I wsporniki: Dobra rzecz:) na wyjazd musiałem to kupić bo chociaż mój rower nie jest przystosowany do dalekiej jazdy, to można go dostosować w miarę potrzeb do dźwigania namiotu i całego sprzętu, do tego można ostrzej poszaleć bo zawieszka dba o ekwipunek:)
Kupiłem sobie pierwszy zestaw na majowy wyjazd. Nawet jeśli będzie padać, to jedziemy, nie ma bata. W czasie deszczu pewnie założę to: Spodnie i kurtka zupełnie nieprzemakalna w kolorach moro:D (na czołga jak znalazł hehe)
Spać będę w takim czymś: Też dość dobrze nieprzemakalny, ale to sie okaże...
W tym roku nic nie pokrzyżuje nam planów na niezłą jazdę. W przyszłym tygodniu szef da mi wypłatę i wtedy mam zamiar kupić jakiś lepszy bagażnik na sztycę i wtedy jazda:)
Wczoraj w Tesco widzieliśmy nową linię ciekawych produktów rowerowych z pokroju Lidlowych sprzętów. Oto jeden z tych bajerów: Może i śmieszne, ale to dzwonek z busolą:D przydatny gdy siądzie nam gps, a dzwonek jest z alu, więc pełny lans hehe Mniej czasu na jazdę, ale za to coś kasiurki wpadnie bo w maju wyjazd. Trzeba też mieć kasę na części i inne rowerowe przyjemności;) W pracy robiliśmy dzisiaj poziomy kanalizacyjne. Robota ciężka, bo trzeba kopać, ale mi to lata, bo nie robię tam na stałe. Przynajmniej przypakuje trochę:P Kopania trochę było, ale traktuję to jak trening ogólnorozwojowy;)
Takie szwendanie sie po bliskich okolicach miasta. Miałem pałera, ale na początku muliłem strasznie. Potem już zapierdzielałem. Na końcu dopadły mnie sentymenty i włóczyłem sie jak dziadek czując zapach miasta, nieodległej młodości... Jakoś ostatnio nie mam chęci na rower. Może dlatego że kompani do jazdy nie bardzo chcą śmigać razem, a ja znowu wolę teren, gdy każdy chce szosę. Napęd sie kończy, kasy na razie brak, a trzeba jakoś sie przygotować do wyjazdu na szlak.
Rano mielismy pojechać z Asią, ale jak zwykle Asi sie nie chciało:( szkoda.
Dzisiaj niestety nic terenu, nie licząc wielkich dziur w drodze;) Poza tym mniejsze dziurki i jazda po ładnie rozpieprzonych przez zimę nawierzchniach:D lubię to...
Nie miałem czasu wpisywać i już nie wiem gdzie jechałem. Wiem że kilka razy po mieście, 2 razy z Asią i kilka razy do Asi. Uzbierało się, a statystyka musi być:D Z Asią bylo git:) wczoraj 44km: Wycieczka nocna
Przedwczoraj z Asią po mieście: Licznik po przekroczeniu 9h zresetował czas... kijowo.
Asią sie zmęczyła, ale początki zawsze są trudne. Kondycja jej strasznie spadła. W tamtym roku dawała więcej czadu.
Pojechaliśmy do Odrzykonia, ale inną trasą... Objechaliśmy troszkę górek, było sporo podjazdów. Dzisiaj podjazdy pokonywałem z lekkością... nie wiem co ze mną jest, ale mierzyłem sobie puls i miałem tylko 102:D wcale sie nie męczyłem:) Jacek za to działał jak należy:p hehe dzielny druh. Trochę pobłądziliśmy po tych małych drogach, bo szukaliśmy jakiejś fajnej drogi. Tak że, mapka jest jeszcze bardziej pokręcona, ale nie umiałem sobie przypomnieć dokładnie co w tych lasach kręciliśmy:P Wiem że na pewnym zjeździe był hardkor. Mieliśmy jechać pod zamek, ale chcieliśmy terenem. No to mieliśmy teren. Aż za dużo terenu. Rower uwalony w błocie. Na Rebie Jacka usiadło z 3 kg błotka:D na moim troszkę mniej. Zjechaliśmy w końcu jakąś drogą... potem podjazd pod zamek, tam jedzenie, picie hulanki, swawole:p i jazda w dół do Rzeszowa. Na prostej nieźle sie zapiedzielało z wiatrem. Jechałem często 40km/h, ale Jacek powiedział bym tak nie bujał ostro:D no to zwolniłem do tych 35 . Przypominam że dzisiaj wiaterek miał 30km/h. W plecki. Ogólnie to wypad rewelka, szkoda że Prządki nie zaliczone, ale już chyba każdy z BS tam był hehe:D Następnym razem zaliczymy. Widać było dzisiaj połoniny:) jednak dopiero wtedy można poczuć ogrom tego wszystkiego...
No to dawka fotek, na razie tylko z mojego telefonu:
Jacek: Jacek... Znowu Jacek? :O Jacka dużo, bo ja nie mam jak sobie zrobić samemu zdjęć... przydały by sie ręce gadżeta;)
I nasz piekny terenik:D Żadnej drogi, tylko wąwóz jak krater... potem znaleźliśmy drogę. Była dobra, ale na dole już zła.
Mycie rowera:p
Ja:
To już koniec podjazdów? :( mapka z przybliżonym śladem (TB padło)