Nie wiadomo jak szybko i ile czasu jechałem bo nie zabrałem licznika ale szacunkowo gdzieś chyba tyle, bo to jedna z moich stałych tras:) Ostatnio znudziły mi sie moje stałe trasy i chyba czas pojeździć w jakieś nowe... Zważywszy na to ze niektórych miejsc nie widziałem nigdy za dnia hehe to moze po prostu pojadę w te same miejsca ale w dzień:P....
Rzeszów - To co zwykle tylko rozłożone na dwa razy z powodu ważnej sprawy rodzinnej:D Najpierw do Aniołka naładowany pozytywna energią, a potem wypad wieczorny na miasto ale za bardzo sie rozleniwiłem jazdą samochodem z kumplem no i nie było już tak pięknie bo średnia spadła z 22km/h na 18 z hakiem:/ Wiatru ani deszczu dzisiaj nie ma i aż trudno uwierzyć ze wczoraj jeszcze padał śnieg, a wcześniej była burza...oby w lecie nie było podobnych anomalii.
Amortyzator niby badziew ale chodzi pięknie waży tez pięknie:P
Burza z piorunami w styczniu! Wypad do aniołka i spowrotem ale po powrocie miałem chęci by iść, lecz burza a raczej nawałnica w dodatku z piorunami, pokrzyżowała moje plany ( zaznaczam ze jest styczeń, a dzisiaj był mróz)
Stąd ta kaszańska and wmordewindowa wycieczka rowwerowa:D
Kiszka i kaszana w jednym...wiatru co prawda mało nawet, ale za to humor nie dobry:( Dzisiaj po pogrzebie babci do której zawsze jeździłem na rowerze z lekami i obiadem, mam dziwny smutny nastrój i nawet czasem chciało mi sie płakać na trasie:/ W dodatku mój Aniołek ma doła. Kurde! musi być już w końcu wiosna. Przez te wydarzenia nie zrobiłem wielu km i z trudem w ogóle wybrałem sie na rower, bo jednak trochę ruchu pomaga w takich chwilach.
Ludzie przychodzą i odchodzą a pamięć po nich zostaje.
Dzisiaj pomimo tego ze lało mi sie z nosa jak z fontanny, wybrałem sie na krótka przejażdżkę. Jestem trochę bardziej wyczerpany, chociaż dzisiaj lepiej mi sie jechało bo nie było prawie wcale wiatru. Dodatkowo wiecej zjadłem (zazwyczaj mało tego jest) Musze sobie jak zwykle łańcuch wyczyścić z piachu:/ strasznie piaszczyście jest szczególnie w mieście.
Jazda po równej drodze, ale za to po takim syfiastym deszczu:P haha dzisiaj sie nie bawiłem w omijanie kałuż tylko jak na prawdziwego rowerzystę przystało wjeżdżałem z impetem... no i ludzie na przystanku sie dziwnie na mnie patrzyli:D. Jutro jak będzie mniejszy wiatr planuje co najmniej 40 km trasę bo ostatnio nie biorę żarcia na trasę i ledwo żyje:D Zauważyłem ze dopiero po 20 km sie rozkręcam i na takich krótkich zanim to następuje to jestem już w domu:/ Składnia coś ostatnio u mnie siada ale chyba zrozumiale napisałem:P V max- 56 km/h :D
Mój czołg:) przejadę na nim jeszcze z 10 tysięcy i zmieniam na coś lżejszego (ten waży 22kg!) Dzisiaj nie bylem na rowerze:( bo cały dzień pada i jeszcze goście są itd... Podaje dane z wyprowadzenia mojego rowera do schowka:p A tutaj pancerne lampy:
Wiatrzysko boczne...no i tyle:D cinko, a miałem takie ambicje ehhh:P
Pojechałem w okolice Bratkowic ale miałem dylemat czy jechać dalej bo miałem wiatr w plecy przez połowę drogi, a czym dalej z wiatrem tym potem dłużej pod wiatr:/ Zawróciłem wiec, bo nie maiłem nic do picia ani jedzenia (raz już zrobiłem 60km bez niczego). Powrót nie był zbyt przyjemny.Prawie opadłem z sił:(
Powrót: 21:20 Silny wiatr ale po wypitej kawie, zjedzeniu 30 ciastek domowej roboty i wielkim talerzu Polskiego bigosu, miałem nitro:D Niestety nie dało sie go w pełni wykorzystać po mieście, w którym połowa dróg i chodników jest w remoncie. Maksymalna prędkość była tylko duża:)