Czas i miejsce nieznane... Wszystko spowiły ciemności spiskujące z ciemną mgłą, pośród cicho chwiejących sie drzew, a wiatr z leśnej otchłani, omiatał nasze twarze, jakby chciał nas wessać w ten mrok... Wjechaliśmy, szum liści pod kołami... Leśne ścieżki, które prowadzą gdzieś daleko, prowadziły nas przez las. Niedostępny dla wszystkich, dostępny dla wybranych. Tych, którzy na dwóch kołach postanowili przemierzać świat i wbrew przeciwnościom losu, dotrzeć do wyznaczonego celu, jakim jest...
Grochowiczna:D:D:D
Moim przewodnikiem dzisiaj był Michaleo:) Kolega z Czudca, który zjeździł swoje tereny leśne i razem z nim badaliśmy singielki, czyli jazda na przełaj. Było trochę prowadzenia i przenoszenia rowerów, ale taka jazda podoba mi sie najbardziej.
Oprócz Grochowicznej pojechaliśmy też w Stronę Babicy na wyciąg i tam szlakiem mini DH już na asfalt.
Dzięki za jazdę:)
Wąwoziki: Czasem było pod górkę:D
No i jak zawsze nudne filmiki:D
Byłoby więcej... ale kto by tam chcial to oglądac;)
Oj tak... podczas choroby miałem doła, że na zewnątrz jest piękne słoneczko, a ja leżę i ledwie żyję. Na szczęście mój organizm dość szybko poradził sobie z grypą żołądkową... masakra. Wolę już normalną grypę:P
Wyruszyliśmy z Kubą na lekką i przyjemną trasę, czyli Niechobrz Góra. Niestety miałem bardzo niską sprawność, ale jakoś sie toczyłem ;)
Nie wiem ile km, więc wpisuje to co zostało po odliczeniu z licznika.
Wyruszyliśmy z Bubu, Azbestem i Koną do lasu. Ekipa prze git, przez to jechało sie bardzo fajnie:) Szczególnie gdy troszkę pogubiliśmy się w lesie, ale dla takich atrakcji warto żyć i jeździć. Oby więcej takich wypadów w grupie. Nie będe sie rozpisywał, bo mi sie nie chce:p Więcej zdjęć u Azbesta.
Pojeździłem sobie sam wieczorem, a pownieważ wpis to km z kilku dni, to nie pamiętam gdzie byłem:p Wiem że byłem z Matajsenem na rowerku po zmroku, a było zimno... Kuba, musisz coś grubego ubierać na rower bo zamarzniesz chłopie:D
Nie ma ostatnio prawie klientów, więc zamykamy. Na wiosnę myślę że coś ruszy. Na razie studia na 1 miejscu, a jakąś inną pracę sie znajdzie tymczasowo.
O i Jabłczyńska sie załapała na zdjęciu:D (numer 158)
I kilka zdyszanych osób;)
Ja oczywiście jechałem na moim rowerku i co dziwne, nie zmęczyłem sie zbytnio, choć jeansy nie były zbyt wygodne...
I prawie że koniec podjazdu
No to sie wkurzyłem, wyprzedziłem stawkę i pojechałem na miejsce wylotu grupy pierwszego sektora...
Później wyglebałem w tej trawie bo sie zagapiłem czy ktoś nie jedzie, ale akurat tak fajnie sie wywaliłem że aparat cudownie wpadł w moje ręce i właśnie wtedy strzeliłem tą fotkę
Dynaaamika Szkoda że bez flasha robiłem...
Później jechałem za małą grupką, bo nie chciałem wracać do domu inną trasą, więc na metę pojechałem lasami i później skrótem przez słocinę.