Tak wiem, ślimaczyłem się, ale dlatego że nie chciałem potrącać pieszych, a do tego było dużo lodu. Pojechałem na Matysówkę. Dopadła mnie jakaś mania sprawdzania ciśnienia w oponie, bo ostatnio tam ją właśnie przebiłem. Lubię ten widoczek takich pagórków nad Rzeszowem. Wydaje sie blisko, ale nie jest.
Źle podpisałem zdjęcia:p
A tutaj widać jak idzie budowa elektrowni wodnej na Wisłoku. Ma ona pomóc w zasilaniu lamp ulicznych, bo całego miasta nie zasili. Dobre i to:)
Śnieżek znowu... a idź... No to tak. Po kilkunastu tysiącach kalorii zjedzonych na wigilii i masie placków, miałem parę w nogach. Nie brałem nawet plecaka z pompką i resztą przetrwalnika (oj ja głupi). Zasuwałem po ulicy i nagle zachciało mi sie pojechać przez ścieżkę terenową. Przywaliłem tylnym kołem w krawężnik bo nie było go prawie widać, a jechałem ze 35km/h po 2km zeszło powietrze. Mamuśka zgodziła sie na poratowanie mnie samochodem. Żyję:) Do Asi pojechałem rowerem siostry. Niezła maszynka, sam składałem.
Dzisiaj zaczął padać śnieg. Nie chce mi sie myć rowera po tej chlapie.
Tylko 3.6km więc kijowo, ale za to w jakim stylu:p trzeba było prowadzić rower bo sie jechać nie dało. Nie dość że śnieg walił po oczach to jeszcze wiatr spychał z drogi, w świeżo usypane zaspy.
Rower całą noc spędził na mrozie. Dzisiaj go wypucuje.
Rower ani ja, nie widzieliśmy dzisiaj ani metra czarnego asfaltu:D. Pomyślałem że pojadę do Niechobrza pod krzyż drogami polnymi. Jak sie okazało to był zły wybór, a może nie taki zły, bo na ulicach wszędzie śnieg w postaci piaskowej, czyli sypkie wiórki spod kół. Za to na drogach polnych rozbijałem sie w zamarzniętych zasypanych koleinach. Jechać sie prawie nie dało, ujeżdżałem chyba z 50 razy. Było by dobrze gdyby ktos ta drogą w ogóle jechał, a tu kija, wszystko nietknięte od wczoraj. Dopiero pod koniec drogi jakiś dziadek zasuwał 4x4 i mi wytrasował koleinki i już było lepiej. Na przystanku rowerowym ludzie w przejeżdżających samochodach dziwnie sie na mnie patrzyli... Miałem oczywiście okulary, bo śnieg wali po oczach i nic nie widać. Miałem takie uczucie jakby od nowa zaczynał sie uczyć jeździć, bo jechać drogą pełną śniegu nie jest łatwe. Cały czas rzuca i trzeba sie trzymać. Tych dróg jeszcze nie zdążono odśnieżyć. Prędkość 25km/h to w tych warunkach na prawdę dużo hehe szczególnie na tej pełnej kolein drodze polnej. Na zjeździe spod krzyża obniżyłem siodło co spowodowało obniżenie środka ciężkości i bardziej stabilną jazdę. Dałnhilowo:D
Z górki:)
Tu przed kapliczką jest droga asfaltowa :P
Zaczynają sie koleiny polne...
Przystanek rowerowy 3km od krzyża
Krzyż zdobyty:)
Osłonka dała radę:) trochę tylko naleciało na łańcuch.
Zaczęło sie tak. Myślę sobie gdzie by tu pojechać, gdy nagle dzwoni Comatose i pyta czy nie jedziemy dzisiaj w nocy do lasu. Oczywiście że tak:) - odpowiedziałem. Przecież nie ma nic lepszego niż jazda w grupie (nawet 2 osobowej:p) w lesie nocą po sniegu. No to wszystko co miałem zrobić domu zrobiłem. Pojechałem do Asi z aparatem siostry. Miałem go może z 5 razy w ręku, ale już cos tam umiem ustawić. Jest to Kodak Z1015is taki wielki kompakt z full manualnymi ustawieniami. Ogólnie aparat mi sie bardzo podoba bo nie jest drogi, a na prawde szybki. Co prawda zdjęcia nocne nie wyjdą mi dobrze bo nie mam statywu i jeszcze nie poczułem filozofii działania tego sprzętu. Jeszcze kilka wypadów, a będzie dobrze.
Rozgadałem sie o aparacie... Na zjazdach było strasznie zimno, myślałem że wargi mi odpadną, a uszy już piekły na maksa. Jednak trzeba grubszą czapeczkę na łepetynę. W ręce prawie ciepło, ale kto zjeżdżał bez pedałowania z dużej górki będzie wiedział że nawet grube ciuchy nie dają wiele. W taki mróz i koło lasu zawsze współczuje ludziom którzy byli na Syberii. Oni mieli tam często -30 stopni mrozu, a takie -10 to pikuś. Dopiero jak sie to czuje to ma sie dla nich respekt.
U Asi strzeliliśmy sobie kilka fotek. Jedna bardzo mi sie podoba i też ją tutaj zamieszczę. Oto Asia
Oto nieudane troszkę zdjęcie Rzeszowa z Krzyża nocą.
To zdjęcie lasu już bardziej udane;) (tylko moje lampy świeciły, bez flesza) Comatose stoi i sie niecierpliwy podczas gdy ja moimi zamarzniętymi palcami szukam opcji w aparacie hehe
Jeszcze raz bez flesza...
Osłona tym razem też sie przydała... Olej w Domain zgęstniał tak, że odbijał już wolniej, ale amorek nadal dobrze działa na mrozie.
Domek do obserwacji. Fajnie było by mieć takie coś w ogrodzie hehe (dla dzieci rzecz jasna...)
Trasa miała byc dłuższa :P niestety nie jadłem śniadania, a zjedzone kanapki podczas jazdy, dodały mi sił dopiero w połowie drogi. Szkoda, bo chciałem objechać więcej terenu. Latem muszę obadać wszystkie okoliczne drogi polne. W Boguchwale spotkałem gościa na czerwonym fullu chyba Norco:) ładna maszynka... Szkoda że ekipa sie wyłamała na zimę, bo w lesie jest teraz świetnie.
Coś mnie kolano zaczęło boleć po wcześniejszych jazdach, a w połowie drogi jakby ktoś wyłączył ból i jechało sie dobrze:) Pogoda była ładna i słoneczko świeciło. Na minusie. Zdjęć nie robiłem bo i tak nudne mi wychodzą...
Wyjechałem około 10. Temperatura nie przekraczała 3 kresek poniżej zera. Byłem ciekaw jak sprawują sie moje wynalazki w tych warunkach. Okazuje sie że świetnie:D
Pierwszy wynalazek czyli błotniczek na damper, skutecznie chronił damper przed dużą ilością błota i wody, ale w parze z błotnikiem tylnym było by lepiej. Natomiast osłona na korbę spełniła zadanie w 99% (1% coś tam zawsze wpadnie bokiem). Po błotnistych przeżyciach, łańcuch byl taki jak na początku jazdy i ani razu nie chrobotnął:D Powinni takie coś produkować... W każdym razie jestem zadowolony z tego:)
Było dość zimno, ale wiatr w kierunku Czudca miałem w plecy. Cały czas mialem lekki katar, który prawie zamarzał:). Dobrze że w nogi nie było zimno. Pod spodniami mialem kalesonki z polaru. W stopy jakoś nie marznę:) Błotko szybciej zamarzało na rowerze niż wysychało. W domu szybko zaczęło sie roztapiać i musialem sie spieszyć z myciem. W lesie było pół na pół dróg zamarzniętych i błotnistych. Myślałem że wszystkie będą zamarznięte i jak głupi, nie wziąłem błotników. Potem okazało sie że rower nadaje sie do mycia. Po powrocie wskoczył do wanny i teraz lśni;)
No to kilka fotek:) Rower na biało
Dużo żarełka
Na górze w Niechobrzu
Za krzyżem w Niechobrzu już było troszkę śniegu:) ślisko...