Śniegu po osie...

Środa, 1 grudnia 2010 · Komentarze(7)
Kategoria Po zmroku
Średnia świadczy o tym, po czym się dzisiaj jechało. Dobrze że mam te swoje przecudne przemysłówki z biedronki:D Można jechać prawie jak samochodem... co ja piszę, o wiele lepiej niż samochodem!

Troszkę rzuca w tym śniegu, ale po jakimś czasie nabiorę wprawy. Oponki jednak mnie nie zawiodły. Nie zakopałem sie ani razu doszczętnie:) Czyli git.

Jednak przydały by sie kolce w oponce, bo czasem na lodzie zarzuci...

Jutro pewnie też sie wybiorę gdzieś dalej, bo po wsiach musi być ekstra:)

Damper jednak polepsza trakcję tylnego koła.

7 rano na wieś i cegły

Piątek, 26 listopada 2010 · Komentarze(4)
Kategoria Po zmroku
Może śmieszny dystans, ale dopiero później dostałem w dupę;P
O 6.40 pobudka, zjeść itd. Wychodzę na zewnątrz, a tu na minusie, i fajnie jak sie później okazało.
Standardowe zimowe ciuchy, czyli moje jesienne ciuchy na rower spisują sie dobrze.
Na wsi czekało mnie przenoszenie cegieł. Chyba z 1.5tysiąca pustaków i tyle samo dziurawki. Ogólnie jest jej tyle że można zbudować dom. Pewnie jeszcze będę nosił ją w przyszłym tygodniu, bo na prawdę jest tego dużo.
Przynajmniej przypakuje:p

Przy okazji posłuchajcie tego utworu: The American dollar - DEA
Świetny utwór na takie dni jak teraz... Ostatnio słucham więcej post rocka.
Albo coś mocniejszego, ale w tym stylu, to polecam ten kawałek:
God Is An Astronaut - Shores of orion
W ogóle zespół jest git.

Jeszcze jeden zespolik którego na 99% nie znacie, a przyjemna nuta do kontemplacji życia:P

Immanu El - Astral Days
I ten też fajny... Polecam przy tym powspominać stare dzieje.
Immanu El - under your wings i'll hide

Przynajmniej mam z czego wyremontować dom na wsi, gdzie się pewnie przeprowadzę w przyszłym roku. Będzie bliżej w górki:D Do miasta w sumie też blisko, bo mam granicę miasta zaraz za ogrodzeniem.

Powrót około 17...

A gdy chce rolnik w krzaki, nie może bo w mieście już buraków braaak :D

Czwartek, 18 listopada 2010 · Komentarze(11)
Kategoria Moje zdjęcia
Buraków Ci u nas dostatek, każdy znajdzie coś dla siebie.
Cukrowej rozkoszy smakowej dostąpisz na szlaku, gdzie krzyż na górze, a w lesie błoto, więc wcinaj buraki, bo to nasze złoto:D

Wybraliśmy sie z Jackiem na obcykaną, ale jeszcze mało znaną od strony terenowej Grochowiczną. Singielki między drzewami są na prawdę fajne. Trzeba chyba wyciąć szablon i samemu oznaczyć trasę sprayem, bo jest z tym bida, a jest gdzie jeździć.

Sznurek który urwaliśmy facetowi, już naprawiony:D ale facet wkurzony... hehe

Jacek zgubił błotnik w lesie, ale jakoś udało sie go znaleźć. Jednak musimy założyć już opony z grubszym bieżnikiem, bo nie da sie prawie jechać po takim błocie.

Klikalne:

Scinka:( dziady niszczą las i drogi...


Duża panoramka:)


Już za lasem:


Góra buraki, dobre buraki!


Dolina Buraka:


Mount Burak:


Dobre buraki:D


Jakby ktoś chciał to leży sobie kilkanaście ton:) przy szlaku spod krzyża w stronę nosówki:)

8 tysiączek wpadł... - jakim cudem?

Środa, 17 listopada 2010 · Komentarze(11)
Kategoria Moje zdjęcia
Tym samym pobiłem swój rekord sprzed 2 lat. Szkoda że w 2007 nie miałem jeszcze neta, bo wtedy na swoim starym czołgu zrobiłem prawie 13tysięcy km.
Ciekawe ile jeszcze zrobię w tym roku, bo zdaje sie że zimą znowu będzie jazda:D

Co jak co, ale jeśli ma się dziewczynę, studia i inne obowiązki wymagające czasu, to robienie sobie długich wycieczek jest bardzo trudne. Dlatego myślę, że w przyszłym roku będę śmigał z moją Asią w teren, bo będzie miała jakiś fajny rower (coś podobnego do mojego, tylko lżejszy), który nie będzie jej ograniczał.

Czy rodzina przeszkadza w jeździe? Chyba tak... wystarczy spojrzeć na wielokilometrowych trzaskaczy wycieczek. Np kolega Roddos, wcześniej robił po 100- czasem blisko 200km dziennie, a teraz jest to trudne. Żona, dziecko:)

Trzeba przyznać, że jedyną wadą jeżdżenia jest to, że nadmierni zapaleńcy czasem świadomie wybierają samotne życie, bo żal im rezygnować z pasji. Nie wiem tylko czy jest sens tak działać.

Co wspólnie cieszy, cieszy podwójnie:) Dlatego dobrze jeździć razem. Tutaj pozdrawiam Niradharę i Kajmana, Młynarza i Asiczkę:)(gdzie ich wywiało?:P )Piotrka z Mariką i inne duety rowerowe z Bikestats.

Oczywiście pozdrawiam moją Asię :* :D

Moja Ty rowerówko :)

Żarnowa przed świtem

Poniedziałek, 15 listopada 2010 · Komentarze(15)
Wyjazd o 4 rano spod sceny na plantach. Dobrze że nikt nie zaspał;)
Stawił sie Włochaty i Kona, czyli bardzo fajna ekipa. Wyruszyliśmy przez śpiące miasto nad zalew, potem kawałek Boguchwały i na Grochowiczną. Tam trochę błotka, za to nie wiało praktycznie wcale. Podjazdy też nie sprawiały nam większego problemu bo nie było widać że są:P Dalej już zjazd do Czudca i tam Bartek mało co nie wjechał w małą sarenkę. Serducho waliło:D:D

Coś mi się pomyliło i myślałem że wschód jest około 6 rano.
Dlatego jechaliśmy na niezłym spidzie główną drogą do Żarnowej i pod górkę. Bartkowi przeskakiwał łańcuch, bo coś majstrował wczoraj z napędem i nie przetestował w praktyce jak to gra.

Daliśmy radę wjechać na szczyt (470m). Czekaliśmy na to nasze słoneczko, aż sprawdziłem że wschód jest o 6:45. Połaziliśmy trochę, a wiało cholernie. Tak że schowaliśmy sie za drzewami. Potem trochę fotek. Ja uszkodziłem chwilowo obiektyw, bo niechcący go wcisnąłem:P
Potem wyciągnąłem, ale skapowałem sie dopiero gdy porobiłem zdjęcia.

Powrót grzbietem góry i zjazd przez las do Czudca. Dalej już Mogielnica.(Piotrek) Kona nam coś opadł z sił. Chyba organizm domagał sie dłuższego snu.
Doturlaliśmy sie do domu przez Niechobrz, Racławówkę, gdzie chłopaki zaczęli jechać w tunelu za autobusem. Też chwilę jechałem. Za dużo kurzy:P

Niestety Tatr nie było widać:( Może w zimie sie wybierzemy, bo wtedy widać.
Jeśli ktoś nie wierzy to proszę:
Tatry z Żarnowej

Jeszcze przed wschodem:

Widać górę Słonną i inne okoliczne:)

A i zapomniał bym. Zdjęcie prześwietlone z lasu na Grochowicznej (ok 4:35):

Bartek jakiś niewyraźny... za mało rutinoscorbinu;)

Taki słup...


Te górki to nawet nam znane i chyba tam byłem...


Kona: Discover the Żarnowa :P Wygląda jak wklejony w PS hehe


Włochaty chce zdetonować XTCeka:P

Rowerek wolał sie położyć, bo kto to widział by XTCek o tej godzinie już polu robił:P

Wreszcie wyłazi zza górek:


Ekipa trzaska fotki jak japońscy turyści:

:D

Na górze tak wiało, że trzeba było sie gdzieś schować...


Trochę nie wyszło. Na dole jest Strzyżów.


Na koniec panoramka:


Wszystkie fotki są klikalne.

Ostatnio wpadł mi w oko taki zespół: GiaA
Posłuchajcie:) Warto.

Taka poranna jazda jest świetna. Jest świeżo i prawie bezwietrznie (oprócz szczytów gór)

o 4.45 rano z bólem głowy i pod wiatr - armagiedon!

Piątek, 12 listopada 2010 · Komentarze(6)
Kategoria Po zmroku
Zdecydowanie najgorsza jazda w moim zyciu!
Całą noc bolała mnie głowa i to tak że spać nie mogłem. Niestety nocowałem 20km od domu, a koło 8 miało zacząć padać. Nikt nie miał tabletek przeciwbólowych.
Wsiadłem na rower Asi (bo nim przyjechałem) Włączyłem jej lampy (przyjemna rzecz, znaki świecą sie na 1km) i ruszyłem... Tragedia, zimno jak cholera, ja jeszcze słaby i wlokę się pod wiatr (wiatr około 35km/h w twarz)
Kręcę już na niskiej kadencji, byle rower sie toczył. Mijają setki metrów, mijam w końcu Jasionkę. Łeb boli, a do tego zrobiło sie niedobrze i ciągle myślę "jeszcze kilka km, jest dobrze i nic mnie nie boli".
Nie pomogło.
W Trzebownisku czasami prowadzę rower (po płaskim! :O) Jakoś lepiej mi sie idzie, bo mniej trzęsie, i głowa nie boli bardziej.
Widzę Lubelską, normalnie jakbym zobaczył wejście do raju:p
Jeszcze tylko przez miasto i domek. Niestety przez miasto jedzie sie jeszcze gorzej, bo więcej krawężników, świateł i już nawet ludzi.

Dotarłem do domu. Jakimś cudem. Ledwo stoję na nogach, zaprowadziłem rower do garażu i wchodzę do pokoju. Wyciskam dwa paracetamole i gryzę je żeby szybciej się rozpuściły w żołądku.

Myślę że czymś sie zatrułem, bo jeszcze nie miałem czegoś takiego. Dobrze że udało mi sie wrócić przed deszczem, bo w deszczu to dopiero byłoby strasznie.

Na wies

Czwartek, 11 listopada 2010 · Komentarze(0)
Rowerem Asi. Czyli prawie jak szosą...

Obszary chronione... łuuuu! - Rzeszów-Strzyżów itd...

Czwartek, 11 listopada 2010 · Komentarze(3)
Kategoria Moje zdjęcia
Jazda z ekipą spod sceny;) Taaa...
Pojechaliśmy z Miciem
objechać Obszar Chroniony Strzyżowsko-Sędziszowski, czyli takie fajne ustronne miejsce, gdzie drogi polne i szutrem nieskalane;)
Na początku miałem kryzys, ale później... też. Ale jakoś sie rozruszałem i było lepiej. I tak nie nadążałem za Miciem na podjazdach, ale to normalne.
Wróciliśmy przez Strzyżów i Wyżne, standardowo, przez resztę szutrów.





Klik i duża:


I filmy z jazdy:








Papa:)

Nożyce i piłka

Wtorek, 9 listopada 2010 · Komentarze(4)
Kategoria Moje zdjęcia
Dzisiejszą jazdę podyktowały te oto narzędzia aparatury ciesielniczo ogrodowej:p

Oraz przyrząd zwany drabiną
Pogoda była piękna:) Potem nawet nie wiało. Dobrze jest mieszkać w tym cycku... (Robert Górski nazwał Polskę "kwadratem z cyckiem na dole"):D


Mision została spełniona. Drzewo uratowane;) Kto ma ogród, czy działkę, a w nim drzewa owocowe, musi wiedzieć że trzeba przycinać odrosty (dziczki)
(to te badyle w góre)
bo inaczej trzeba będzie zbierać owoce przy pomocy dźwigu lub, w skrajnych przypadkach, śmigłowca.

Domek:)

Prawie sam budowałem:)

Nie udało mi sie nawet spaść z drzewa, choć z drabiny prawie spadłem. Te nornice...

Ale sie agro zrobiło:) To teraz powiem, że niedaleko mojej działki, jest strzelnica wojskowa i dzisiaj strzelcy podhalańscy mieli manewry. Napieprzali z karabinów... czułem sie jakbym jechał przez Afganistan:P Jeszcze minąłem grupę żołnierzy na drodze. Zmęczone chłopaki...

Niestety pogoda wieczorem sie popsuła i teraz pada, ale jutro będzie ładnie:)

A to jeszcze jesienne krzaczorki :
Bo ładne:)

Z Włochatym na górkę

Poniedziałek, 8 listopada 2010 · Komentarze(5)
Kategoria Moje zdjęcia
Od rana ciągnęło mnie na rower, ale nikt nie mógł. Miałem już nie jechać, gdy Włochaty napisał mi SMSa czy idziemy, więc szybko wciąłem jakieś żarełko i o 12.40 byłem na plantach. Mieliśmy zaliczyć trasę: Opis linka
Niestety trochę mało czasu było, więc na początek wahaliśmy się pomiędzy Straszydlem i Grochowiczną. Przez to że kładka na Wisłoku była zamknięta, to wybraliśmy sie na Grochowiczną. I dobrze:) bo w drodze powrotnej zaczęło padać.
Dalej to już zjazd do Lutoryża i do domu przez Boguchwałę. Teraz to już chyba nie ma szans przejechać lasu bez niezłego utaplania się w błocie, bo i bez deszczu było błotniście.

Kadr z kamerki:



Filmiki trzy, o zmniejszonej rozdzielczości, bo szkoda czasu na ładowanie:P

Kurde, zrobiłem fajną kompilację i podłożyłem muzykę, ale niestety YT powiedziało że naruszam prawa autorskie, to sie wkurzyłem i wywaliłem moje arcydzieło:P
Pozostały te trzy gniotki:D (plus 9 na dysku:P)










W tym jeszcze jazda do babci.