Woda jest na prawdę piękna:) wydaje sie byc czysta, bo ryby chlupoczą... no ale pływać nie wolno:( Aparat nie pokazuje tego super kolorku wody. Trzeba tam być.
Ciepło nie jest na razie na Karaibach, ale już kaczuszki pływają.
Tutaj było sucho, ale dalej już rozpierdziel totalny, bo ciężkie maszyny tam jeżdżą.
Karaiby, to zbiornik wodny w Czarnej sędziszowskiej. Kopalnia piasku i żwiru.
Po płaskim nie trudno osiągać długie dystanse i wyższe średnie. Właśnie się o tym przekonałem jadąc na Karaiby. Nawet tym klockiem dało sie często jechać ponad 35km/h i to dłuższy czas. średnia niska, bo przy zbiorniku pałętałem sie z 10km/h:)
Posmiganie z Miciem i Chickenem po okolicznych górkach. Po drodze było troszkę deszczu. Widać muszę jeszcze popracować nad kondycją, ale chyba nie jest tak źle;)
Dzisiaj to była masakra... To było zdobywanie tej góry, a nie wjazd:) Myślałem że wykituję gdy darłem mój czołg pod strony stok 200m w górę. Zresztą robił to też Gunia i Piotrek. Dodatkowo zapadaliśmy sie w śniegu po osie. Nogi całe mokre oczywiście. Chyba najbardziej hardkorowy "wjazd" na jak na razie najwyższą górkę w tym roku. 528m n.p.m. Czyli nie tak mało. Szczególnie że przez całą drogę do tej góry mieliśmy wiatr w twarz, który wiał z prędkością ponad 30km/h a przeważnie spychał nas do rowu. Góra Chełm jest na samym końcu:
Wcześniej odwiedziliśmy kolejny schron kolejowy, w tym rejonie, należący do kompleksów schronów kolejowych hitlera. Wielki jest (zdjęcia później) No to teraz zdjęcia: Tak było na szczycie góry:
Tak było na podjazdach:
Piotrek prowadzi bo on wiedział gdzie jechać, ale i tak jakos sie nie udało:p
Obserwacja terenu (gdzieś tam widac szczyt:P)
W kapliczce na górze, była księga wpisów. Oczywiście sie wspisalismy. Każdy ma swój adres z BS :D
Tutaj filmik z podejscia (to był dopiero początek...)
No to dodam jeszcze jedną fotkę pokazującą gdzie wchodziliśmy z rowerami:D Wchodziliśmy od północnej strony(tutaj prawa strona górki, ta bardziej stroma...)
Cieplutko:D już 5 stopni heh. Zagadaliśmy się i pojechaliśmy za daleko, ale obskoczyliśmy przynajmniej Sędziszów Młp. nocą. Tam wstąpiliśmy do Biedronki gdzie kupiłem dwie czekolady, jedna dla Asi. Jechało się super, bo mieliśmy delikatny wiaterek w plecy. W Bratkowicach byliśmy świadkami buractwa wiejskiego. Uno wyładowane dresami, brało wyścig z jednym burakiem w starym fordzie escorcie po tjuningu akustycznym;P Jak przypierdział, to myślałem że się posikam hehe ze śmiechu, rzecz jasna. Rowerem bym go wyprzedził, i to nawet bez pierdzenia;)
pięknie razem wyglądają i pasują do siebie:D Slimaczna jazda między ludźmi. Pojechałem do NSB po blat, łańcuch i kasete. Kasety nie kupiłem, ale blat z łańcuchem czekają na wiosnę. Blat to shimano Alivio:D tak, nie chciało mi sie dawać 70zl za Hussefelta, którego i tak nie mieli. Łańcuch HG73 i miała być kaseta SLX. Myłem dzisiaj rower i napęd. Okazało sie że wcale nie jest w takim strasznym stanie jak mi sie wydawało. Pojeździ jeszcze na nim parę tyś.
Spotkanie w Łące, potem jazda polną drogą pod Magdalenkę, tam dwoje ludzi grzało sie w samochodzie;);) a dwoje kolejnych dojeżdżało sie grzać... Średnia niska bo to nie trening, a dużo rozmawialiśmy:) (po to jeździmy)
Wstyd sie przyznać, że powód ostatniej klęski na setce był cholernie prozaiczny...
Po prostu miałem malutkie ćiśnienie w oponach. Tylna to jakies niecałe 1.5 atm, a przednie chyba jeszcze gorzej. Przy oponach 2.15 to istna tragedia, zwłaszcza że mają grube klocki. A ja sie zastanawiałem dlaczego tak szybko rower sam hamuje:) Dzisiaj dopompowałem do około 2.5 i 3 na przodzie i od razu lepiej:) Rower rusza i toczy sie lekko. I tak nie jechalem dzisiaj szybko, bo straszny syf i nie chcialem sie caly uwalić (i tak sie uwalilem :p) Nie wziąłem błotników, bo myślalem że bedzie mróz.