Wpisy archiwalne w kategorii

Moje zdjęcia

Dystans całkowity:20317.01 km (w terenie 4836.61 km; 23.81%)
Czas w ruchu:670:59
Średnia prędkość:18.68 km/h
Maksymalna prędkość:76.20 km/h
Suma podjazdów:32499 m
Suma kalorii:20000 kcal
Liczba aktywności:321
Średnio na aktywność:63.29 km i 3h 35m
Więcej statystyk

Z Kubą na górki i laski...

Wtorek, 29 czerwca 2010 · Komentarze(3)
Kategoria Moje zdjęcia
Pojechaliśmy razem przez Niechobrz szutrem pod krzyż i potem lasem "Wielki las" zjechaliśmy do Czudca. Przez Czudec na Grochowiczną i na Babią górę II (chciałem do Lutoryża, ale nie wyszło w lesie:p )
Trasa bardzo zróżnicowana. Praktycznie wszystko po czym można pojeździć się tam znalazło:) Podjazdów też troszkę było...
Mapka trasy

Maraton Strzyżów z Cyklokarpaty.pl :D

Niedziela, 27 czerwca 2010 · Komentarze(6)
Kategoria Moje zdjęcia
Na mojej frirajdówce:D a co... Pozdrawiam kolegę, który powiedział: A ty znowu na tym fullu? nie masz innego roweru?:D


Od razu powiem że dałem ciała, bo nie napompowałem sobie opon :p. Do tego klockowa opona z tyłu i tylko zaledwie 2 atm :( przez co na asfalcie jechałem jak na ciągniku:P

Tereny Strzyżowa są mi znane, ale nie wiedziałem że są tam takie fajne trasy:) teraz przynajmniej bede wiedział gdzie pojechać w teren.

Rower na zjazdach jechał cudnie jak po sznureczku:D szkoda że kurde mnie blokowali... ale po jakimś czasie wyczaili i z uprzejmością puszczali :D
"no to ja sobie może pognam w dół"

Asfalty to były moje słabe strony, bo w oponie 2atm, a nie chciałem się zatrzymywać i głupio zrobiłem. Po ostatnim maratonie w Żegiestowie odkryłem że jednak góry to raj dla mojego roweru.

Ostatecznie jestem 29 w M2 i aż 80 w open:(
Prawdopodobnie to mój drugi i ostatni maraton. Chyba że będzie coś mega hardkorowego i dla rowerów enduro.

Ja i Kuba (Matajsen)


Pierwszy maraton na moim czołgu (Żegiestów)

Sobota, 19 czerwca 2010 · Komentarze(18)
Kategoria Moje zdjęcia
Na 18 kilowym fullu do FR:D to jest to! zjazdy są boskie, a podjazdy idą dobrze i da sie nawet wyprzedzać.

Po tym doświadczeniu nie zamienię nigdy roweru na lekką maszynkę którą telepie na każdym kamyczku. Jednak w tym przypadku wiekszy skok się przydał, bo zjazdy były dość wymagające i do tego masa błotka. Szkoda że na początku szło mi zadziwiająco dobrze, a potem niestety złapałem gumę i siłowałem sie z... nakręteczką wentylka:( chyba z 10 minut. Na szczęście potem nadrobiłem troszkę straty i minąłem ponad 20 osób:D
Imprezka była w Żegiestowie. Jedna z imprez "Cyklokarpat"

Kto był to wie:)

Dostałem numerek:D


Zaraz zobaczę na co mnie stać, a może i nawet pokażę:p


Dziwnie wyglądam... jakoś tak lajtowo podjeżdżam, podczas gdy inni drą na maksa... to przez tą pozycję typowo fullową


Dojeżdżam (ten z tyłu):

No i jeszcze wyprzedziłem kolegę:


No i mycie nóżek:


Dzięki Jacek, że mnie zawiozłeś i że pomimo mojej dolegliwości;), dojechaliśmy cało hehe
Dziękuję tym którzy robili zdjęcia.

Jestem 14 w Mega w M2

A tutaj widać, że błotniczek jednak dał radę :D (wystarczy porównać)

Przelać studnię, by było jak myć rowery

Środa, 9 czerwca 2010 · Komentarze(6)
Kategoria Moje zdjęcia
Studnia jak studnia, nieużywana z 10 lat, ale przynajmniej woda za friko w sam raz by myc od czasu do czasu rower myjką ciśnieniową. No właśnie... myjce coś sie stało, chyba się zakrztusiła bo użyłem zamulonego węża:(. Muszę chyba od początku rozebrać głowicę bo coś tam jest i ciśnienie jakby spadało.

Na wsi mam taką małą lodóweczkę, która zarombiście szybko chłodzi i zamraża to co się do niej włoży, więc włożyłem do środka bukłak:) Wężyk cały sztywny, aż bałem się że go złamię hehe. Picie za to zimniutkie i przyjemnie się piło, gdy na zewnątrz 32stopnie:D


Poza tym, byłem jeszcze zapytać o pracę w serwisie rowerowym, z Asią u lekarza itd...

Nieźle urąbany klocek...

Poniedziałek, 7 czerwca 2010 · Komentarze(5)
Kategoria Moje zdjęcia
Już wczoraj hamulec działał troszkę dziwnie. Dzisiaj dowiedziałem się czemu. Klocek się zablokował i wygięło go. Dodatkowo urwało się większość okładziny. Kupiłem dzisiaj nowe klocki. Aż strach pomyśleć że wczoraj mogłem stracić hamulce na zjazdach...

To chyba jazda w zimie zrobiła swoje w większości:)

Pogórze Jasielskie i Beskid Niski z Piotrkiem

Niedziela, 6 czerwca 2010 · Komentarze(7)
Mapka trasy
Pojechaliśmy szynobusem do zalanego Jasła... Potem udaliśmy się w poszukiwaniu ruin zamku Golesz, ale niestety w lesie było masę błota i wody, a trasy nie dało się znaleźć, więc zawróciliśmy. Takim sposobem nadrobiliśmy kilkanaście km.

Nasz cel Cergowa (m.in.):

Niestety ostatecznie nie udało sie na nią wejść:( o wjechaniu nie ma mowy. Cała droga to jeden potok czasem błotnisty. Kto był wczoraj na Maratonie w Nowym Żmigrodzie to wie;)
Za to przejechaliśmy sie czerwonym szlakiem przez Łysą górę gdzie chyba miał być jakiś etap trasy maratonu, ale nie było tam śladów, więc chyba zrezygnowano z tego. My wiemy dlaczego;) Większość jazdy tym szlakiem to prowadzenie roweru i całe buty w błocie. Gdzieniegdzie dało sie zjechać. Mój rower nie ucierpiał zbytnio, bo nie darłem na chama w błocie. Wolałem prowadzić.
Po kilku kilometrach lasu wyjechaliśmy i udaliśmy sie do Dukli, by wjechać na Cergową...
Gdybyśmy wracali pociągiem to można by sie uwalić błotkiem znacznie lepiej:D

Nasze rumaki w szynobusie:


Dalej sie nie dało...


No to teraz kilka dużych zdjęć (klikalne):
Po lewej nasz cel

Nowy Żmigród:


Zdecydowanie najlepsza trasa i widoki z całej wycieczki:) Za Łysą górą:


Widok na Suchą górę i góry okolic Czarnorzecko strzyżowskiego parku krajobrazowego
a

Góra Liwocz. Widok od strony podejścia do ruin zamku Golesz którego nie znaleźliśmy:p


No to wchodzimy po strumykach na Łysą górę:


A na szczycie mamy wysoką wieże i po wejściu na nią takie widoki:

Maraton:D








Zjazd maratonu...

...chyba tutaj:


Wiatraki niedaleko Krosna robią wrażenie...


Po zejściu z wieży widokowej pojechaliśmy czerwonym szlakiem beskidzkim i czasem było nawet całkiem sucho:


Chyba dolina Wisłoki:


Po wyjechaniu z lasu rowery były troszkę brudne:

Mój nawet nie bardzo:


Dalej już nie robiłem zdjęc bo mi sie nie chciało:p
Było super, ale mogłoby być mniej błota, to dałoby sie jechać.
.

Rzeczowy opis u Piotrka

.

Pogórze Przemyskie z Piotrkiem w deszczyku i błotku

Środa, 2 czerwca 2010 · Komentarze(9)
Mieliśmy jechać terenem, ale było masę wody i po kilku błotnistych przejazdach, nasze rowery utraciły smar z łańcuchów. Do tego się trochę uwaliły. Szczególnie wodnisty był zjazd z pewnej trawiastej góry...
Wyruszyliśmy z Przemyśla, ale na początku pomyliliśmy się i ruszyliśmy w stronę granicy. Niedaleko granicy zawróciliśmy i jechaliśmy w dobrym kierunku. Potem było już coraz więcej podjazdów, super widoki, wielkie odludzia, i dużo lasów. Wg mnie raj dla mtb, bo zjazdy jak i podjazdy są długie, a mniej strome. Średnia wyszła dość dobra jak na nas, bo ponad 19km/h, a w terenie nie dało się jechać szybko.
Mieliśmy zdobyć pewną górę;) hehe
Pewnie Piotrek opisze tą trasę bardziej rzeczowo.
Ja tu tylko dam troszkę zdjęć.

Esencja (zdjęcia są duże, bo nie z PhotoBs):


No to teraz chronologicznie:D

Przemyśl z Kopca:




Panorama z Kopca:




Kalwaria Pacławska:


Z daleka:


Panoramka:




Dynów i kolejka wąskotorowa:


No i my:D


Oczywiście zrobiłem dziwną minę...

tory sie wygły:


Potem już szosą do Rzeszowa i zjedzone 4 czekolady.

Gdy poznam czas jazdy to wpiszę...

Straszydle

Niedziela, 30 maja 2010 · Komentarze(1)
Kategoria Moje zdjęcia
Wycieczką z Asią po okolicznych lasach, od Przylasku do Sołonki różnymi drogami. Miałem ochotę zaliczyć jeszcze punkt widokowy Patria, ale Asia wiedziała że nie da rady, bo szła burza, a picie się kończyło, a miała zakwasy po 2 dniowym pieszym rajdzie w Beskidach (Beskidzie Sądeckim).
Chmurki sobie szły z daleka:


Takie malowidło;)


Rzadko występujący okaz na zdjęciu:


Asia dawała czadu na zjazdach, a ja ledwie zdołałem zahamować jedną ręką:D



Na tych zdjęciach widać to że jeszcze jechałem, czyli sie nie pozabijałem:p



A to moja super kobietka rowerzystka:D

Giro di moja noga:P

Wtorek, 25 maja 2010 · Komentarze(14)
Kategoria Moje zdjęcia
Czyli girą ruszanie, a rowerem jechanie...

Udałlyśmy się z Asią (Masakra) nad nasze Czarno Sędziszowskie morze zielone, gdzie latajo bociany, burki ogonami szczekajo, a ludzie łowio ryby na czciny. Jednym słowem sielanka na maksa i to wypasiona w kosmos. Wiater przeze przeszło lub i poszło, 26 kilomentrów mięłlyśmy w facjaty, ale w drodzę powrotnej zaprawdę powiadam, nie zmienił owego kierunku i wiał nam w nazad. Kłoniuec kłońców, przeszło 51 tysienców metrów, czyli u mnie jakiesik ponad 24285,714285714285714285714285714 obrotów koło zrobiło;)
Cudem unikałlyśmy deszczy obfitych, a chmur wisiałlo dużo nade naszemi głowiema.

Oto fotografije:

Piękne ptaszysko





Ale miny...;)

Asia nad wodą:


Czas jazdy wcięgło gdziesik w układach tranzynstorowych.

Wjazd do lasu to nie był dobry pomysł...

Niedziela, 23 maja 2010 · Komentarze(4)
Kategoria Moje zdjęcia
Wpakowałem się w las i zgubiłem szlak, ale widzę że ktoś tamtędy jechał, więc drę dalej...


Te ślady są chyba ekipy, która była tam kilka dni temu:

było to tutaj:)


Drogę w lesie przecinały małe rzeczki:


Ogólnie hardkor, bo było masę kolein, a ja nie wiedziałem gdzie się wpakowałem. Do tego założyłem sobie lekko wytarte Smart Samy i jazda w błocie była kiepska. Za to Panaracer z przodu bardzo dobrze mnie prowadził:)

Nie raz wpakowałem sie w takie coś...

Widać że jeździli tam ludzie na Quadach, Motocrosach i Rowerach, dziwne...



Wszędzie pięknie:)


Widać gdzie zaczyna sie podjazd na Matysówkę:


Chciałbym mieć taki domek na działce:


Na samym końcu wpakowałem sie w największe błoto, bo pojechałem w stronę Siedlisk jakimiś polami, ale dojechałem tylko do Wisłoka... nie musze pisać jak było tam nawalone mułu ;) masakra...

Dobrze że mam myjkę, bo nie chciało by mi sie tego myć ręcznie: