Dookoła Rzeszowa o godzinie 21:50 :) Pusto, mokro i mało co nie potrącił bym jakiegoś rowerzysty który wyjechał zza tych pieprzonych ekranów dzwiękochłonnych:/
Wyjazd o 21:10 Kielanówka-Racławówka-Rzeszów i kręcenie sie po mieście z zahaczeniem do mojej Asi:* :) tradycyjnie... ehh tak to jest jak sie kogoś baaardzo kocha:) nawet na rowerku ma sie o czym myśleć... Miałem w planie zrobienieKielanówki- Niechobrza- Woli Zgłobienskiej-Trzciany i stroną Bratkowic przez Mrowle do domu, lecz bałem sie ze mi światła padną bo nie ładowałem ich juz ze 2 tygodnie. Nadal świecą ale już jedna lampa w domu padła.
Właśnie ładuję aku, a jutro wieczorem może będzie jakieś marne 30km bo muszę sie uczyć...
Cmentarzysko po 23 wrrr...Wilkowyja Rzeszów:) W zasadzie to dwie wycieczki, jedna z moją Asią ukochaną, a druga samotnie po 23 bo wtedy miałem czas na jazdę i wiatr sie uspokoił zupełnie.
Pierwsza wycieczka na moją działkę dystans około 13km. Ponieważ muszę trenować moją Asię to zadałem jej małe podjazdy na rozgrzewkę, a potem odpoczęliśmy w altance.
Druga wycieczka: wyjazd na miasto z nudów przed siebie. Po drodze zauważyłem ze miasto śpi, jest pusto i cicho jak o 3 w nocy. Dobrze że miałem mp3 na uszach bo bym zgłupiał:p Pojechałem na Załęże obwodnicą potem z powrót nowym odcinkiem obwodnicy z zahaczeniem cmentarza. Wjechałem tam bo fajnie sie wszystko świeciło, czuć było obecność zmarłych... Potem obwodnicą aż do osiedla Kmity i na tym koniec:)
Rzeszów Rzeszów i jeszcze raz moje miasto...Jakoś ostatnio nie moge sie wybrać dalej poza miasto bo nie mam czasu:/ Wszystkie te marne km wyjeździłem od i do mojej ukochanej Asi:* :) sęk w tym że po mieście nie da sie jechać szybko tak żeby mieć vśr dość dużą. Co chwilę są przejścia, a ja po ulicy wole nie jeździć w centrum, bo kierowcy zachowują sie jak panowie ulicy i rowerzysta jest dla nich przeszkadzaczem... Niedługo będzie cieplej i mam już plany na dalsze wypady w miarę możliwości.
Dostał w łapę kierownicą bo nie chciał sie przesunąć:/ jak go jeszcze raz zobaczę to usadzę kopa w zadek dresiakowi:P Trasa dzisiejszego wypadu: Rzeszów,jakieś bezdroża koło Nowej Wsi, Jasionki,Trzebowniska i znowu Rzeszów:)
-10ºC 15km po śniegu; godzina 19 z hakiem:), ręce zgrabiały po kilku km ale bardziej stopy w bezruchu. Hamulce zaczęły sie ślimaczyć i piszczeć, ale amortyzator działał bez zarzutu:) Jednak tani badziew, a działa w ekstremalnych warunkach i nie narzekam jak inni, którym przy zerze już prawie ich Bomber nie chodzi...:D
Najdziwniejsze były spojrzenia ludzi opatulonych w samochodach, tak jakby widzieli ufo czy coś:P a przecież ja sobie normalnie jadę w czapeczce do mojej Asi:)
Do Aniołka,a potem dookoła miasta. Lekki wiatr z zachodu i bardzo mały ruch w mieście. (około 22 byłem) Na wiosnę zaczynam trasy powyżej 25km codziennie bo trzeba sie wyrobić na tym czołgu:D
Rzeszów - To co zwykle tylko rozłożone na dwa razy z powodu ważnej sprawy rodzinnej:D Najpierw do Aniołka naładowany pozytywna energią, a potem wypad wieczorny na miasto ale za bardzo sie rozleniwiłem jazdą samochodem z kumplem no i nie było już tak pięknie bo średnia spadła z 22km/h na 18 z hakiem:/ Wiatru ani deszczu dzisiaj nie ma i aż trudno uwierzyć ze wczoraj jeszcze padał śnieg, a wcześniej była burza...oby w lecie nie było podobnych anomalii.
Amortyzator niby badziew ale chodzi pięknie waży tez pięknie:P
Kiszka i kaszana w jednym...wiatru co prawda mało nawet, ale za to humor nie dobry:( Dzisiaj po pogrzebie babci do której zawsze jeździłem na rowerze z lekami i obiadem, mam dziwny smutny nastrój i nawet czasem chciało mi sie płakać na trasie:/ W dodatku mój Aniołek ma doła. Kurde! musi być już w końcu wiosna. Przez te wydarzenia nie zrobiłem wielu km i z trudem w ogóle wybrałem sie na rower, bo jednak trochę ruchu pomaga w takich chwilach.
Ludzie przychodzą i odchodzą a pamięć po nich zostaje.