Przez Mogielnicę, prawie nieprzejezdny Wielki Las, i na dół do Zgłobnia. Jechało sie czasem jak na snowboardzie:D zaspy po kolana w niektórych miejscach (wtedy, a teraz to pewnie już po pas:p) Przez las praktycznie prowadziliśmy rowery i trochę zjeżdżaliśmy po tym śniegu. I tak trzeba było sie z górki napedałować.
Średnia niska, bo wcześniej na piechotę z Asią 3.5 km.
Do Asi od Asi Do Asi od Asi Do Asi od Asi Do Asi od Asi Do Asi od Asi Do Asi od Asi Do Asi od Asi Do Asi od Asi Do Asi od Asi Do Asi od Asi Do Asi od Asi Do Asi od Asi Do Asi od Asi Do Asi od Asi Do Asi od Asi Do Asi od Asi Do Asi od Asi Do Asi od Asi
Jazda z kolegą z BS Kona Spotkanie przy scenie około 19 i od razu ruszyliśmy przez ścieżkę nad zalew. do Boguchwały, potem Mogielnica, Górka Niechobrz, zjazd koło krzyża, a na dole w polach niespodzianka:D jedziemy sobie ładnie odśnieżoną drogą, rozmawiamy że dobrze sie jedzie, aż tu nagle kończy się droga. Widać kierowca pługa nie wiedział gdzie jechać, bo droga jest tak zasypana że nie wiadomo gdzie w ogóle jest... Wszystko równe. Najdziwniejsze że po śniegu dało się iść, ale jechać już nie. Wcześniej mówiłem że jak na początku sie dobrze jedzie, to zawsze później podczas jazdy są jakieś niespodzianki i były. Zawróciliśmy w stronę krzyża i tamtym asfaltem, alternatywną drogą zjechaliśmy aż do małego ronda. Na drodze sam lód. Raz podjechałem. Bardzo dobrze sie jechało:) Gdyby tylko znać odśnieżone i nieodśnieżone szlaki... Kurde nie zresetowałem licznika, bo w dzień zrobiłem 13km i tu też je wpiszę. W teren wliczam całą jazdę po śniegu którego była masa. Mało było asfaltu w zasadzie.
Rower jest bardziej brudny niż ostatnio, a dystans to przecież marniocha;) Chwilowa odwilż dopadła śnieg, jakiś dziadek powiedział do mnie: chodnikiem sie nie jeździ smarkaczu! :D taaa 24 letni smarkacz... to on jest w takim razie dojrzałym facetem w sile wieku:P Pewnie jakiś były esbek, partyjniak, lub jakiś dyrektor, bo wszystkie fajne dziadki poumierały, a zostały te j.w.
Ludzie pchają sie w zaspy samochodami i potem maja problemy z wyjazdem. Ruszyli by tyłek na piechotę lub autobusem, ale niee, oni muszą byc wygodni. Ryją sie, marudzą, potem jeszcze płaczą że korki i że paliwo drożeje, że drogi za wąskie, że dziury. A my rowerzysci? nam to wisi i powiewa:D i dlatego jesteśmy szczęśliwi hehe
Taka sobie dróżka, odśnieżona ale i tak nie da sie po niej prawie jechać... śnieg sie bardzo zapada bo jest jakiś dziwny... Czasami czułem sie jak na snowboardzie bo tak potrafiło z góry rzucać całym rowerem. Musiałem też pedałować z góry:D
Sypkie dziadostwo;) ale i tak piękne... zawala w ciągu kilku godzin całą drogę.
W końcu sie wybrałem. Trasa taka jak ostatnio z Piotrem tyle że przez Matysówkę i bez Zimnego działu:(. Niestety część lasu nie była odśnieżona, co ja mówię że część:p cały las był nie ruszony nawet. Oczywiście nawet tam nie wjeżdżałem. Za to goniło mnie chyba z 10 psów. Zawsze jakoś parami biegały. Najśmieszniejsze było to, gdy zjeżdżałem sobie z góry do Straszydla i goniły mnie 4 psy (troszkę większe), miałem mp3 na uszach i nie wiedziałem o nich. Dopiero na samym dole mnie dorwały na przystanku. Poszczekały sobie, a ludzie patrzyli na mnie jeszcze dziwniej heheh.
Szkoda że do lasu w Zimnym dziale nie da się nawet wjechać (zaspa po osie). Poza miastem prawie wszystkie drogi białe. Tylko główne są ciapowate.
W zasadzie miało być dłużej, ale jakoś nie chciało mi się tłuc ciapowatymi głównymi drogami, a inne były w tragicznym stanie.
To sie dzisiaj nakręciłem... Podczas gdy moi futrzaści przyjaciele pilnowali roweru, ja obżerałem sie aby uzyskać jakiś zapas energii. Potem pojechałem na działkę. Ładna pogoda:) Było co fotografować, ale nie chcę się powtarzać:) zimno i tyle.
Jazda z Piotrkiem po lasach na południu. Było zimno... na początku straciłem czucie w nosie:p podczas jazdy to czucie wędrowało jakoś po wszystkich częściach ciała (nie, tam akurat zawsze było i bedzie;P ) Było -12. Rano jeszcze kilka km o Asi i do Asi wtedy -18... Znaczy sie dobre kilka km od do. Plus kręcenie sie po Polibudzie w oczekiwaniu na Piotrka. Ręce marzły wtedy gdy sie zaczynało byc głodnym. Miałem oczywiście żarełko, herbatę i kromki, których nie zjadłem bo prawie zamarzły w plecaku.
Wiem, wiem, no tak, jechałem do Asi:) rower stoi w wannie... o kurde miałem go wyjąć:D no to tyle:) Spotkałem jeszcze Mateusza (Guniamastera) pogadaliśmy:)