Miałem jechać na Strzyżów, ale nie chciało mi się samemu, więc tylko Czudec, potem Wyżne gdzie wjechałem w tak gęstą mgłę, że widziałem dosłownie metr przed kołem i poruszałem się prawie 5km/h. Lampki jeszcze pogarszały sprawę, bo oślepiały mnie od mgły. I tak prześlimaczyłem się jakiś kilometr. Normalnie można dostać klaustrofobii... Dobrze że miałem muzykę na uszach :)
Zamontowałem sobie koło z dynamem w piaście i do tego podpiąłem moją wysłużoną lampkę na diodach cree q5. Chyba najlepsze jakie były w 2008 roku, kiedy je montowałem. Nadal dobrze świecą. Do tego jeszcze przetworniczka step up i step down, czyli full automat :) Obsługuje od 5-18V i w zależności od napięcia lub natężenia, sama dostosowuje parametry dla dowolnej diody, a w zasadzie można podpiąc pod nią aż 6 diod.
Jest moc :) Ktoś się pisze na całonocną jazdę szosą? :D Chyba zrobię sobie taką jazdę, ale teraz będzie ciężko o kompana.
A w ogóle to zakupiłem jeszcze takie coś na kierownicę:
Jazda z Asią przetestować nowe lampki. Spisują się znakomicie, szczególnie tryb szerokiego świecenia, które dają dwie boczne. Super się jeździ w tym trybie w lesie, bo jest szeroko i widać wszystko w krzaczorach i na drodze, oraz drzewa :D Bajer z bezstopniowym przyciemnianiem na dowolnym trybie też super :)
Lampka wygląda tak: A tutaj można ją kupić: http://www.aliexpress.com/store/product/3x-CREE-XM-L-T6-LED-3800Lm-Bike-Bicycle-Light-Lamp-HeadLamp-HeadLight-SET/604837_535978788.html
Bardzo się opłaca i jest przetestowana przez Kone, Asię i mnie. W rowerowym lampki tego typu kosztują ze 700zł i oferują jedynie 300-500lumenów, czyli lipnie. Ta świeci przeraźliwie jasno. Lepiej niż długie w naszym oplu hehe
Grzebaliśmy się jak muchy w smole, a szczególnie Asia :D. Mam teraz jakieś 5km mniej do lasu i praktycznie da się już jechać samym terenem. Przetestowaliśmy nowe lampki Asi. Moje to już zabytek, ale nadal dają radę. No i w końcu na fullu. Asia zresztą też. W Czudcu spotkaliśmy Michała i jego psiaka.
Kupiłem sobie pedałka Mallet 1 i teraz muszę szukać bloków. Będzie dobry pedał do fulla. Marek też sobie kupił. Będziemy naparzać w terenie hehe.
Jedzie się lekko i przełożenia mi pasują:) Prawie tak samo jak na mongoosie, a nawet lżej. Po krawężnikach jest nieco dziwnie, bo przy podskakiwaniu, niechcący wciskam hamulec w torpedo. Będę musiał jakoś się przyzwyczaić aby nie cofać pedałów podczas jazdy. Biegi wchodzą szybko i najlepsze, że w miejscu.
Nocna jazda z Łukaszem. Wiało jak cholera, więc darliśmy jak najwięcej bocznymi zalesionymi ścieżkami. Przez grocho na Krzyż i dalej czerwonym szlakiem. Myślałem, że będzie zasypany i ogólnie bez ratraka nie przejedzie, ale okazało się, że wiaterek odwalił robotę i napieprzając nam w plecy odgarniał śnieg. W kilku miejscach trzeba było przepchać rower. Mało co mi nie odjechał :D Wiatr w porywach do 60km/h więc jechało się praktycznie bez pedałowania. Lubię takie jazdy. Czym ciężej, tym lepiej.
Dzisiaj pierwszy raz chyba od czasów technikum, przebiegłem się. Asia chciała bym z nią pobiegał. Jakoś nawet tego nie odczułem. Ciekawe ile dam radę przebiec bez postojów. Następnym razem zalew i się zobaczy. Może to będzie część moich zimowych treningów, chociaż wolę jednak większą frajdę z jazdy po śniegu w terenie... Przed chwilą napadało, więc może na weekendzie jeszcze pojeżdżę z ekipą, bo ma być jeszcze większy mrozik :)
Pogrzebałem jeszcze w jednym z howitzerów, bo coś pstrykał. Udało mi się go na jakiś czas uciszyć nitką nylonową. Pewnie to dziwnie brzmi, ale to mój patent który działa ;) Zresztą cały ten rower to taki jeden wielki patent. McGyver by pozazdrościł:P
Nocna jazda z Asią, a księżyc świecił jak gupi;) Dlatego też dobrze się zasuwało, bo klimat jazdy prawie jak w dzień, chociaż było ciemno. Praktycznie można było jechać bez lampki, bo wszystko było widać.
Faktycznie prawie tak wygląda, jakby w Rzeszów przywaliła jakaś atomówka... Czas naświetlania 16s przy jakichś tam innych parametrach, chyba iso 1600. Ale efekt mnie zaskoczył:) Dla porównania, zdjęcie przy prawie normalnych parametrach i z tego samego miejsca:
Kościółek w Lubenii, obok serpentyn
Dobrze mi się jechało na zoptymalizowanej oponce. Przytyło jej się do 1.2kg, ale o to chodzi by trenowac, a nie rozleniwić się. Przecież muszę podnieść formę na maratony w przyszłym roku. Za to oponka zyskała odporność na przebicie i z racji tego, że w środku jest druga opona semislick (bez drutów i boków) to brzegi SS się podniosły i wiecej klocków styka się z podłożem, co może skutkuje większymi oporami, ale jakoś inaczej (lepiej) się na niej jeździ...
... a jak wiadomo nowy sezon zaczął się dzisiaj :D
Osób nie liczyłem, bo było ich tak wiele, że chyba moje liczydło by nie podołało ;). Jak się spodziewałem, przyjechała grupa wzajemnego wsparcia wycieczkowego i czasami też dętkowego;) Nie będe wymieniał, bo nie chce kogoś pominąć. Lepiej uczynić równouprawnienie i pominąć wszystkich.
Zjedliśmy kiełbaski, niektórzy wypili jeszcze napój słodowy z dolnej fermentacji;) i pośmialiśmy trochę, oraz jak się okazało, również pogadaliśmy :O (i to nie tylko o rowerach).
Dzięki Michał, że powiedziałeś, że niejeden chciałby mieć takie półdupy zza krzaka:D Teraz to mnię duma rozpira :D