Ubrane w białe ciuszki, zimne jak lód... ale udało sie wjechać;)
Zobaczcie sami:

Ta dróżka była bajeczna:) ale stroma w dalszej części:

No to żeby nie było że same fotki wrzuciłem i nic nie napisałem (bo się spieszyłem) to dzisiaj coś skrobnę.
Był niedzielny poranek, gryzłem sie w sobie, czy jechać samemu, czy poczekać na kogoś kto pojedzie (napisałem na forum, ale nikt sie nie zgłosił) w końcu nie dałem za wygraną i zabrałem aparat siostry, bo robi lepsze zdjęcia niż komórka;) znacznie lepsze. Chyba sobie taki kupię...
Wyruszylem przez miasto, jechac mi sie nie chciało potwornie, jakbym miał kapcia. Nauczony ostatnim kapciem w mieście, sprawdzałem co jakiś czas czy cos nie zakłóca mi spokojnej jazdy. Podjazd pod Matysówkę (mało osób nie z Rzeszowa wie, że to jest dość morderczy podjazd, zastępujący czasem długi trening. Około 125m przewyższenia.
Pomyślałem że zmęczę sie i będzie dobze. Tak sie tez stało. Po wyjechaniu na górę, zjazd był niestety powolny bo leżało dużo lodu (ostatnia fotka) dodatkowo smigały samochody, a nie chciałem wylądować w rowie. Przez Tyczyn jechało sie ładnie. Potem kolejny podjazd na Kielnarową, również daje po dupie bo jest długi, a też jest ok 110m przewyższenia. Potem cały czas pod górkę, aż do lasu. W nim zjazd do Lecki, asfaltem i znowu podjazd. Do Sołonki prawie 200m różnicy z poziomów z Rzeszowem.
Na samej górze zrobiłem to pierwsze zdjęcie (na górze strony) i spotkałem kolegę rowerzystę z Lubenii, który wybierał sie do lasu:) Pozdrawiam jeśli to czytasz:)
Krajową do Czudca, ale wcześniej zjazd na ścieżkę koło kaczarnicy i jazda pod góre koło Czudca. Zjazd Niechobrzem, myślałem że mi uszy odpadną, a maks prędkość to tylko 45km/h słońce już zaszło i zrobiło się zimno. Opuściły mnie siły, bo już nie miałem nic do picia, więc zjadłem 2 cukierki i od razu lepiej:) Stanąłem na poboczu, a jakiś burak się zatrzymał i zaczął trąbić... widziała to taka babuleńka i powiedziała że idioci jeżdżą po tych drogach:) Na szczęście rower spisuje sie świetnie, jest bezawaryjny.
Gdzieś...

W lesie nr 2 :D

Nasza letnia dróżka nie była taka przyjemna...

Mało co w niego nie wjechałem:p

Białe drzewa:)


Las w Straszydlu:

Zmęczył sie i odpoczywa:)

Kapliczka na szczycie

Droga z Kielnarowej do Straszydla
Jechało sie super:) po drodze spotkałem jednego równie szalonego bikera:) zapytał o warunki w lesie, były znakomite:)
Miałem termos, kanapki i kilka cukierków. Wszystko poszło. Kierowcy jakos dziwnie na mnie patrzyli, może dlatego że byłem lekko rozpięty:D

Na koniec seria panoram (kilka 360stopni):


Droga z Lecki:

Droga z Matysówki w dół:

A tam w dali jest miejsce skąd robiłem powyższe zdjęcie:)

Tutaj było slisko jak cholera... bałem się aby jakiś samochód mnie nie potrącił. Nie było szans wyhamować.

Trasa: Matysówka, Tyczyn, Kielnarowa, Straszydle, Lecka, Zimny Dział, babcia, pffrr Babica;) Potem jazda na Kaczarnicę, Czudec i las w Niechobrzu w dół do Racławówki i do domu:) ale wszystko jakimiś innymi drogami... rower mnie tak ciągnął gdzie chciał.