Pierwsze kilometry na mieszczuchu

Poniedziałek, 4 marca 2013 · Komentarze(0)
Kategoria Po zmroku
Jedzie się lekko i przełożenia mi pasują:) Prawie tak samo jak na mongoosie, a nawet lżej. Po krawężnikach jest nieco dziwnie, bo przy podskakiwaniu, niechcący wciskam hamulec w torpedo. Będę musiał jakoś się przyzwyczaić aby nie cofać pedałów podczas jazdy. Biegi wchodzą szybko i najlepsze, że w miejscu.

Setka na 4 chłopa, to tyle co nic ;)

Niedziela, 3 marca 2013 · Komentarze(2)
Ładna pogoda chowa się przed nami... Z ICMa dowiedziałem się, że będzie wiało, padało i jak na złość się zachmurzy. Czyli idealna pogoda dla mnie. Nie wiem czemu, ale wtedy najlepiej mi się kręci i najlepiej się czuję. Strasznie na opak jestem. Może minąłem się z powołaniem. Może powinienem zostać jakimś komandosem... Chyba zbyt chuderlawy jestem.

Na miejscu zjawił się Tompi, czyli cżłowiek o bardzo aerodynamicznej sylwetce (powiadajo, że wiatr go nie widzi...), Łukasz który nie ma BS!, oraz Kona, czyli nasz ekipowy ścigant jak najbardziej rasowy, w kolorach tygrysich.

Start spod berdony, gdzie zakupiłem sporo koksu na jakże epicki wyjazd.
Oraz żelasy miśkowe.
Przez Rudną, potem masakrator pod wiatr, aż dotarliśmy do miasta, które niegdyś słynęło z fabryki filtrów różnych różnistych, jakie prosty człowiek może sobie wyobrazić (Sedziszów Młp.).

Po wbiciu się skrzyżowanie, gdzie kierowcy mieli nas daleko w tyle, albo nawet myśleli, że to jakieś istoty nie z tego świata, skierowaliśmy się w stronę Iwierzyc. OLIMPów to taka miejscowość trochę dalej, niestety na tym podobieństwo z Olimpem w Grecji się kończy (mamy mniejszy kryzys:D) i Bystrzyca dla bystrzaków, czyli tych co dostali sie tam na górę o własnych siłach, a wmordewiało i jeszcze napierniczało drobnym snieżkiem.

Piotrek za zimno się ubrał jak na nasze leciwe tempo, więc postanowił porzucić ekipę amatorów ;) i rzucił się w otchłań Pstrągowej, by poczuć wiatr na plecach i rozpędzić się do prawie że kosmicznej prędkości docierając do planety Boguchwała...

My z zjechaliśmy sobie na Wielopole (ale nie do Wielopola) i na stolicę podkarpackiego MTB, czyli Strzyżów. Mieliśmy wiatr w plecy i z lekkim dokręcaniem 40km/h przez dużą część drogi.
Glinikami do Czudca i dalej standardowo przez Lubenie oraz Budziwój do domu.

Tak przyjemnie się jechało, że chyba trzeba takie coś powtórzyć, tyle że następnym razem może jakoś z wiatrem, np. z Jasła...

Miejsko-wiejski krążownik

Sobota, 2 marca 2013 · Komentarze(10)
Kategoria Moje zdjęcia

Złożyłem w końcu jakiś rower typowo na miasto, a do tego zakupiłem sobie U-locka, czyli szekle, bo bez niego ten rower nie ma racji bytu.
Zobaczymy jak będzie się pomykało. Ze wstępnych jazd wynika, że jest wygodnie i nawet przyspiesza:)

Miastowo z Asią

Sobota, 2 marca 2013 · Komentarze(0)
Testowaliśmy z Asią jej nowe lampidełko. Czas świecenia na środkowej to 3h 40 minut, a czas świecenia na bocznych to 4h i 30 minut. Jest dobrze:)

A mogłem się urodzić gdzieś w Indiach, Afryce albo Korei płn...

Wtorek, 26 lutego 2013 · Komentarze(4)
I dlatego cieszę się, że urodziłem się tutaj :)
Nasz kraj ma coś w sobie. Może gdybym miał więcej pieniędzy i innych dóbr, to nie chciałbym pokazać sobie na przekór, że chcę się męczyć, chce jeździć i robić to co robię. I mogę to zrobić:) Nie jestem z tych, którzy przepadają za rzeczami materialnymi. Tak na prawdę, to każdy potrzebuje człowieka by być szczęśliwy i ludzie ci, mogą być nawet bez ubrań... wtedy człowiek jest jeszcze szczęśliwszy :D (ubrania to rzecz materialna, albo materiałowa ;))

Jadąc przez wsie, śnieg odsłonił zadziwiajacą ilość butelek z wódy i innych napojów do "spożywania". Widać czym interesują się ludzie na wsiach, zresztą w miastach tez.

Śmieszy mnie określenie "spożywanie alkoholu". Tak jakby ten alkohol to był jakiś pokarm boski, jakaś ambrozja albo opłatek jakiś. W wielu przypadkach to jest po prostu chlanie alkoholu bez umiaru. I taki policjant spisuje kierowce i pisze w protokole "spożywał", a o wiele bardziej dosadnie wyglądało by "chlał":D


Na powrocie miałem wiatr w twarz. Ogólnie rower idzie jak burza. Dawno nie jechałem 4-ką, więc się wybrałem. Tiry napierniczały, ale raz udało mi się nawet podczepić i zasuwałem sobie na młynku 44x11, ale odpuściłem, bo musiałem skręcić w lewo na Iwierzyce.
Czym wyżej tym więcej śniegu. Teraz nie ma już mowy o przyjemnej jeździe w terenie. Samo błoto. Chyba że założę sobie smoke i darta i pocisnę fullem, ale nie ma z kim...

Óphil czyli po naszemu, jazda pod górę na rowerze

Sobota, 23 lutego 2013 · Komentarze(7)
Piękna pogoda:) Piotrek wieczorem poprzedniego dnia napisał, że nie ma z kim jechać. Nie moglismy nic poradzić :/
Wyjechaliśmy z Łukaszem i jego 3 litrowym smokiem Fordem Taurusem z załadowanymi dwoma rowerami. Wszystko dopięte na ostatni guzik.

Droga przez Zagórz to nie był dobry pomysł. Same dziury i ruch wahadłowy spowodowany remontem drogi. O dziwo, wykonywała to firma, z której się zwolniłem przez tragiczne warunki pracy i marne pieniądze o wdzięcznej nazwie Duplaga;)

Dotarliśmy na miejsce, a tu Piotrek. Myślałem, że przyjechał rowerem jak planował. Miał zamiar jechać PKSem do Zagórza a potem 40km jeszcze do Smolnika. Na szczęście znalazł się ktoś, kto go zabrał. Niestety mieli też awarię samochodu, bo urwał im się wahacz.

Piotrek zajął 4 miejsce w open i 3 w swojej kategorii:) Gratulacje Kona!

Pominę zapisy itd.
Na starcie patrzę na tylny zacisk, do ruszenia odliczają 8 sekund. Skapowałem, że zacisk mi się odkręcił. A jako że to tylny hamulec, nie mogłem tego zignorować. Musiałem zjechac od razu na bok, peleton mi uciekł, ja dokręcałem hamulec i ustawiałem by nie tarł:P

Następnie musiałem dowalić ostro do pieca, i wyprzedzić chyba połowę peletonu, co kosztowało mnie strasznie dużo siły. Dotarłem gdzies do połowy i tak już się tasowałem. Po jakimś czasie okazało się, że nowy łańcuch bardzo się polubił z małym blacikiem korby i nie chciał go puścić...
Tak, że cały wyścig z blatu 38t przód i 30t tył:D
To mnie już zdemotywowało. Nie wyczaiłem tego, bo po mieście nie jeżdżę na 22t a tu wyszło co wyszło...
Zająłem w gruncie rzeczy 18 miejsce w M2 i 54 w Open. Mogło być lepiej gdyby nie sprzęt.
Niestety przysłowie, że szewc w dziurawych butach chodzi, się sprawdziło.

W drodze powrotnej okazało się, że urwał się wężyk do spryskiwacza, ale zajechaliśmy w Dukli na stację, pan dał nam butelkę ze spryskiwacza. Użyliśmy rurki która była wewnątrz i jak się okazało, pasowała idealnie. Nic nie ciekło i mogliśmy jechać. Jeszcze tylko jakiś poheblowany Słowak za nami jechał i wyprzedzał tiry na 3ciego. Idiota. Szczególnie, że warunki były niezbyt dobre, bo ciemno, zimno i mokro oraz trochę zakrętów ze zjazdami.







Serwis, karma, chleb, opony, lampka

Piątek, 22 lutego 2013 · Komentarze(7)
Kategoria Moje zdjęcia
Skrót dnia w 5 słowach;)
Naprawiłem odkurzacz, znaczy się coś tam porobiłem, co można nazwać zlikwidowaniem usterki.
Założyłem sobie kultowy komplet opon Smoke+Dart.
Asi doszła lampeczka i powinna być zadowolona, bo jara to jak dzikie :D



Dzięki Piotrek za lampidło:)

Założyłem sę tarczę

Środa, 20 lutego 2013 · Komentarze(0)
Mongoose dostał tarcze wraz z kołami. Hamulec jakiś reanimowany J5 i BB7. Myślę, że taki zestaw będzie git. Prosty i tani w przygotowaniu;)

I jeszcze zrobiłem sobie napinaczyk na łańcuszek. Prosta rzecz i działa.

Wymiana oleju w Monarchu

Wtorek, 19 lutego 2013 · Komentarze(2)
Wymieniłem olej w monarchu na 2.5W Motorexa. Namęczyłem się z IFP, bo nie miałem adaptera. W komorze powietrznej dałem trochę oleju i damper odżył. Jest teraz bardziej czuły na mniejsze nierówności. Asia powinna być zadowolona:)

Wilcze, tym razem zaliczone

Niedziela, 17 lutego 2013 · Komentarze(2)
Kto dzisiaj nie jechał, ten powinien kupić sobie maszynę czasu i wrócić do niedzieli, ponieważ piszę to w poniedziałek :P

Wczoraj Piotrek napisał mi, że chce jechać oczywiście terenem na Wilcze. Jak wiadomo, miejscówka dość ciekawa do zdobycia, bo większość drogi sam teren i jakieś tam odcinki asfaltowe z 5 domami na krzyż, czyli klasyczna Polska B, a nawet miejscami C. Po drodze jeden sklep.

Wstałem o 7. O 9 już czekał na mnie Łukasz, czyli jedyny tej zimy twardziel, z którym można jeździć. Piotrek niestety dał w pedałko i zaspał :/
Pojechaliśmy we dwóch. W Rzeszowie mało śniegu, ale z każdym metrem w pionie, było go więcej. A nawet białe drogi asfaltowe.



Najgorsze były zjazdy, bo strasznie wychładzały. Podjazdy odwrotnie.
Jechało się znacznie lepiej, bo śnieg był dobrze ubity i kolce nieźle się wgryzały.

Najgorzej było już na żółtym szlaku na Patryję. Nie dało się prawie jechać. Mimo, że warstwa śniegu była cienka, jakieś 15-20cm, to był on dośc mocno zmrożony i koła kręciły się w miejscu, a przełamywanie tej warstwy, generowało straszne straty energetyczne. Mieliśmy łącznie parę km pchania.


Na punkcie widokowym, przywitał nas fajny psiak, który szczekaniem kazał nam sobie rzucać kijami. Rzucałem, aż w końcu mi się znudziło.
Kilka zdjęć, rzut kijem daleko i spierniczanie do lasu, byle by piesek nie wrócił:P

Jako że nasze zapasy żywności i picia się prawie skończyły, musieliśmy jechać zielonym do Błażowej. Zjazd w dość głębokim śniegu. Trzeba było jeszcze sporo dokręcać żeby w ogóle jechać. Na szczęście na płaskim odcinku spotkaliśmy 3 osoby, które biegówkami od kilku dni wyjeździły ładny ślad, po którym dało się całkiem fajnie jechać. Podziwiam tych ludzi, bo to jednak ludzie starsi, a śmigają po lesie na biegówkach.
I znowu, czym niżej tym coraz mniej śniegu. Na dole asfalty już suche i widać trawę. W Błażowej zakupy i kolejny podjazd na Las. Znowu coraz więcej lodu, a jakiś psychol zasuwał jak psychol...

W lesie był sam lód. Gdyby nie kolce, to pewnie wiele razy bym leżał, lub lądował w rowie. Niestety głupich kierowców przybyło, bo minęło nas w lesie chyba 4 samochody, które ledwo trzymały się drogi. Głupich, bo jechali za szybko jak na warunki, a oni nie mieli kolców.

Łukasz:


Na tym terenowa jazda się skończyła. Zjechaliśmy do Tyczyna i dalej już Sikorskiego do domu.