśmy, ale pewien facet pozwolił nam sie rozbić na ogródku.
Było coraz ciemniej...



Spaliśmy w namiotach dwuosobowych. Ja niestety nie wziąłem śpiwora... Lepiej nie pytać jak było;)
Dziadek który nas ugościł, wypił kilka piw i opowiadał nam "ciekawe" historie o przyjezdnych. W nocy wystrzelił z dowcipem o lesie i żydówce, ale nikt z nas nie wiedział o co chodziło:p

Dalszy ciąg mojej pseudorelacji w nowszym wpisie.

Odkrywanie szlaków terenowych z Guniamasterem

Sobota, 24 kwietnia 2010 · Komentarze(9)
Najlepszy wypad terenowy w tym roku:)
Dużo zjazdów i podjazdów, szutru kamieni i zaschniętego błota. Rower ładnie wszystko łykał:D
To zdjęcie mi sie najbardziej podoba:
[/url

[url=http://kundello.wrzuta.pl/sr/f/9gMILTgxrAk/panorama_6]


]
Pokazuje to co najpiękniejsze w tym sporcie.

Takie dróżki były rajem:)




Szkoda że na zdjęciach nie widać nigdy stromości podjazdów...




Gunia na rozstaju dróg;)

Tutaj był fajny długo zjazd, którego stromości tez nie widać:p


W lesie przywitały nas fajne koleiny na podjazdach:




Na Patrii nie było nikogo, oprócz zgrai dzieciaków z wycieczki szkolnej, w które mało co nie wjechalismy.

No i jeszcze Gunia:

I jest jazda:)


Jechaliśmy i co jakiś czas zahaczaliśmy i jakieś polne dróżki, które niestety doprowadzały nas do czyichś domów, aż wreszcie skręciliśmy na Wilczak i dalej trasą Micia, przez Błażową i dalej gdzieś na Kąkolówkę polami. Potem lasami na północ w stronę Patrii, bo mielismy nadzieję spotkać rowerowców spod wielkiej;) Niestety pojechali gdzie indziej.

Zjazdy były na prawdę szybkie i dość techniczne, bo było mnóstwo zachniętych kolein i dużych kamieni.

Z Jackiem na zamek!

Piątek, 26 marca 2010 · Komentarze(14)
Na zamek!


I my:

Getry jak ta lala:P

Pojechaliśmy do Odrzykonia, ale inną trasą... Objechaliśmy troszkę górek, było sporo podjazdów. Dzisiaj podjazdy pokonywałem z lekkością... nie wiem co ze mną jest, ale mierzyłem sobie puls i miałem tylko 102:D wcale sie nie męczyłem:)
Jacek za to działał jak należy:p hehe dzielny druh.
Trochę pobłądziliśmy po tych małych drogach, bo szukaliśmy jakiejś fajnej drogi. Tak że, mapka jest jeszcze bardziej pokręcona, ale nie umiałem sobie przypomnieć dokładnie co w tych lasach kręciliśmy:P
Wiem że na pewnym zjeździe był hardkor. Mieliśmy jechać pod zamek, ale chcieliśmy terenem. No to mieliśmy teren. Aż za dużo terenu. Rower uwalony w błocie. Na Rebie Jacka usiadło z 3 kg błotka:D na moim troszkę mniej. Zjechaliśmy w końcu jakąś drogą... potem podjazd pod zamek, tam jedzenie, picie hulanki, swawole:p i jazda w dół do Rzeszowa. Na prostej nieźle sie zapiedzielało z wiatrem. Jechałem często 40km/h, ale Jacek powiedział bym tak nie bujał ostro:D no to zwolniłem do tych 35 . Przypominam że dzisiaj wiaterek miał 30km/h. W plecki. Ogólnie to wypad rewelka, szkoda że Prządki nie zaliczone, ale już chyba każdy z BS tam był hehe:D Następnym razem zaliczymy.
Widać było dzisiaj połoniny:) jednak dopiero wtedy można poczuć ogrom tego wszystkiego...

No to dawka fotek, na razie tylko z mojego telefonu:

Jacek:
Jacek...
Znowu Jacek? :O


Jacka dużo, bo ja nie mam jak sobie zrobić samemu zdjęć... przydały by sie ręce gadżeta;)








I nasz piekny terenik:D

Żadnej drogi, tylko wąwóz jak krater... potem znaleźliśmy drogę. Była dobra, ale na dole już zła.

Mycie rowera:p



Ja:

To już koniec podjazdów? :(

mapka z przybliżonym śladem (TB padło)

Masakryczna góra Chełm i 50km pod wiatr

Sobota, 20 marca 2010 · Komentarze(17)
Dzisiaj to była masakra... To było zdobywanie tej góry, a nie wjazd:) Myślałem że wykituję gdy darłem mój czołg pod strony stok 200m w górę. Zresztą robił to też Gunia i Piotrek. Dodatkowo zapadaliśmy sie w śniegu po osie. Nogi całe mokre oczywiście. Chyba najbardziej hardkorowy "wjazd" na jak na razie najwyższą górkę w tym roku. 528m n.p.m. Czyli nie tak mało. Szczególnie że przez całą drogę do tej góry mieliśmy wiatr w twarz, który wiał z prędkością ponad 30km/h a przeważnie spychał nas do rowu.
Góra Chełm jest na samym końcu:


Wcześniej odwiedziliśmy kolejny schron kolejowy, w tym rejonie, należący do kompleksów schronów kolejowych hitlera. Wielki jest (zdjęcia później)


No to teraz zdjęcia:
Tak było na szczycie góry:


Tak było na podjazdach:


Piotrek prowadzi bo on wiedział gdzie jechać, ale i tak jakos sie nie udało:p


Obserwacja terenu (gdzieś tam widac szczyt:P)



W kapliczce na górze, była księga wpisów. Oczywiście sie wspisalismy. Każdy ma swój adres z BS :D


Tutaj filmik z podejscia (to był dopiero początek...)

<a href="">http://kundello.wrzuta.pl/film/5nbWPnykiGY/podejscie</a>

No to dodam jeszcze jedną fotkę pokazującą gdzie wchodziliśmy z rowerami:D
Wchodziliśmy od północnej strony(tutaj prawa strona górki, ta bardziej stroma...)





Kilka zdjęć od Piotrka, ale i Mateusz nie próżnował:D